środa, 24 kwietnia 2013

NG rozdział 28

jestem!
padam Wam moi kochani do stóp i je całuję, błagając o wybaczenie. ostatnimi czasy wszystko mi się tak jakoś poplątało, pogmatwało i pokopało, jakby naprawdę, życie chciało mi pokazać, że od czasu do czasu powinnam dostać w dupę. ogarnęłam większość spraw i mam nadzieję, że to pozwoli mi mieć nieco więcej czasu. niestety, bardziej niż drugi, ucierpiał ten blog, bo tam piszę krótsze opowiadania i zawsze mam w "szufladzie" jakiegoś one-shota czy coś. a tu musiałam się sprężyć, miałam tyle na głowie, nie mogłam nic wymyślić, a po drodze złapałam jeszcze jakiś masakryczny brak weny i cóż... tu nie mogę dodać żadnego chłamu, bo tu dzieją się rzeczy zbyt ważne, a każde słowo ma znaczenie. gdybym się z czymś machnęła, wszystko co później mogłoby ulec zmianie i poważnie pokrzyżować mi plany. ech.
oddaję Wam notkę świeżutką, w tej chwili ukończoną, nie sprawdzoną. zajrzę do niej jutro, jeśli czas mi pozwoli. mam nadzieję, że będzie niewiele błędów xD

"Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy:
- cieszyć się bez powodu,
- być ciągle czymś zajętym
- i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie."
Paulo Coelho

zapraszam:


              Zostawiliśmy dziewczyny w niewielkim hotelu, który sprawiał bardzo przyjemne wrażenie. W każdym razie było w nim czysto, a karta menu zapowiadała się obiecująco. Mintao również nas zapewnił, że znajdujący się w nim ludzie są raczej zadowoleni.
              My czterej postanowiliśmy poszukać Faraona. Nie miałem pojęcia, jakim typem człowieka będzie, ale nie miałem najlepszych przeczuć po tym, co o nim usłyszałem. Złodziej. Szef jakiejś małej bandy. Sam się nazwał „Faraonem”. Co to miało być?
              W dodatku Mintao nasłuchał się niezłych myśli o nim. Chłopak wzbudzał strach, ludzie bali się z nim zadzierać, nikt nie wiedział, gdzie chłopak i jego przyjaciele mieszkają, nikt się nie interesował, póki nie kradli. A jak kradli, najczęściej byli obrzucani kamieniami i przepędzani.
              Mintao podał nam też ogólny opis jego wyglądu. Niski, ciemnowłosy, wściekłe, fiołkowe oczy. Więcej nie potrafił powiedzieć, ponieważ wspomnienia z tak wielu głów nakładały się na siebie i zniekształciły mu obraz chłopaka.
              Podzieliliśmy się na pary – ja i Junichi oraz Sasuke i Mintao – i zaczęliśmy poszukiwania. Mój młodszy syn nie potrafił określić, gdzie znajduje się ten cały Faraon, bo burzowe chmury znów zebrały się nad miasteczkiem, a jego fioletowa chakra wypełniła je po brzegi. Nie chciałem jednak, by Junichi ją pochłonął, bo wtedy dzieciak mógłby stracić przytomność i wtedy byłoby jeszcze trudniej go odnaleźć. Podejrzewałem, że za pierwszym razem właśnie tak się stało, że Faraon w zetknięciu z mocą mojego młodszego syna, podobnie jak Lala zemdlał i dlatego chmury się rozstąpiły.
              Dlatego mieliśmy teraz polegać na mocy Mintao. Tyle że mój starszy syn nie bardzo wiedział, jak odnaleźć w tej chmarze umysłów ten jeden jedyny, którego szukaliśmy. W miasteczku było bardzo wiele osób, każdy o czymś myślał, było to dla Mintao jak przebywanie w wielkim ulu. Nie był pewien, czy znajdzie naszą pszczółkę.
              Podział na pary też nie był przypadkowy – jakiekolwiek szanse na wykrycie Faraona mieli tylko Junichi i Mintao, wiec logiczne było, że ja i Sasuke musieliśmy się jakoś nimi podzielić. A że mój starszy syn całkiem dobrze dogadywał się z Sasuke, oddałem mu przywilej towarzyszenia czarnowłosemu. Uchiha i Junichi by się pozabijali, gdyby zostali sami, a to, że mój młodszy syn miał pięć lat, nie miało tu nic do rzeczy.
