sobota, 2 lutego 2013

NG rozdział 26



zamordujecie mnie, ale co tam xD z góry przepraszam, baaardzo przepraszam. wiem, jestem zła. wiem to. notki długo nie było, ale wiecie, sesja i te sprawy. po prostu po świętach miałam tyyyle zajęć, że nie miałam kiedy usiąść i pisać. a teraz jeszcze tylko tydzień, w piątek ostatni egzamin i znów będę mogła sobie co jakiś czas bez wyrzutów sumienia poskrobać xD
cytat na dziś, kochani, to fragment piosenki, którą wszyscy znają:

Przeczuwam go za pasmem gór
I tam gdzie wodospadów huk
Lecz ciągle słyszę ten rozsądku sygnał
Solidny mąż co trwały dom
Wznieść dla mnie będzie mógł
Nie troszcząc się, że dziś go z serca wygnał
Ten za łukiem rzeki świat
Ten za łukiem rzeki inny świat

Przyzywa mnie
Ten za łukiem rzeki świat
Daleki brzeg
Tam gdzie krzyki mew
Lecz któż to wie
Co przyniesie jutro mi
Ten za łukiem rzeki świat...

zapraszam na nowy rozdział, w końcu!


              Shan Uchiha otworzył oczy i spojrzał na sufit w salonie państwa Uzumakich, czując na sobie przyjemny ciężar. Przeniósł spojrzenie w dół, na leżącą na nim Mei i uśmiechnął się do siebie. Wyciągnął rękę i odgarnął jej włosy z czoła, spoglądając na jej spokojną twarz, na którą padały promienie porannego słońca, wdzierające się do środka przez jedno z okien. Mei była o wiele ładniejsza, kiedy spała, głównie dlatego, że milczała.
              Dziewczyna momentalnie uniosła głowę i spojrzała na niego oczami zimnymi niczym lód.
- Kto – wycedziła – niby jest ładniejszy, kiedy śpi?
              Rozejrzał się spanikowany, ale przecież nie było tu nikogo i nikt nie mógł go uratować.
- Eeee… wiesz, normalni ludzie nie czytają innym w myślach, więc nie zmuszaj mnie, bym przepraszał cię za myślenie… - wymamrotał, przełykając ślinę. Mei prychnęła.
- Dzięki za utwierdzenie mnie w przekonaniu, iż jestem nienormalna – powiedziała obrażona, po czym zsunęła się z niego i usiadła. Zmarszczył nos, podpierając się na łokciach.
-Coś się stało? – zapytał.
-Mintao się wczoraj dowiedział, że faktycznie jesteśmy nienormalni – wymamrotała, skubiąc palcami skraj koca. Shan zaśmiał się.
-Wcale się nie dziwię, każdy kto zna twojego brata wie, że jest on nienormalny – powiedział wesoło. Mei zaśmiała się głośno.
-Mintao dziękuje ci za uroczy komplement – przekazała mu, a Shan wyciągnął rękę i potargał jej jeszcze bardziej i tak już roztrzepaną grzywkę.
-Powiedz mu, że nie ma za co, zawsze jestem do usług. – Shan pochylił głowę, jakby się kłaniał, a Mei jedynie znów prychnęła, niczym rozjuszona kotka.
-Nie powinieneś się spieszyć do pracy? – zapytała zjadliwie.
-Powinienem – odparł z uśmiechem. I tak się spóźniał, Shikamaru-sensei i Ban zapewne nie spodziewali się po nim niczego innego. Poza tym ten pierwszy również nie zawsze docierał na czas.
-Boże, w czyich rękach mój ojciec zostawił tę wioskę! – westchnęła Mei, wznosząc ręce do nieba. Potem pokręciła głową i wstała. Shan przyglądał jej się z uśmiechem, który nie schodził mu z twarzy. – Chcesz śniadanie?
-Jasne, że chcę! – odparł Uchiha.
              Zeszli z kanapy i skierowali się do kuchni. Tam Shan natychmiast zainstalował się przy kuchennym stole państwa Uzumakich, patrząc na Mei z szerokim uśmiechem. Dziewczyna tylko prychnęła, widząc jego zadowolenie, po czym zaczęła krzątać się po kuchni. Niedługo później dostał talerz kanapek z serem i szynką oraz kubek kawy.
- Dzięki – powiedział. – Tu siada twój ojciec? – zapytał, rozwalając się w krześle. Mei skinęła głową.
- Tak.
- Wow, od razu się czuję, jakbym miał władzę – rzekł. – Trochę tak, jakbym siedział w jego fotelu w gabinecie…
- Ten fotel mógłby być twój – zauważyła, krojąc sobie ogórka. Shan prychnął.
- I użerać się z tym wszystkim jak on teraz? Myślisz, że jestem głupi?
- Tak – odparła z uśmiechem. – Tak właśnie myślę.
              Shan tylko się uśmiechnął, wgryzając w swoją kanapkę. Mei usiadła przy stole, jedząc kawałki ogórka.
- Praca twojego ojca jest nudna – jęknął Shan, patrząc na nią błagalnie, chcąc ją przekonać do swojego zdania. Nie chciał być Hokage, oznaczało to obowiązki, a on nienawidził obowiązków. Chciał się bawić, zaliczać dziewczyny, a nie martwić się o wszystkich mieszkańców wioski.
- Ta, to strasznie nudne, być najsilniejszym shinobi w wiosce…
- Mój ojciec jest najsilniejszy – zauważył uprzejmie. Mei uniosła brwi.
- Może nie dyskutujmy na ten temat. Zważ tylko, że jesteś w domu Hokage i siedzisz na jego krześle… - powiedziała chłodno.
-Ooookeej… - wymamrotał Shan, pochylając się nad kubkiem kawy. Wolał jej nie drażnić, by nie zabrała mu żarcia, był głodny i nie chciało mu się nawiązywać pojedynku o kilka kanapek.
              Mei zignorowała jego myśli, choć na jej twarzy zatańczył nikły uśmiech. Zjadł wszystkie kanapki, dopił kawę i wstał od stołu.
- Jesteśmy umówieni na pływanie, nie? – zapytał.
- Jasne – odparła Mei. – Wpadnij po mnie później. Raczej nigdzie się nie wybieram.
              Mei ziewnęła szeroko.
- I spadaj już, muszę pozmywać i iść do roboty.
- Jasne, jasne. Na razie, mała.
- Tsa… - mruknęła dziewczyna, biorąc do reki jego puste naczynia. Pomachał jej i wyszedł.
              Nie miał zamiaru iść od razu do pracy, chciał zahaczyć o dom, wziąć prysznic, przebrać się. Jak to by wyglądało, gdyby znów przyszedł do pracy w tym samym ubraniu? Od razu by wiedzieli, że nie nocował w domu. Zresztą, i tak wiedział, że dostanie mu się od Mintao za tę nockę z jego siostrą.
              Do dzielnicy Uchiha dotarł w kilka minut. Wszedł do domu, pogwizdując sobie pod nosem, lecz zatrzymał się zaraz za rogiem. Dom pachniał tostami i kawą. Mama była w kuchni.
              Gdy tam poszedł, zastał Sakurę Uchiha, siedzącą przy stole i czytającą gazetę. Mama była świeżo po prysznicu, miała jeszcze wilgotne włosy. Jadła na szybko uszykowane śniadanie i nie wyglądała już na taką zmęczoną jak wtedy, gdy widział ją ostatni raz.
- Hej – zagadnął.
- Hej – odparła dziwnym tonem. Zmarszczył nos, opierając się o futrynę przy drzwiach.
- Co jest? – zapytał. Dopiero teraz na niego spojrzała.
- Gdzie byłeś przez całą noc? – zapytała.
- U Mei – odparł. Oczy Sakury zwęziły się nieznacznie.
- Shan – syknęła ostro. – To córka Naruto!
- Mamo, no co ty – powiedział, lekko zmieszany. – Mei to tylko przyjaciółka.
- Ja mam nadzieję – odrzekła Sakura, patrząc na niego surowo. – Jakbyś wywinął jakiś numer, to nie wiem, co bym ci zrobiła…
- Czemu ostatnio wszyscy mi grożą? – zastanowił się głośno, a mama uśmiechnęła lekko.
- Może czas zastanowić się nad sobą? – zauważyła, a on parsknął śmiechem.
- Może.
- Właściwie, czy nie powinieneś być w pracy?
- Co masz na myśli? – Zmrużył oczy, patrząc na nią. Lubił rozmowy z mamą, miała dobre poczucie humoru, nie to co ojciec. Ojciec w ogóle nie umiał żartować, choć dziwnym trafem Hokage temu zaprzeczał.
              Matka zaśmiała się.
- Idź tam niedługo, dobrze? Nie chcę wysłuchiwać od Shikamaru, jak bardzo sobie wszystko olewasz…
- Nie olewam – powiedział w zamyśleniu. – Ja raczej w umiejętny sposób unikam odpowiedzialności…
- To czas najwyższy przestać. – Matka wstała od stołu. – Nie zapomnij zamknąć domu, ja muszę iść do pracy.
- Będziesz u Sharony?
- Tak.
- Ucałuj ją ode mnie – powiedział. Mama skinęła poważnie głowa i wyszła z kuchni, uprzednio spłukując naczynia po śniadaniu.
              Poszedł pod prysznic, słysząc, jak w swojej i ojca sypialni matka włącza suszarkę. Wykąpał się w kilka minut, a gdy wrócił, mamy już nie było. Przegryzł jeszcze kanapkę, a potem poszedł do pracy.
              Idąc główną ulicą Konohy nagle spostrzegł przed sobą pewną drobną osóbkę, dźwigającą dwie wielkie, papierowe torby, wyładowane jedzeniem. Pobiegł ku niej.
- Maya! – zawołał.
              Dziewczyna obejrzała się na niego. Jak zwykle ubrana była na biało, w krótkie szorty i koszulkę na ramiączka, na którą narzuciła długi niemalże do kolan, bardzo cienki sweter na guziki, również biały.
- Hej, Shan – powiedziała, uśmiechając się. Połowę jej twarzy skrywała opaska Konohy.
- Idziesz do domu? Daj, poniosę ci te torby!
              Przejął od niej zakupy, zaglądając do środka.
- A co to za impreza? – spytał, widząc różne składniki, zarówno do przygotowania obiadu, jak i deseru.
- Sayoko ma wolne i jutro już będzie w Konosze. Chce wpaść do mnie na kilka dni.
- Z drużyną?
- Nie, sama. Wiesz, ja teraz nie mogę opuszczać wioski, żeby się nie narażać, więc… - wzruszyła ramionami, wsuwając ręce do kieszeni szortów.
- A jak się czujesz? – spytał. Znów wzruszyła ramionami.
- Raczej dobrze – odparła. – Wiesz, nie pamiętam nic z tego, o czym mówiła Asuka. – Imię siostry wypowiedziała, krzywiąc się lekko. – Tak więc jakoś mocno mnie to nie uderzyło. Teraz czuję… zawód. Rozczarowanie. I smutek, że to ją… nas spotkało, że taka się stała…
- Jest mocno świrnięta, to racja – zaśmiał się. – Ale całuje dobrze.
Mayka uśmiechnęła się lekko pobłażliwie. Nagle drgnęła, jakby coś sobie przypomniała.
- A ty… nie w pracy? – zapytała.
- No co z wami, ludzie?! – zawołał. – Tylko praca i praca, co to kogo obchodzi?!
              Dziewczyna zmieszała się.
- Już cię wyrzucili? – spytała cicho.
- No dzięki, że we mnie wierzysz! – odparł kąśliwie. – Nikt mnie nie wyrzucił, zobaczyłem ciebie jak szedłem do roboty.
- Ach, czyli pomagasz mi, by się wykręcić od odpowiedzialności – odgadła. – Mistrz Naruto nie będzie zadowolony, gdy sensei Shikamaru zda mu raport z twojego zachowania.
- Twój mistrz to nieźle mnie wrobił – powiedział, patrząc na karykaturę Hokage, którą właśnie mijali. Sam namalował ją na tej ścianie, ktoś tylko domalował Hokage jakieś bazgroły na szacie. – Jakby nie mógł mi odpuścić.
- Hokage ci ufa – powiedziała.
- Taaa, niepotrzebnie…
              Doszli do jej bloku i wspięli się do jej mieszkania. Mayka otworzyła drzwi i przeszli do kuchni. Shan postawił torby z zakupami na stole.
- Zaczekaj chwilkę – powiedziała Mayka, szukając czegoś w szafce. Chwilę później podała mu papierową torebkę. Zaintrygowany, zajrzał do środka.
- Jeeej, pączki! – zawołał uradowany.
- To dla ciebie, dla sensei Shikamaru i dla Bana.
- Wow, Mayka, jesteś aniołem! Ucałowałbym cię, ale Mintao by mnie zabił! – powiedział, szczerząc zęby.
- O ile w ogóle przeżyłbyś ten pocałunek – zauważyła poważnie. – Nie żartuj tak, wiesz, że ledwo panuję nad mocą…
- Tylko się śmieję – powiedział, patrząc na nią. – Ale nie mówisz nie…
- Shan…
- No dobra, czaję. Znów dostałem kosza, ale trudno. Pocieszę się pączkami. Będę gruby, ale pączki będą mnie kochać.
              Mayka znów się zaśmiała, a on skłonił teatralnie.
- To na razie, Maya – powiedział. – Trzymaj się.
- Pa. Może wpadnij do mnie i do Sayoko, ona lubi z tobą rozmawiać. Będę robić zapiekankę.
- Fajnie! Zobaczę! Dzięki! – zawołał już od drzwi, po czym opuścił jej mieszkanie. Idąc z powrotem spotkał inną znajomą i z nią też chwilę pogadał. Jak się okazało, dziewczyna ta miała dla niego ciekawą propozycję na ten wieczór.
              Gdy dotarł do budynku administracyjnego i wszedł do gabinetu Hokage, ku swojemu zaskoczeniu wewnątrz zastał nie tylko sensei Shikamaru i Bana, lecz również sensei Kakshiego i sensei Saia.
              Zatrzymał się tuż za progiem.
- O, dzień dobry – rzekł.
- Spóźniłeś się – powiedział sensei Shikamaru. – Zostaniesz dłużej.
- No nie, idziemy z Mei pływać! – jęknął.
- To pójdziecie nieco później – powiedział nieugięty zastępca Hokage.
- Jeny – westchnął Shan, a potem podszedł do kanapy, stojącej w kącie gabinetu i walnął się na nią. Sensei Kakashi obejrzał się na niego.
- Nie rozpaczaj, Shan. Pomyśl, że przynajmniej pracujesz w cieple, wcinając słodycze. – Wskazał papierową torebkę od Mayi, którą Shan położył na stoliku. – A nas czeka misja w być może deszczu, błocie, krwi i pocie.
- Brzmi lepiej niż moja oponka wokół pasa – powiedział naburmuszony Uchiha.
- Dajcie spokój tym głupotom! – zawołał sensei Shikamaru. – Kakashi, masz tu instrukcje – rzekł, podając Hatake jakąś papierową teczkę. – Możecie już odejść.
- A nawiasem – wtrącił się uprzejmie sensei Sai, zwracając się do Shana – widziałem malowidło. Bardzo udany portret – rzekł z uśmiechem, mając na myśli karykaturę Hokage, którą mijał Shan, odprowadzając Maykę.
- A dziękuję, mój mistrzu – rzekł z uśmiechem młody Uchiha. – Planuję następne…
- Które będziesz szorował do ostatniej kropli farby, jeśli faktycznie powstanie – wtrącił się sensei Shikamaru. – To wandalizm…
- To sztuka – zawołali jednocześnie Shan i sensei Sai.
- Jasne. Kakashi, Sai, misja na was czeka. A my bierzemy się do roboty, Uchiha.
- Zaaaabijcie mnie! – zawołał Shan ku niebiosom. Nigdy nie przypuszczał, że znienawidzi swojego Hokage.