              Przeczesywaliśmy wioskę, choć właściwie polegało to bardziej na przechadzaniu się podejrzanymi alejkami i wypatrywaniu Faraona. Przypominało to trochę szukanie igły w stogu siana, jednak my byliśmy shinobi i taka igła powinna być dla nas pestką. Teoretycznie.
              Junichi zachwycał się wszystkim dookoła, a najbardziej zbierającymi się nad nami chmurami. Nie miałem pojęcia, co syn widzi swoimi niezwykłymi oczkami, ale  używając trybu mędrca mogłem wyczuć zbierającą się dookoła moc. Było jej niezwykle dużo i faktycznie, zdawała się kumulować w górze, nad miasteczkiem.
              - Duuzo cakry – szepnął nagle Junichi do mojego ucha, bo oczywiście niosłem go na baana.
              - Gdzie? – spytałem.
              - Tam – powiedział, wskazując rączką kierunek. W trybie mędrca wyczuwałem w tamtej okolicy mojego starszego syna i Sasuke.
              - Wujek i Mintao tam są, więc nie pow… - Urwałem, bo w tym samym momencie niebo przecięła fioletowa błyskawica, za którą zaraz przetoczył się potężny grzmot. Z nieba lunął deszcz, a ja poczułem jakieś wahania mocy w ciele Sasuke. Przekląłem i rzuciłem się w tamtym kierunku.
              Gdy wpadłem na uliczkę, w której przebywali mój syn i przyjaciel, zastałem Sasuke, siedzącego na ziemi z rozłożonymi nogami i Mintao, który właśnie zniknął mi z oczu, gnając jakąś alejką. Podbiegłem do Sasuke i zobaczyłem, że między jego nogami znajduje się czarna, wypalona dziura. Przyjaciel był jeszcze bardziej blady na twarzy.
              - Co się stało? – zapytałem go.
              - To nie woda! – warknął Sasuke, patrząc na mnie wściekle. – Chłopak w sekundzie zawładnął moim chidori, a potem jeszcze chciał mnie zabić piorunem! To elektryczność! – wyrzucił z siebie Sasuke, a potem znów spojrzał na dziurę między swoimi nogami. – Było blisko – westchnął, a ja zachichotałem.
              Uchiha rzucił mi karcące spojrzenie, wstał i rozejrzał się. obaj byliśmy już przemoczeni do suchej nitki, Junichi przytulał się do mnie mocno, chichocząc z jakiegoś powodu.
              - Trójka dzieciaków – rzekł Sasuke do mnie – wszyscy na oko około dziesięciu lat. Gdy chcieliśmy ich zatrzymać, zaatakowali nas, znaczy… tylko ten Faraon. Zorientowałem się, że używa elektryczności, chciałem użyć chidori, bardziej by go postraszyć… A ten smarkacz jakby nigdy nic zawładnął moim jutsu i użył go przeciwko mnie! Mintao za nimi pobiegł.
              - Chodź – powiedziałem do Uchihy i pobiegłem w kierunku, w którym wyczuwałem charkę syna. Gdy do niego dotarliśmy, stał bezradnie w jakiejś alejce miedzy budynkami, wyglądając na wściekłego.
              - Co się stało? – zapytał Sasuke. – Nie złapałeś ich?
              - Zgubili mnie! – zawołał zły. – Nagle się rozbiegli w różne strony, pobiegłem za tym całym Faraonem, ignorując pozostałą dwójkę, a on wskoczył w ten tunel! Żaden z nas się nie zmieści! – wykrzyknął Mintao, wskazując ręką dziurę, widniejącą w murze jakiegoś budynku. Zbliżyłem się do niej i zajrzałem do środka, ale zobaczyłem tylko ciemność.
              - Junichi by się zmieścił  - powiedziałem.
              - Tak! – zawołał mój młodszy syn, uradowany.