              Nikt z nas nie planował wyruszać z samego rana, toteż pozwoliłem dzieciakom się wyspać. Oczywiście, z okazji tej skorzystał tylko Junichi i dziewczyny, bo Sasuke i Mintao oczywiście zerwali się skoro świt. Uchiha poszedł biegać, a potem zainstalował się na skałach niedaleko latarni i zaczął wykonywać ćwiczenia. Niedługo potem dołączył do niego mój syn i po krótkiej rozgrzewce ci dwaj zmierzyli się w walce treningowej.
              Patrzyłem na to przez okno latarni, trzymając w rękach kubek gorącej kawy. Pan profesor krzątał się po kuchni, reszta spała.
- Pana syn jest bardzo silny – rzekł nagle staruszek, stając obok mnie i wyglądając przez okno na walczących. Mokre po zmywaniu naczyń z wczorajszej kolacji dłonie wycierał jasną ścierką. – I wyjątkowo zdolny.
- Tak – przyznałem. – Szkoda, że nie ma tu mojej córki. Mei jest naprawdę fajną dziewczyną, polubiłby ją pan.
- Zaopiekuje się pan moją Oksu, prawda? – zmienił temat profesor. – Mogę bez obaw ją panu powierzyć?
- Oczywiście – uspokoiłem go. – Proszę się nie martwić, panie profesorze.
- Ci ludzie, którzy ich szukają… Jakie są ich zamiary? – pytał dalej.
- Żebym ja to wiedział… - westchnąłem. – Nie mam pojęcia. Gdyby byli kobietą, to mógłbym powiedzieć, że dostaję od nich sprzeczne sygnały.
              Na starej twarzy profesora zagościł lekki uśmiech.
- Powierzam ją panu tylko dlatego, że to pan – rzekł profesor, siadając obok mnie na parapecie okna. Wyjrzał na walczących i znów się uśmiechnął. – Niezwykły chłopak… pana syn. Z radością przedyskutowałbym z nim kilka spraw odnośnie psychotroników… Byłby dobrym naukowcem…
- Mój syn jest lekarzem – powiedziałem z uśmiechem. – Zawsze interesowały go książki…
              Skrzypnęły drzwi i z pokoju Oksu wyłoniła się Lala, ubrana w samą bieliznę. Ja i profesor wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Lala! – zawołałem, oburzony.
- Co, coś nie tak? – zapytała niewinnie, ale z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy.
- Jak ty wyglądasz!
- Przecież jesteśmy na plaży!
- Gdzie ty masz tu plażę?!
- No, za oknem – powiedziała dziewczyna, wskazując okno, na parapecie którego siedzieliśmy.
- Ale ty jesteś w bieliźnie! Koronkowej! – zauważyłem rozsądnie. Co prawda przyglądanie się dziewczynie sprawiało mi przyjemność, ale musiałem zachowywać jakieś, przynajmniej minimalne pozory przyzwoitości.
- A czym się ona różni od bikini, tyle samo odkrywa – powiedziała dziewczyna sceptycznie.
- Moja panno! – zawołał profesor w uniesieniu. Położyłem mu rękę na ramieniu.
- Nie wypijesz nawet kropli kawy i nie zjesz śniadania nim się nie ubierzesz – powiedziałem surowo do roznegliżowanej dziewczyny. – Wracaj do pokoju!
- Jestem dorosła!
- A zachowujesz się jak dziecko!
              Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. W końcu Lala fuknęła przez nos.
- Niech ci będzie!
              Odmaszerowała, kręcąc biodrami, a ja odetchnąłem i uśmiechnąłem się do profesora.
- I postaram się, by Lala nie miała złego wpływu na Oksu – dodałem. Profesor zaśmiał się.
- Być może nie wygląda, lecz Oksu jest twarda jak skała. Nic jej nie zniszczy. Są rzeczy, które w nią uderzają, ale one tylko naruszają jej fasadę, zaś sama Oksu jest pewna i mocna jak sama ziemia. Proszę się tylko nią opiekować, by na tej fasadzie nie było już więcej rys.
- Obiecuję, że to zrobię – powiedziałem.
              Lala wróciła, ubrana w luźną koszulkę i szorty. Włosy zaplecione miała w warkocz.
- I co, teraz wyglądam jak grzeczna dziewczynka? – spytała. Uśmiechnąłem się do niej.
- Taka podobasz mi się o wiele bardziej – powiedziałem. Puściła mi oczko.
- Może się odwdzięczysz? – zapytała, a ja zaśmiałem się w głos.
- Taaaaatoooo!!! – wydarł się nagle Junichi, który spał wraz ze mną, Sasuke i Mintao w pokoju profesora.
- Jestem w kuchni! – odkrzyknąłem.
- Chodź po mnie! Kocham cię!
              Wstałem z parapetu i przeciągnąłem się.
- Pan wybaczy, profesorze, ale dziecko to zajęcie na całą dobę – powiedziałem. – A mały jest wymagający.
              Staruszek przytaknął, a ja poszedłem do Junichiego. Okazało się, że mały miał problemy z kompletnym ubraniem się, bo nie mógł w moim plecaku znaleźć swoich spodenek. Odnalazłem je z nim, założyłem na niego i w kompletnym stroju, zaprowadziłem do kuchni, gdzie Lala zrobiła nam śniadanie. Wkrótce potem obudziła się Oksu, a później przyszli Sasuke i mój starszy syn.
              Po śniadaniu Oksu się spakowała i byliśmy gotowi do drogi. Jej pożegnanie z mistrzem było oczywiście długie i łzawe, w końcu profesorowi zawdzięczała wszystko. Wiedziałem jednak, że nasze rozwiązanie jest najlepsze, bezpieczeństwo ciemnowłosej było najważniejsze. Musiałem tylko obiecać, że dziewczyna wróci do domu cała i zdrowa. Miałem nadzieję, że tej obietnicy dotrzymam, że Cho-No-Ryoku-Sha nie staną nam na drodze.
              Gdy wyruszyliśmy, Oksu trzymała się blisko Lali, co było dla nas zrozumiałe, mogła nam nie ufać. Lala, ku naszemu zdumieniu, otoczyła ją specyficzną opieką. Zaciekawiło mnie to do tego stopnia, że szeptem spytałem o to mojego syna.
- Ona lubi dzieci – odszepnął Mintao, mając na myśli zielonowłosą. – Junichiego szczególnie, bo jest mały, a w dodatku zdaje jej się, że będzie się to podobało sensei Sasuke. Wiesz, ona serio potraktowała ten zakład z tobą i dlatego z nami idzie, chce poderwać sensei Sasuke – wyszeptał natarczywie, patrząc mi w oczy.
- Ale ja to wiem – odparłem. – O to mi chodziło. Drań nie da się tak po prostu uwieść.
- Przecież też wiem, jaki jest sensei Sasuke, ale ona… ona jest… no spójrz na nią. Sensei nie jest ślepy.
- To Sasuke, Mintao, a poza tym Sakura wybiłaby mu wszystkie zęby. Wyobrażasz sobie Uchihę bez zębów? Nie, on się nie da Lali, bądź spokojny – rzekłem z lekkim śmiechem. Akurat Uchihy byłem pewien, niejedna taka próbowała go zdobyć. Drań zawsze miał powodzenie i jakoś nigdy z niego nie korzystał.
- W każdym razie Lala idzie z nami, by nam udowodnić, że może mieć każdego – powiedział Mintao. – Będę miał ją na oku, ja również bym nie chciał podpaść mistrzyni. Wracając do meritum, Lala traktuje Oksu jak młodszą siostrę.
- I dobrze, kłopot z głowy – powiedziałem, zerkając na mojego młodszego syna, przytulającego się do niosącej go Lali. – Lala, daj tu Junichiego! – zawołałem.
              Dziewczyna zbliżyła się do nas i podała mi syna na ręce. Wziąłem go na ręce i spojrzałem w jego niezwykłe oczy.
- Posłuchaj mnie uważnie – powiedziałem. – Teraz wszystko będzie zależało od ciebie, słoneczko. Musisz używać swojej niezwykłej mocy i szukać kolorowej chakry, rozumiesz?
- Kololowej? – spytał.
- Tak. Takiej jak ma Mintao. Takiej, jak ma Lala. Jak Mayeczka. Fioletowej, żółtej, zielonej, czerwonej… Każdego koloru, z wyjątkiem niebieskiego – powiedziałem. – Jeśli taką znajdziesz, zaraz mów mnie albo wujkowi Sasuke lub Mintao. Będziesz musiał nam ją pokazać, żebyśmy mogli ją znaleźć.
- I to moje zadanie? Taką mam misję? – spytał. Skinąłem głową.
- Tak.
- Hullllla!!! – wydarł się mój synek. – Fujku Sasuke, słysałeś, mam misję, zadanie, plafdziwe zadanie! Z kolorową cakrą! Będę sukał cakry! Cakry!
- Tak, ale ninja nie zdradza swoich tajemnic – rzekł do niego Sasuke, przykładając palec do ust. – Wiec bądź cicho.
- Możesz być grzeczniejszy – powiedziałem naburmuszony, a Sasuke wywrócił oczami.
- Rozpieszczasz go – wytknął mi Uchiha i teraz to ja wywróciłem oczami.
- Junichi, pokaż „fujkowi” Sasuke swoją moc, bo mam dość jego gadania – powiedziałem, a Junichi zachichotał i wyciągnął ręce ku Sasuke, który zaraz odsunął się na bezpieczną odległość.

              Shan Uchiha nie czekał na Mei, ponieważ za bardzo kochał pływanie. Właściwie, to spodziewał się, że to on będzie spóźniony, w końcu sensei Shikamaru przytrzymał go dłużej w pracy, jednak pomylił się. Gdy dotarł nad jezioro, przy którym umówił się z przyjaciółką, Mei jeszcze nie było. Cóż, w końcu i ona miała obowiązki, może musiała dłużej przypilnować Shimamurę.
              Shan rozebrał się do bokserek i bez wahania wskoczył do wody. Od kilku dni pogoda była wręcz świetna, idealna do pływania. Uchiha kochał wodę, był to dla niego najlepszy sposób, żeby się odprężyć i zrelaksować. Tam, pod taflą chłodnej wody, w zupełnej ciszy, gdy jego mięśnie pracowały przy pływaniu, czuł się naprawdę wolny.
              Przepłynął jedną długość jeziora, a potem zawrócił. Woda była jego żywiołem, czuł się w niej swobodniej niż na lądzie. Od zawsze kochał pływanie…
              Nagle w jego głowie pojawiła się obca myśl. Znał to muśnięcie cudzej świadomości, powodujące lekkie ukłucie bólu. To była Mei, która pojawiła się na miejscu i dawała mu znać, że przyszła. Wynurzył się na chwilę i spojrzał na ląd. Mei stałą na brzegu. Gdy go spostrzegła, uniosła rękę i pomachała, a potem ruszyła po powierzchni wody, a on znów się zanurzył i popłynął ku niej.
              Spotkali się wpół jeziora. Gdy znów się wynurzył, Mei stała nad nim, trzymając się pod boki. Przez myśl przebiegła mu refleksja, dlaczego blondynka nie nosiła spódniczek? Z tej perspektywy mógłby coś podejrzeć…
- Zboczeńcu! – zawołała dziewczyna i kopnęła nogą w wodę. Mała fala ochlapała mu twarz. Woda wpadła mu do ust, więc musiał ją wypluć.
- Spokojnie, to tylko żarcik – obronił się, śmiejąc, po czym wytarł oczy. Uniósł wzrok na przyjaciółkę, a potem nadął policzki. – Miałaś ze mną pływać! – zarzucił jej.
- Nie mam ochoty się moczyć – odparła. – Mogę posiedzieć na brzegu. Tyle że wiesz, mam ze sobą żarcie. Jak będziesz pływał, nic dla ciebie nie zostanie…
- Idę z tobą! – zawołał, wyskakując z wody. Mei odsunęła się od niego, by jej nie ochlapał, gdy śmiejąc się, potrząsnął włosami niczym pies.
              Ruszyli w stronę brzegu i po chwili siedzieli już na trawie. Shan wyciągnął się jak tylko mógł, zwracając twarz w stronę zachodzącego słońca. Mei wzdrygnęła się na jego widok.
- Taaak, wiem, że ci się podobam – powiedział, klepiąc się po brzuchu. Dziewczyna prychnęła.
- Jesteś obrzydliwy – odpowiedziała, a on skrzywił się lekko. – Nie jest ci zimno?
- Trochę jest, ale nie mam ręcznika – odrzekł. Mei podała mu kanapkę, którą wyciągnęła z torby, jaką miała ze sobą. Shan rozpakował podarowane żarcie i szybko wgryzł się w chleb z masłem, szynką i sałatą. Mei jadła identyczną kanapkę.
- Jak tam Shimamura? – zagadnął, a ona wzruszyła tylko ramionami. – U mnie w pracy było nudno.
- Taak. Jak nie mam mojego ojca, to mało się w wiosce dzieje.
- Prawda – przytaknął i znów na chwilę zamilkli. Nagle przypomniało mu się, że przecież na ten wieczór miał już plany. – Spotkałem dziś Keiko – rzekł, a Mei uniosła jedną brew. – Robi imprezę.
- A, no tak – powiedziała blondynka, chyba mało zainteresowana. – Mnie też zapraszała.
- To super! Chodźmy tam! – zawołał, a potem, widząc jej minę, zrobił minę zbitego szczeniaka. –Proooszę – zawył. Blondynka westchnęła, wznosząc oczy do nieba.
- No dobra – powiedziała. – Pójdę.
- Świetnie! – zawołał, wpychając do ust ostatni kęs kanapki. Przełknął go, a potem zerwał się z miejsca. – To idziemy!
              Zaczął wkładać na siebie ciuchy, nie zważając, że jego bokserki wciąż są wilgotne. Mei wstała powoli i otrzepała spodnie, a potem zarzuciła na ramię swoją torbę. Następnie ruszyli ramię w ramię w stronę wioski. Shan cieszył się, że Mei zgodziła się na wyjście. Im starsi byli, tym więcej obowiązków im narastało, a przecież on miał młodość po to, żeby się bawić. Nie był jakimś starym zgredem, by siedzieć w biurze. Chciał się wygłupiać, podrywać ładne dziewczyny, przeżywać niezapomniane chwile, w końcu miał siedemnaście lat!
- A zachowujesz się, jakbyś miał dziesięć – powiedziała Mei zgryźliwie. Znów się przez nią skrzywił.
- Nie poderwiesz mnie, będąc taką niemiłą! – zawołał. Mei wzniosła ręce do nieba.
- Na Boga! – zawołała, a on zaśmiał się, objął ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Mei odepchnęła go zaraz. – Mokry jesteś, odwal się!
              Przestał się śmiać i spojrzał na nią, marszcząc brwi. Mei poprawiła ubranie.
- Coś jest nie tak, Mei? – zapytał. – Wiesz, że się tylko wygłupiam?
- Oj, wiem! Mam tylko zły humor, jestem zmęczona.
- Kłamiesz – odrzekł, mrużąc oczy. Mei odetchnęła.
- Dobra, nie jestem. Chyba ja też potrzebuję się rozerwać. Ta impreza to dobry pomysł, chociaż nie chce mi się szykować.
- Zawsze jesteś piękna…
- Weź już mi nie komplementuj, co? – powiedziała blondynka, wracając do swojego normalnego tonu. – Idziemy, bo muszę się jeszcze wykąpać. No już, durniu! Przyspiesz!
              Zaśmiał się po raz enty tego dnia i posłusznie przyspieszył. Dotarli do wioski i tam się rozstali, każde poszło do swojego domu. Shan cieszył się, że Mei jednak zdecydowała się iść. Bez niej imprezy były nudne. Co prawda nigdy nie siedział, bo dziewczyny wręcz ustawiały się w kolejkach, by z nim tańczyć, koledzy go lubili i miał z kim wypić, no i przecież nie byłby Shanem Uchiha, gdyby nie znajdował się w centrum uwagi, jednak bez Mei to nie było to. Z nikim prócz niej nie mógł się tak pośmiać z ludzi, obgadywać ich i pokpić sobie z tych, którzy na kpinę zasługiwali. Shan uwielbiał poczucie humoru swojej pięknej przyjaciółki i bardzo chciał iść właśnie z nią. A Mei chyba potrzebowała imprezki i dobrych żartów, ostatnio był przybita. Shan miał pewne podejrzenia co do tego, ale wolał nie ingerować w takie babskie sprawy. Mei byłaby niezadowolona, gdyby wpychał swój ciekawski nos między jej problemy. A zła Mei była straszna!