              - Ale nie puszczę cię samego, słonko. – Synek zmarkotniał, a ja uśmiechnąłem się. Faraon był niebezpieczny, skoro zaatakował Sasuke, w dodatku unieszkodliwił jego najlepsze jutsu. I to zwykły dzieciak! Ci psychotronicy dysponowali naprawdę ogromną mocą. – Ciekawe, gdzie ten tunel się kończy? Słyszysz go?
              - Szukam – warknął Mintao. – Nie wiem, gdzie jest. To zajmie chwilę, miałem do czynienia z jego myślami zaledwie przez krótki czas…
              Staliśmy z Sasuke i czekaliśmy. Zdjąłem Junichiego z moich ramion i rozejrzałem się po najbliższej okolicy aby zobaczyć, czy przypadkiem ten tunel nie kończy się gdzieś blisko, ale wyglądało na to, że przejście musiało prowadzić do zupełnie innej ulicy. Przypominało mi to ukryte przejścia w Konosze, które dawno temu pokazał mi Konohamaru.
              - Mam… nie Faraona, ale pozostałą dwójkę – rzekł nagle Mintao, a ja i Sasuke spojrzeliśmy na niego. Junichi był zajęty wskakiwaniem do jakiejś kałuży, lało coraz mocniej. – Zastanawiają się, gdzie jest ich przywódca. Martwią się, że go złapałem.
              - Świetnie – powiedziałem. – Prowadź do nich.
              Mintao skinął głową i ruszył w kierunku, który był tylko jemu znany, a ja znów wziąłem Junichiego na barana i wraz z Sasuke ruszyliśmy za moim starszym synem. Deszcz zacinał ostro, przez co widoczność mieliśmy słabą. Większość mieszkańców tego miejsca schowała się w domach, a ci, którzy byli na ulicach, mieli ze sobą parasole. Tylko my wyglądaliśmy jak banda ostatnich idiotów, przemoczeni tak, jakbyśmy wskoczyli do basenu.
              - Są w następnej uliczce – odezwał się nagle Mintao, gdy zbliżyliśmy się do celu. – Schowali się na chwilę przed deszczem pod jakimś daszkiem i dyskutują, gdzie powinni się udać, by znaleźć Faraona – szepnął, spoglądając na mnie. – To co robimy?
              - Na dach i zeskoczymy, otaczając ich. Jest ich dwoje, tak? – spytałem dla pewności. Mintao skinął głową. – No to robimy tak…
              Wyjaśniłem im szybko, co mam na myśli, a potem we trzech skoczyliśmy na dachy najbliższych domów. Dzieciaki znajdowały się w wąskiej uliczce pod nami i najwyraźniej nie miały pojęcia, że się na nich zaczailiśmy.
              Widok tej dwójki sprawił, że na twarz wpełzł mi szeroki uśmiech. W alejce stała dwójka na oko jedenastolatków, dość wysoki chłopak w za dużym na niego, brązowym płaszczu i w czarnym meloniku na głowie oraz niska, ruda dziewczynka, ubrana w zielone spodnie i szarą kurteczkę. Dzieciaki były uzbrojone, chłopak w zrobiony, zapewne przez siebie łuk, z zawieszonym na plecach kołczanem pełnym strzał, a dziewczynka ściskała w dłoni scyzoryk.
              - Ho, ho… - szepnąłem do przytulonego do moich pleców Junichiego. – Jacy wojownicy…
              Nie wiem dlaczego, ale gdy na nich patrzyłem, przypominało mi się dzieciństwo, te weselsze, szczęśliwsze chwile pełne zabawy.  W każdym razie patrząc na nich czułem jakieś dziwne, niezidentyfikowane jeszcze przeze mnie uczucie, związane z dzieciństwem.
              Gdy z ruchu ciał dzieciaków stało się jasne, że chcą opuścić alejkę, dałem znak Sasuke i Mintao, że to czas, aby „zaatakować”. Czemu miałem wrażenie, że właśnie zaczęliśmy z nimi jakąś grę? Czułem się jak dziecko i nie było mi z tym źle, wręcz przeciwnie.
              Zeskoczyliśmy na dół, a ja zaobserwowałem, że mój starszy syn przygląda mi się z pobłażliwą miną, kręcąc głową. Co mogłem zrobić, byłem starym prykiem, ale przecież mogłem tęsknić za dawnymi, „dobrymi” czasami! Bycie dzieckiem miało jednak swoje przywileje, wszystko wtedy było zabawą i przygodą.