              Dotarł do domu, wziął prysznic, przebrał się i znów go opuścił, dając mamie znać, że nie wie, kiedy wróci. Sakura jedynie kazała mu się zachowywać, bo inaczej ją popamięta. Zajęta była jakimiś papierami, czytała coś przy biurku, w świetle lampki. Wyglądała na zmęczoną, być może znów zamartwiała się Szaloną.
              Idąc do Mei zastanawiał się, czy może nie za bardzo się pospieszył? W końcu dziewczyny szykowały się dłużej niż faceci. W końcu stwierdził, że jak coś, to poczeka.
              Po drodze, myśląc że tym poprawi Mei humor, ukradł z czyjegoś ogródka kilka kwiatów. Shan nie znał się na kwiatach, nie był taką ciotą, jak Mintao. Wybrał te, które mu się podobały i pewnym siebie krokiem ruszył w stronę domu przyjaciółki.
              Gdy dotarł na miejsce spostrzegł, że świeciło się światło w kuchni. Uśmiechnął się i ruszył chodnikiem ku drzwiom frontowym. Ledwo do niech dotarł, Mei je otworzyła. Nie musiał nawet pukać.
- Hej! – zawołał wesoło, a potem zmierzył ją wzrokiem. Wyszczerzył zęby. – Czadersko wyglądasz!
              Mei miała na sobie białą sukienkę i buty na wyższym obcasie. Swoje krótkie blond włosy podpięła z boku, nałożyła na twarz delikatny makijaż, ale i tak tym, co najbardziej mu się podobało, był jej dekolt.
- Mam dla ciebie kwiaty na pocieszenie! – powiedział, wyciągając bukiet w jej stronę. Coś błysnęło w białych oczach przyjaciółki.
- Shan, to są chryzantemy, debilu!
- Ou! – zaskoczył, po czym cisnął bukiet za plecy. Otrzepał ręce. – To już ich nie ma. Sorki!
              Mei wywróciła oczami, po czym wyszła na zewnątrz. Miała ze sobą błękitny sweterek i torebkę. Ruszyli w kierunku domu Keiko.
- Możesz częściej zakładać tę kieckę – rzekł Shan, wpychając dłonie do kieszeni czarnych spodni. – Zauważyłaś, ubraliśmy się jak szachownica, ja jestem czarny, a ty biała! – zaśmiał się.
- Zauważyłam – odparła Mei zmęczonym głosem. – I nie, nie będę częściej nosić kiecek, ponieważ wtedy każdy, kogo bym chciała kopnąć, mógłby zobaczyć moje majtki.
- A to majtki to coś złego? – zapytał. – Normalna rzecz. Ja lubię damskie majtki.
- Jeśli nie pohamujesz swojego zbereźnego humoru, to zawrócę! – warknęła. Westchnął.
- Nie mogę, to silniejsze ode mnie. To rodzinne.
- Ta, niby po kim to masz?! – zdumiała się.
- Po ojcu – odparł bez zająknięcia. – Tyle, że on nie mówi tego głośno. No, chyba że twojemu ojcu. Kiedyś ich podsłuchałem, jak żartowali nad sake i doszedłem do wniosku, że poglądy mojego ojca na temat damskich majtek wcale się nie różnią od moich. Tyle, że z niego zimny dupek, a ja jestem normalny…
              Mei milczała chwilę.
- Coś w tym jest – przyznała mu w końcu rację i oboje zachichotali.
              Gdy dotarli do domu wspólnej koleżanki, wewnątrz była już większość znajomych. Shan natychmiast wmieszał się w tłum, witając się ze wszystkimi. To był jego żywioł, uwielbiał ludzi, kochał się z nimi poznawać, śmiać się wśród nich. Co prawda nie równało się to z przebywaniem pod wodą, ale teraz czuł się prawie że tak dobrze, jak gdy pływał.
              Gdy ze wszystkimi się już powitał i wyściskał, z powrotem odnalazł Mei. Wrócił do niej ze szklanką soku, którą jej podał i butelką piwa dla siebie. Trochę pogadali, pośmiali się między sobą i z innymi znajomymi, a potem Shan wyciągnął przyjaciółkę na parkiet. To miał być jej dzień i miał zamiar podarować jej sto procent swojej uwagi, byleby tylko nie była już taka ponura. Bez Mei nie było zabawy, ona musiała mieć dobry humor! Gdy jeden z kolegów odbił mu blondynkę, Shan porwał do tańca jedną z koleżanek, ale i tak ponad jej głową robił do Mei głupie miny i wypinał język. Gdy widział jej uśmiech cieszył się, że udało mu się ją rozerwać. Ponura Mei nie była jego Mei.
              Impreza trwała w najlepsze. Trochę tańczyli, trochę pojedli przekąsek, Shan trochę wypił, trochę poplotkowali w kącie, udając jury konkursu na najgorszą fryzurę, który, nawet o tym nie wiedząc, wygrała gospodyni imprezy. Bawili się świetnie i do domu wyszli jako jedni z ostatnich.
              Shan trzymał rękę Mei, prowadząc ją do domu. Nie wypił dużo, czuł się tylko weselszy. Przyjaciółka szła za nim.
- Było super! – zawołał, śmiejąc się, a ona syknęła.
- Czubku, wszyscy dookoła śpią! Jak zgarnie nas jakiś patrol, to cię ciocia Sakura jutro wypatroszy!
- Racja, racja – zachichotał, rozglądając się po ciemnej ulicy, którą szli. Ścisnął mocniej ciepłą rękę Mei. – Ale zabawa!
- Fantastyczna! – zakpiła Mei, ale na jej twarzy błąkał się uśmiech. Shan go dostrzegł i mało nie zawył tryumfalnie. Jednak udało mu się poprawić jej humor!
              Dotarli do domu Mei, a Shan cały czas się śmiał. Mei opieprzała go, że jest za głośno i że następnym razem nie pozwoli mu wypić nawet kropli. Wygłupiał się i próbował ją udobruchać, ale tak naprawdę, Mei wcale nie była zła. Shan ją znał, znał lepiej, niż ktokolwiek inny. Mei niczym go nie mogła zaskoczyć!
- No, odstawiona wprost pod drzwi! – powiedział dumnie, gdy stanęli przed wejściem do domu państwa Uzumakich. – Twój brat byłby ze mnie dumny! – Shan wypiął dumnie pierś, a Mei znów się zaśmiała.
- Tak, tak… powiem mu jutro, jakim dżentelmenem byłeś, bo teraz śpi.
              Mei sięgnęła do torebki po klucze, a potem spojrzała na niego. Wyciągnął rękę i poczochrał ją, a potem szybko odskoczył, żeby go w nią nie walnęła. Mei warknęła, poirytowana.
- Shan!
- Ha, ha, roztrzepana Mei! – zawołał, a ona po raz enty tego dnia wywróciła oczami. Miała to w zwyczaju, robiła tak za każdym razem, gdy się wygłupiał. Przyklepała fryzurę.
- Shan – powiedziała dziwnym tonem, patrząc na niego. Spoważniał.
- Tak? – zapytał. Mei robiła taką minę, gdy chciała mu powiedzieć coś naprawdę ważnego. Czyżby chodziło o coś, co dowiedział się Hokage na misji? To ją gryzło?
- Mogę ci zadać pytanie? – spytała, a on zaraz wyszczerzył zęby.
- Jasne, mała! Możesz pytać o wszystko! – zapewnił. Mei patrzyła na niego przez chwilę.
- Shan – odezwała się w końcu. – Czy ty mógłbyś się we mnie zakochać?
              A jednak Mei potrafiła go zaskoczyć.


przepraszam, przepraszam! wiem, że przerywając w takim momencie robię rzecz straszną! wybaczcie mi, ale... muahaha, jestem zła!
co w następnej notce:

"...Jak się okazało, zadanie Junichiego nie było proste. Tydzień po wyznaczeniu go mojemu młodszemu synkowi nie posunęliśmy się nawet o krok dalej w naszych poszukiwaniach..."

do następnego razu! 

24 komentarze:

  1. Wiesz... ja jestem bardzo wyrozumiała i wiele potrafię wybaczyć. Nawet to zakończenie, po którym nie przestaję się uśmiechać.
    Proszę Cię jednak byś nie kończyła tej rozmowy, tak, że Mei wybucha śmiechem i mówi "żartowałam" No... chyba, że żartowałaby, że żartowała i oboje by mieli mętlik w głowie, a potem Shan wszedłby do jej domu, pocałowałby ją i...
    Nie no, ja tam nie będę wymagająca, ale wiesz ile osób by się ucieszyło na romansik między tą dwójką?;> Może krótki, może burzliwy, ale jednak. Ja tu wcale nie myślę o sobie, ale o większości Twoich czytelników. Bo zgaduję, że byliby podobnego zdania xD
    Dziś na przykład cały rozdział czytałam z uśmiechem, nie mogąc doczekać się, jakichś znaków w tym kierunku, a tu proszę… jedno pytanie na sam koniec. No dobra, jednak to było okrutne, ale wiesz… jeżeli sprytnie to pociągniesz, może nadal będzie z Ciebie dobry człowiek ;*

    Rozdział w większości był o mojej ulubionej parce, więc im rzecz jasna należy się większość komentarza.
    Gdy Shan umówił się z Keiko myślałam, że mają inne plany. Byłam pewna, że wystawi Mei i pójdzie zabawić się z tamtą. Potem Mei będzie taka zraniona, a on ją pocieszy iiii…
    Potem myślałam, że sobie trochę za dużo wypiją i od słowa do słowa coś tam ten tego…
    Ale nie… Mei jest dla Shana numerem jeden i to w nim uwielbiam. Boję się jednak, ze on rzeczywiście traktuje ją jak młodszą siostrzyczkę. Gdyby ona się w nim zakochała (chociaż z bólem serca musze przyznać, że właściwie w to wątpię. Mei jest po prostu samotna i nie zbyt dogadywała się z chłopakami, którzy zaraz mieli pewnie zbereźne myśli na jej temat), a gdyby Shan nie myślał o niej w ten sposób, sądzę, że byłby w stanie się dla niej poświęcić. W sensie spróbować się w niej zakochać. Kłopot w tym, że jej nie można oszukać. Ech… ciężki orzech do zgryzienia.
    O czym to ja? No dobra, może zakończę moje spekulacje na temat młodego Uchihy i małej Uzumaki, bo i tak zawsze do jednego się to sprowadza.
    Przy okazji, podobała mi się rozmowa Shana z Sakurą. Myślałam, ze jest ona surowszą matką, ale wydaje się taka w miarę spoko ^^

    Dobry motyw był również z tym, że wszyscy pytali Shana „a ty nie w pracy?”
    No i Maya „Już cię wyrzucili” - wiara pokładana w Shanie xD
    Hmmm… no i Shan wspólny temat z Sai’em znalazł. „To sztuka!” Niech umówią się na wspólne malowanie aktów! Swoją drogą, Sai ma jaką żonę, męża czy cokolwiek? Ja pamiętam zawsze go z Ino kojarzyłam jeżeli już, ale nie pamiętam, czy Ty kiedyś o nim coś więcej wspominałaś…

    Co by tu jeszcze…? No tak, oczywiście moment z Naruto. Lubię tą Lale. Dziewczyna ma potencjał i może nieźle namieszać w życiu prywatnym kilku osób xD Zastanawiam się, dlaczego Naruto na jej widok krzyknął „Oksu”. Mała pomyłka w pisaniu, czy coś mi umknęło?
    No i jestem ciekawa, czy jednak uda jej się coś zdziałać z Saskiem. Wiem, że to zimny typek, ale może Sakura ich przyłapie na czymś nieodpowiednim, nawet wbrew woli Uchihy xD

    No nic. Na tym chyba zakończę swój komentarz, dodając, że zakończenie, jakie nam dziś przedstawiłaś do czegoś zobowiązuje. A że się już pochwaliłaś, iż będziesz miała trochę czasu na pisanie, więc mam nadzieję, że nie będziesz nas długo trzymała w niepewności.
    No i nie zawiedź mnie ;)
    Pozdrawiam gorąco! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój błąd, oczywiście Lala, jak dobrze, że jesteś czujna, już poprawione xD
      i oczywiście, jaaaaasne, że nie dla Ciebie, a z myślą o innych czytelnikach xD gdzież bym śmiała wątpić w Twoje szczere serce i szczere intencje xD
      Sakura jest w porządku, zresztą, kiedyż była taka kłótnia między Naruciakiem i pijanym Sasuke i Sasek mówił mu, że Sakura stanęła po stronie Shana i dlatego on nie wraca do domu, bo się z synem i z nią pokłócił. więc spoko z niej mamuśka xD
      dzięki za komentarz xD notkę postaram się dodać szybciej, niech mi tylko nowy semestr się zacznie xD

      Usuń
  2. Zaczynając od końca - zabiję. Serio, przerywanie w takim momencie powinno być karalne.