              Dzieciaki krzyknęły, zaskoczone.
              - Piętka, uciekaj! – wrzasnął chłopiec, błyskawicznie wyciągając swój łuk. Nim jednak zdążył napiąć cięciwę z nałożoną na nią strzałą, ja już trzymałem rudą dziewczynkę w silnym uścisku, przykładając ostrze kunai do jej szyi. Chłopak zamarł.
              - Piętka… - wyszeptał, a potem spojrzał mi w oczy. W jego dużych, piwnych oczach dostrzegłem przerażenie mieszające się z nienawiścią. Ho, ho!
              Sasuke i Mintao stanęli po obu moich stronach, starszy syn zdjął z moich pleców Junichiego.
              Rzecz jasna nie miałem zamiaru robić krzywdy rudej Piętce, wiedziałem jednak, że żeby zmusić tego chłopaka i Faraona do posłuszeństwa, musiałem mieć silny argument. Faraon musiał mnie w końcu wysłuchać, a takie dzieciaki nie słuchały dorosłych ot tak. Bo każdy dorosły był przecież zły, kiedy się było dzieckiem ulicy.
              Ile wspomnień.
              - Czego chcecie?! – wrzasnął chłopak, celując we mnie swoim łukiem. Kątem oka obserwował Sasuke i Mintao. – Zostawcie ją!
              - Spokojnie – odparłem. – Chcemy porozmawiać. Jeśli będziesz odpowiadał na pytania, Piętce nic się nie stanie.
              Dziewczynka zadrżała w moim uścisku, na chwilę spoglądając na mnie z dołu, a potem wlepiła oczka w przyjaciela. Jej oczy były zielone jak trawa, a nos upstrzony miała kilkoma piegami.
              - Gruszka, nie słuchaj ich! – zawołała do przyjaciela. – Uciekaj!
              - Cicho siedź – szepnąłem, po czym popchnąłem ją lekko w stronę Sasuke. Przyjaciel złapał ją za ramiona, a że wyglądał o wiele groźniej, niż ja, Gruszka od razu o wiele bardziej się przejął sytuacją przyjaciółki. Teraz celował strzałą w twarz Sasuke.
              - Jeśli coś jej zrobicie, to przysięgam… - zaczął. Postąpiłem krok na przód. Chłopak skierował na mnie grot strzały. Wyglądał na zagubionego i przestraszonego, ale w jego oczach widziałem tylko ogromną złość i nienawiść. Nie wątpiłem, że chłopak gotów byłby oddać życie za swoją przyjaciółkę.
              - Nic jej się nie stanie, jeśli będziesz współpracował – powiedziałem łagodnie.
              - Puśćcie ją!
              - Nie teraz. Wiesz, gdzie jest Faraon? – zapytałem. Chłopak wykrzywił się wściekle.
              - Zapomnij, że ci powiem! – wykrzyknął.
              - Nie wie – odezwał się nagle Mintao. Chłopak drgnął i wlepił przerażone spojrzenie w mojego starszego syna. – Ale podejrzewa kilka miejsc. Mieli go szukać w Forcie Nadzieja… w jakiejś kryjówce w starej szopie i przy miejscu ich zbiórki… koło sklepu jakiegoś starszego mężczyzny, niedaleko stąd…
              - Jak…? Skąd…? – wyjąkał Gruszka.
              - To nieważne – powiedziałem. – A więc nie wiesz, gdzie jest Faraon… Musisz go znaleźć.
              - Nic nie muszę! – wykrzyknął Gruszka. – Nie sprzedamy naszego dowódcy!
              - Chcesz nas zmusić, żebyśmy kazali ci wybierać? – spytałem, unosząc jedną brew. – Faraon albo Piętka?
              Chłopak zadrżał.
              - Nie słuchaj ich, Gruszka! Uciekaj! Oni cię… - zaczęła krzyczeć dziewczynka, ale Sasuke zasłonił jej usta dłonią. Szarpała się jeszcze chwilę, ale zamarła, gdy zobaczyła kunai przed swoją twarzą. Wiedziałem, że to było z naszej strony nie fair, tak zastraszać te biedne dzieciaki. Ale wiedziałem również, że gdybyśmy byli łagodniejsi, to Faraon zaraz by nas wykiwał. Był psychotronikiem i niewątpliwie dysponował ogromną mocą. Szukanie go, próby przekonania, walka z nim… wszystko to zajęłoby nam pewnie sporo czasu, którego nie powinniśmy marnować. Dlatego właśnie wolałem użyć solidniejszych argumentów, zmusić go do rozmowy ze mną.
              - Dam ci trzy godziny na znalezienie Faraona – powiedziałem, a chłopak skupił na mnie wściekłe oczy. – A potem się spotkamy. Ty przyprowadzisz Faraona, a my oddamy Piętkę.
              - Gdzie? – zapytał rzeczowo chłopak.
              - W Forcie Nadzieja – wtrącił się znów Mintao. – Równo za trzy godziny.

              Piętka siedziała przy stole i patrzyła na talerz kanapek jakby miał się zaraz na nią rzucić. Mintao westchnął po raz wtóry.
              - No zjedz coś – powiedział do niej, kucając przy jej krześle. – Kanapki przecież nie gryzą.
              Dziewczynka odwróciła głowę, a Mintao westchnął i spojrzał na mnie bezradnie. Siedzieliśmy – ja, Sasuke, moi dwaj synowie i dziewczynka – w pokoju, w którym mieliśmy spać my czterej. Dziewczyny już spały, gdy wróciliśmy do hotelu, za oknem lał deszcz. Postanowiliśmy więc, że wszystkie sprawy z Faraonem załatwimy bez udziału dwóch psychotroniczek, żeby niczego dodatkowo nie komplikować. Być może, jeśli wszystko pójdzie gładko, już jutro będziemy mogli wyruszyć w dalszą drogę. Wciąż niepokoił mnie brak obecności Cho-No-Ryoku-Sha. Czemu nie interweniowali? Czemu nam nie przeszkodzili? Znaleźliśmy już trzeciego psychotronika, a ich wciąż nie było widać! Dlaczego?
              Jak do tej pory nie udało nam się jeszcze dziewczynki do niczego zmusić – nie chciała się przebrać, umyć czy zjeść i w sumie, to wcale jej się nie dziwiłem. Była dzieckiem ulicy, więc z założenia nie ufała dorosłym, w dodatku takim, którzy z jakiejś przyczyny schwytali ją i uwięzili, w dodatku chcieli złapać jej przyjaciela. Dowódcę jej „drużyny”. Westchnąłem po czym usiadłem okrakiem na krześle przy niej, splatając ręce na oparciu i kładąc na nich brodę.
              - Jesteśmy z Konohy – powiedziałem. Dziewczynka zerknęła na mnie, a potem odwróciła głowę w przeciwnym kierunku jak w przypadku Mintao. Westchnąłem i sięgnąłem po jedną z kanapek. Zacząłem jeść i usłyszałem, jak burczy jej w brzuchu. – Widzisz, nie są zatrute. Możesz się poczęstować, to dobre kanapki – powiedziałem łagodnie.
              - Nic od was nie chcę! – warknęła Piętka. – Faraon i Gruszka mnie uwolnią!
              - Nie będą musieli, kochanie, ponieważ wcale nie jesteś porwana – rzekłem. Zielone oczy dziewczynki w końcu na mnie spojrzały. – Chcemy tylko pogadać z Faraonem. Zapewne już dawno byśmy rozmawiali, gdyby nie zaatakował Sasuke i Mintao, tylko ich wysłuchał. Mamy moc, by z łatwością was wyłapać i zmusić do tego, czego chcemy. Problem w tym, że do niczego nie chcemy Faraona zmuszać ani używać wobec niego siły.
              Dziewczynka patrzyła na mnie chwile. Zapewne analizowała moją wypowiedź, zastanawiając się, o co mi tak naprawdę chodzi. W jej oczach byłem złym dorosłym. Nie mogłem chcieć jej dobra.
              - To czego chcecie? – zapytała.
              - Faraon ma niezwykłą moc – powiedziałem ostrożnie.
              - Duuuuzo cakry! – wykrzyknął Junichi. – Fiooooletowej!