    Uwielbiam ten rozdział,zresztą, pewnie nie będę jedyną biorąc pod uwagę ilość Shana w nim! Lubię jego sceny z Mei, chociaż dla mnie oni są jak rodzeństwo. Widać, że zależy mu na przyjaciółce. Chociaż wiesz co, ten fragment przy jeziorze mogłaś napisać z perspektywy Mei jednak... I dokładniej rozbudować opisy...(Nie wierzę, że to piszę).
    Fajna też była scena z Sakurą, dobrze, że Shan przynajmniej z jednym rodzicem ma dobry kontakt. Rozwalił mnie fragment, w którym mówi Mei co ma z ojcem wspólnego. Więcej informacji proszę!

    "Przecież też wiem, jaki jest sensei Sasuke, ale ona… ona jest… no spójrz na nią. Sensei nie jest ślepy."
    Zdanie rozdziału. Mintao jest słodki... Lala się zawzięła, ale mimo wszystko mam nadzieję, ze Naruto ma rację.

    Cóż, gwiazdą rozdziału została Mei. Wow. Tego się nie spodziewałam, i nie mam pojęcia co Shan może jej odpowiedzieć. I chciałabym znać reakcję Mintao. xd


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, większe opisy by były ckliwe, a przecież Shan, jak sam twierdzi, nie jest taką ciotą jak Mintao xD (to nie jest zdanie autorki, pragnę zaznaczyć) a z perspektywy Mei, hmm, za dużo byście chcieli wiedzieć xD jej myśli muszą być jeszcze tajemnicą, do następnego rozdziału, kiedy się wszystko wyjaśni xD
      dzięki za komentarz xD

      Usuń
  3. Zakończenie nie jest najprzyjemniejsze ,no ale smak na nową notkę musi być.Ale kto to widział,że kończyć taką scenę w takim momencie? xD

    Tak ogólnie zgadzam się z koleżankami u góry,mam nadzieję,że mei i shan nie skończą tylko jako przyjaciele,że nie zrobisz z nich czegoś na wzór rodzeństwa...mei napewno czuję się samotna ,bo biedna musi słuchać myśli wszystkich na około i też chce być szczęśliwa,ale uważam jednak ,że darzy shana tą prawdziwą miłością..nie wiem czy tak jest,mam tylko nadzieję,że on odwzajemni jej uczucie,może na początku będzie się bał zaangażować,ale w końcu zrozumie?

    nie wiem,naprawdę nie mam pojęcia,co nastąpi,zrobiłaś mi straszny mętlik w głowie
    oby było to coś pozytywnego,bo kocham ten wątek ; )

    Co do reszty...Lala w stroju kąpielowym mnie rozwaliła,reakcja Naruto, a potem rozmowa z synem hahahaha,Ty to naprawdę jesteś genialna xd
    No i rozmowa z Shanem z Sakurą bardzo mi się podobała,już wcześniej zastanawiałam się jakie relacje panują między nimi,może przynajmniej w niej ma jakies oparcie,takie odczułam wrażenie.

    Rodział jednym słowem fantastyczny,tylko ten koniec...Liczę na Ciebie ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. NO NIE WIERZĘ! Tak, niestety w swojej niesamowitej łaskawości - cały rozdział MeixShan - byłaś strasznie okrutna. W TAKIM MOMENCIE! Ale czego ja się spodziewałam? Przecież Ty zawsze przerywasz w takich momentach, zostawiając nas z całkowitą pustką w głowie i zerowym prawdopodobieństwem na to, że kiedykolwiek przejrzymy Twoje plany... jesteś geniuszem zła, przyznaję xd

    O rany.. właściwie to mam mętlik w głowie. Mimo, że cały czas się szczerzyłam, czytając o moim ukochanym Shanie, to nadal mam niedosyt! Więc mam dla Ciebie propozycję: może stwórz bloga poświęconego tylko jemu? Mówię Ci, popularność by Ci skoczyła jeszcze bardziej!

    A tak serio to mam mieszane uczucia, bo uważam, ze zarówno Mei jak i Shan, są bardzo biedni. Moja teoria jest taka i szczerze wierzę, że się sprawdzi:
    Shan, ten rozbrykany Shan, który "chciałby się bawić, zaliczać dziewczyny, a nie martwić się o wszystkich mieszkańców wioski", tak naprawdę ma uczucia i to wielkie, w stosunku do Panny Uzumaki. Jego największym problemem jednak jest fakt, że najzwyczajniej w świecie nie zdaje sobie z tego sprawy/ukrywa to, gdyż:
    a) przez wiele lat musiał ukrywać swoje uczucia przed Panną U. i Paniczem U., gdyż ich niesamowita zdolność pozwalała im na wkradanie się do jego umysłu, a będąc zmuszany do ukrywania swoich płonnych myśli, najzwyczajniej o nich zapomniał
    b) wiedział, że ciota Mintao nie pozwoli mu być ze swoją siostrzyczką i chociaż jest on ciotą, to bardzo silną ciotą, która jednak potrafi mu dokopać w tyłek, a tyłek Shana to święta i delikatna rzecz, której on bynajmniej nie chce obijać
    c) wiedział, że matka go spierze, jeśli zrobi krzywdę córce Hokage, a tyłek.. (czyt. jak powyżej)
    d) wiedział, że ojciec z przyjemnością go wydziedziczy i odda pod skrzydła Uzumakich, a skoro Shan robi mu całe życie na złość - nie mógł przyznać się do swojej miłości
    e) wiedział, że Szanowny Hokage wyrzuci go z Wioski, jeśli przez przypadek zaciąży jego córeczkę, więc na wstępie wolał uchronić swoją dupę, ukrywając swe żądze
    Biedny ten Shan! Wszystko stoi przeciw niemu jeśli chodzi o miłość, a jak na złość, jeśli chodzi o pracę, wszyscy go wpierają, by ją wykonywał. W dodatku nikt w niego nie wierzy. Biedak.

    Cóż, i mam nadzieję, że nagle nie zmienisz strony, którą prezentuje Mei! Że to jakiś żart, czy coś... błagam. I ona niestety też jest biedna... czyta wszystkim w myślach, ale nikt poza jej bratem nie ma dostępu do jej myśli. To musi być.. strasznie frustrujące. Nie dziwię się, że kiedy tylko Shan prawi jej komplementy, ta ma wątpliwości, gdyż wie, ze młody Uchiha opanował do perfekcji kontrolę swoich myśli. Swoją drogą, czytać jakieś głupkowate myśli z łba Uchihy też raczej jest ciężko xd

    Scena z Lalą i Naruto rozbrajająca <3 ta dziewczyna ma cudowny temperament i naprawdę ubarwia całą historię. Taki promyczek humoru, pośród ciemnych chmur zimnego Sasuke, uczonego-sztywniaka Mintao i smutnej-zgwałconej Oksu. Bez niej zdecydowanie na tej misji byłoby nudno xd
    No i rozmowa o cnotliwości Sasuke xd też myślę, ze ten zimny drań się nie da! Bądź co bądź, Sakura też jest niezłą laską, a że przyłożyć potrafi, to myślę, że stary Uchiha wykalkuluje sobie, że bardziej opłaca mu się nie zdradzać Pani Uchiha, z panieńskiego Haruno. Oby xd

    Och... mimo że kazałaś nam długo czekać i zakończyłaś w takim a nie innym momencie, ja i tak jesteś oczarowana i zachwycona - jak zwykle. Kurde, ostatnio zdałam sobie sprawę, że chyba nie potrafię Ci nie-słodzić xd bywa

    Weny i pozdrawiam! ;**
    [troublesome--love]

    OdpowiedzUsuń
  5. punkty od a do e wbiły mnie w fotel, aż mnie brzuch od śmiechu boli xD ha ha, tylu powodów chyba nawet i ja nie byłbym w stanie wymyślić xD najbardziej podobał mi się punkt b (Shan ma okropne zdanie o bracie swojej przyjaciółki, całe szczęście, że Mei tego nie wyłapała) xD biedny ten Shan, masz rację xD
    osobiście uwielbiam Lalę, ekipa bez niej nie byłaby ta sama xD ale to nie wszyscy psychotronicy, na szczęście xD
    dzięki za komentarz xD