              - Zamknij się, Junichi! – warknął na niego Mintao, podając mu kanapkę. – Masz, jedz i bądź cicho.
              Mój młodszy syn naburmuszył się, ale wziął kanapkę i zaczął jeść, podchodząc do Sasuke. Wlepił w niego swoje wielkie, pomarańczowe oczy i chwilę się gapił. W końcu Uchiha poddał się z westchnieniem i podniósł go na ręce. Przytuliwszy się, Jinichi zaczął wcinać kanapkę z większym entuzjazmem, przy okazji wycierając ręce w ubranie Uchihy.
              Ręka Piętki drgnęła w stronę talerza kanapek, ale dziewczynka była zbyt dumna, by się poczęstować. Westchnąłem sobie po raz kolejny.
              - Zacznę jeszcze raz. Faraon ma dużo mocy. Niezwykłej mocy. To ona nas interesuje.
              - Faraon prędzej umrze, niż odda dorosłemu swoją moc! – warknęła dziewczynka. – Możecie zapomnieć!
              - Nie chcemy mu jej zabrać – odezwał się Mintao. Dziewczynka fuknęła przez nos, potrząsając rudą główką.
              - Kłamcy.
              - Nie, naprawdę! – próbował nas bronić Mintao. Zaśmiałem się.
              - Ona nam i tak nie uwierzy – powiedziałem, spoglądając w zielone oczka. – Prawda? Bo jesteśmy dorośli. – Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. – Kiedy byłem dzieckiem, też nigdy nie chciałem zaufać dorosłem. Kiedyś, dawno temu, wykradałem z kiosku gazety, żeby wycinać z nich darmowe kupony na ramen. Sprzedawca niejeden raz mnie stłukł. Potem już nie ufałem żadnemu sprzedawcy, nie ważne, czy kupowałem, czy kradłem…
              Chwilę ciszy przerwało prychnięcie Sasuke.
              - Możemy przejść do konkretów, zanim zaczniesz nam tu opowiadać o swoim melodramatycznym, nieszczęśliwym dzieciństwie? – zapytał, wycierając policzki Junichiego, który ubabrał się masłem. Zaśmiałem się.
              - Jesteś nieczuły – zarzuciłem mu.
              - Zależy mi na czasie – odparł, wzruszając ramionami. Znów spojrzałem na Piętkę.
              - Mogę cię zapewnić, moja droga, że nie chcemy kraść mocy Faraona. Chodzi nam jedynie o rozmowę z nim. Jego umiejętności są bardzo nietypowe i może być przez to w niebezpieczeństwie. Wysłała nas Konoha, żebyśmy go odnaleźli, porozmawiali z nim i spróbowali udzielić mu pomocy i ochrony.
              - Czemu? – spytała.
              - Ponieważ na świecie są ludzie, którzy chcieliby go wykorzystać. Porwać. Siłą zmusić, by robił złe rzeczy. A Faraon chyba nie chce robić złych rzeczy, co?
              Dziewczynka znów potrząsnęła rudą główką.
              - A skąd mam wiedzieć, że to nie wy jesteście tymi złymi? Że… nie wynajęło was miasteczko? Wszyscy stąd chcą się pozbyć Faraona, bo się go boją. Boją się tego, co robi z błyskawicami. Faraon nie jest zły. Uciekliśmy z Domu Dziecka, bo nas tam źle traktowano. Radzimy sobie. Faraon jest silny i dzięki niemu nikt nas jeszcze nie złapał i z powrotem nie umieścił w bidulu. Nie chcemy tam wracać! A wszyscy dorośli, jakich spotkaliśmy, próbowali nas złapać właśnie po to!
              Pokiwałem głową. Potrafiłem zrozumieć Piętkę i jej obawy.
              - To Faraon musi podjąć decyzję – powiedziałem w końcu. – Do niczego nie będziemy go zmuszać, uwierz mi. Porozmawiamy z nim tylko, nie chcemy jednak, by zmuszał nas do użycia siły, atakując nas swoją mocą. Nawet sobie nie zdaje sprawy, jak potężny jest. Konoha chce dać takim osobom jak on możliwość… rozwijania się – mruknąłem. Sasuke i Mintao wlepili we mnie spojrzenia, Junichi pochrapywał z głową na ramieniu Sasuke. – Żeby mogli ją kontrolować, żeby nauczyli się nią posługiwać.