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG, podła jesteś! Zakończyć w takim momencie? Nie można tak xD Mam nadzieje, że nie jeste jedną z tych, które robią na przekór komentującym XD
    Ale, wiedziałam, czułam, że Mei czuję coś do Shana xD Podobał mi się ten rozdział ;D Takie MeixShan love ;D kurczę mam nadzieję, że chłopak się ogarnie i nie złamie serduszka ślicznej Mei xd
    zresztą teraz Mintao pewnie się dowie o uczuciach siostry i jak Shan ją odrzuci dostanie wpierncz, a Hokage mu poprawi xD
    No i cóż swoim zachowaniem trochę ją nakręcał i cały czas gadał ''moja Mei'' to musi coś znaczyć xD
    Heh Shan Uchiha - człowiek pracy buahaha xD ale daje radę xD choć wiadomo, nie ma jak zaliczanie lasek xDD

    No i widzę, że u Naruto też się powolutku toczy xD padam jak widzę jakiś wątek z Lalą, aż nie mogę się doczekać jak sprowadzą ją do wioski xD Oby Sasuke się nie dał uwieść, choć obraz go, bez zębów jest kuszący xD
    A i fajnie opisałaś te scene z Sakurą, sądziłam, że ich relacje są chłodne, a jednak tylko tak ma z Sasuke :P i dobrze, ma kogoś bliskiego ;D

    Dobra, już końńczę komentarz XD Powodzenia w następnej notce ;D weny i w ogóle ;D ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stawiam się tak jak obiecałam. Rozdział pochłonęłam jak ciasto z galaretą. Ale mam ochotę zabić cię za tą końcówkę. Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Tak się nie robi!
    Ja po prostu czułam, że Mei czuję coś do Shana, a ty mnie tylko tym utwierdziłaś. I jeszcze to jego zamiłowanie do pracy mnie rozwala;)
    Lala jest świetna. Już się boję co to będzie gdy zostanie przyprowadzona do wioski. Oj posypią się niemile uwagi;*
    No dobra to by było chyba na tyle.
    Mam nadzieję, że następny jak najszybciej;)
    Pozdrawiam;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyżby szykowało się coś więcej między 'roztrzepaną Mei' i Shanem ? Oby tak ! ; d Jestem bardzo ciekawa następnego rozdziału : )

    OdpowiedzUsuń
  9. No weź! Teraz to oni muszą być razem!!!!!!!! Są tacy słodcy!! Chociaż Mei jest strasznie zmierzłą, chociaż patrząc na nią z perspektywy Shana nie jest tak źle i on też wie że ona nie jest taka tylko coś się stało. Ulubionego momentu nie wymienię bo wszystko mi się podobało;D Co do końca to nie wierzę, że tak łatwo mu powie że go kocha, ale podzieli się z nim swoimi problemami, o tym że nie jest normalna, słyszy myśli chłopaków więc nie może mieć udanego związku itp(taką mam teorię, ale jeśli masz w zamyśle wyznanie miłości to jeszcze lepiej ;P) Ogólnie bardzo się cieszę z relacji z wioski, była też Maya więc jestem zachwycona. Właśnie! Ona nic nie pamięta? A bliźniaki mogą to znaleźć w jej głowie? Czy może jest tak jak z Junichim? Nie mogę się doczekać notki o ich misji, czy kogoś jeszcze znajdą? no i czy uda im się bezpiecznie wrócić? Mam nadzieję że tak. No i czekam oczywiście na ciąg dalszy wydarzeń w Konosze. Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heeej, zastanawiałam się, co z Tobą! aż zaczęłam się martwić!
      Maya nic z przeszłości nie pamięta, więc i bliźniaki nie mogą tego znaleźć w jej głowie. co będzie z Mei i Shanem, oczywiście, nie powiem xD trzeba czekać xD trzymaj się xD

      Usuń
    2. Wiem, wiem strasznie późno komentuję, a przeczytałam od razu po dodaniu, po prostu nie miałam czasu pisać(bo z czytaniem to co innego xD) No ale mimo że nie pamięta powinni być w stanie dotrzeć do jej wspomnień, nawet ukrytych, jest tak jak z Junichim, o też ni pamiętał posłania Naruto do szpitala i też bliźniaki nic nie mogły z tym zrobić. Jak możesz nic nie zdradzić?! Chociaż mała wskazówka? A jak tam z ich misją? Długo jeszcze? Bo z jednej strony mam ochotę ciągle o nich czytać i o nowych psychotronikach, a z drugiej jestem strasznie zdenerwowana czy nie spotkają tych złych i czy nic się nie stanie. Po za tym nie mogę się doczekać gdy wrócą! Tyle nowych rzeczy, wątków, znajomości no i Maya będzie znów z Mintao ;). Nie mogę się doczekać! Pisz, pisz pisz!!! Proszę;* Pozdrawiam :D:D:D

      Usuń
    3. piszę, mam już pół rozdziału xD cóż, Maya i Junichi to dwa różne przypadki, ale nic zdradzać oczywiście nie będę, trzeba czekać na kolejne rozdziały xD obiecuję wiele ciekawych zdarzeń xD

      Usuń
  10. omg... kocham cię i te twoje opowiadania. miałam małe zaległości, ale jak tylko zobaczyłam, że jest notka to zaraz przeczytałam... moja ulubiona para wreszcie ruszyła!!! kocham kocham kocham kocham!!! weny życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurka wodna! Na początku myślałam że syn Naruto to Minato a nie Mintao...ale już mi przeszło. Super opowiadanko :D Życzę miłych walentynek <3.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj
    Tak jak zapowiadałam jakiś czas temu, założyłam nowego bloga. Gdybyś więc miała czas i chęci to serdecznie Cię zapraszam ;)
    http://itami-ng.blogspot.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedy możemy się spodziewać nowego rozdziału? ; D

    OdpowiedzUsuń
  14. mam już 3/4 tego rozdziału, więc dodam zaraz po tym, jak napiszę końcówkę xD nie wiem ile mi to zajmie, postaram się jak najszybciej xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może przed końcem weekendu;>? Proszę:):):) A mój głos w ankiecie oczywiście zdobywa Maya:D Chociaż chciałabym móc zagłosować na więcej postaci;)

      Usuń
  15. Właśnie spędziłam 15 minut życia nad myśleniem nad swoim głosem w ankiecie. xd Chyba zaraz rzucę monetą...

    OdpowiedzUsuń
  16. Dawno mnie tu nie było, a tu patrzę jest nowy rozdział i jak zwykle boski!!! Mei mnie zaskoczyła chociaż już od dawna podejrzewałam, że Shan nie jest jej obojętny. A propo Shana to wzięłam udział w twojej ankiecie i oczywiście mo głos ( oraz serce ^^) należą do niego, chociaż muszę się przyznać, że korciło mnie, żeby zagłosować na Junichiego-kocham tego dzieciaka!!! Jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się wątek Shan-Mei ale na równi z tym jest zadanie młodego. Mam nadzieję, że w następnej notce będzie jakaś akcja, no nie wiem np. spotkają "3 ambasadora" albo Takako albo może wpadną na trop nowego psychotronika? No nic będę czekać niecierpliwie :D Pozdrawiam, Rima

    OdpowiedzUsuń
  17. shan i mei stworzyliby świetną parę! i tyle w temacie ;P

    OdpowiedzUsuń
  18. Łał ^^ Tego to nawet ja się nie spodziewałam ^^ chociaż w sumie... ładna by była z nich para no i może Shan by trochę spoważniał co jest mało prawdopodobne ;p

    OdpowiedzUsuń