              - Naruto – zaczął ostrożnie Sasuke. Spojrzałem na niego ostro.
              - Konoha ma możliwości i środki, Sasuke. Nie zgromadzimy ich i nie pozamykamy, tylko… ukierunkujemy. Pomożemy im jak tylko zdołamy. Ale też nie będziemy żerować na ich mocy, wierzę, że Konoha jest na tyle silna, że da sobie radę z Cho-No-Ryoku-Sha, gdyby zaszła taka potrzeba! Dzieciaki, takie jak Faraon czy Lala, mają ogromną moc, nad którą do końca nie potrafią zapanować. Jak Maya. Musimy… pomóc im okiełznać te moce. To nasze zadanie, nic więcej.
              - Ładna przemowa – stwierdził Sasuke. – Więc może w końcu wyleję na ciebie kubeł zimnej wody, Naruto. Te moce… są niebezpieczne. Zdajesz sobie z tego sprawę. Zgromadzone w jednym miejscu, tak blisko Wioski… To jakbyś sam się prosił o nieszczęście. Pamiętasz, jak Maya spaliła szpital? Albo to, co zrobiła z oddziałem ANBU? Pamiętasz, jak długo prześladowało cię wspomnienie konającej Chiyo? I ty chcesz się zająć kombinowaniem z ich mocą?!
              - Nie odwiedziesz mnie od mojej decyzji, Sasuke – powiedziałem łagodnie, a potem zwróciłem się do Piętki. Podsunąłem bliżej niej talerz z kanapkami. – Proszę, zjedz coś więcej, bo będzie nam przykro. Niedługo pójdziemy na spotkanie z Faraonem. Nie ważne, jaką on podejmie decyzję, tobie nic się nie stanie. Obiecuję.
              Nie zaufała mi do końca, ale sięgnęła po kanapkę i zjadła ją.

              Jedynie nazwa Fort Nadzieja brzmiała dumnie. Piętka, najedzona i nieco ufniej na nas patrząca, zgodziła się nas poprowadzić, bo Mintao stwierdził, że szukanie tego miejsca kierując się jedynie tym, co wyczytał z myśli dzieciaków, mogłoby być żmudne.
              Fort okazał się być starym magazynem w jednej z bardziej ponurych ulic tego miasta. W tymże miejscu znajdowało się też centrum burzy; lało tu tak, że prawie nic nie widzieliśmy. Zanim tam dotarliśmy, byliśmy cali mokrzy. Cieszyłem się, że zostawiłem Junichiego pod opieką Lali, bo jeszcze by mi się rozchorował po takiej nocnej eskapadzie.
              Mintao rozglądał się po okolicy z niesmakiem. Było jasne, że jeśli wyczuwa myśli jakichś osób dookoła, to nie są one zbyt… poczciwe. Gdyby nie deszcz, zapewne czulibyśmy okropny smród przepełnionych śmietników, znajdujących się opodal. Na szczęście woda go tłumiła.
              - Oczekują nas – szepnął Mintao. Gdy mówił, krople wody rozbijały się o jego poruszające się wargi. Wyglądało to tak, jakby pluł. – Zastawili pułapki. Chcą odbić Piętkę i uciec. Są… dość pomysłowi jak na dwójkę dzieci z ulicy – powiedział, uśmiechając się pod nosem. – Zwłaszcza Faraon.
              - I dobrze – powiedziałem, ruszając ku uchylonym drzwiom garażu. Nieme zaproszenie miało nas zwabić w ową pułapkę. Byłem ciekaw, co też wymyślili.
              Piętka, Sasuke i Mintao poszli za mną.
              Powitała nas zupełna ciemność, odgłos walenia deszczu w blaszane ściany i dach magazynu oraz specyficzny zapach pustego, dużego pomieszczenia – czyli zapach kurzu, drewna, nieco pomieszany wonią deszczu z zewnątrz. Przeszedłem na tryb mędrca, by zorientować się, gdzie znajdują się dzieciaki. Wyczułem ich po drugiej stronie prostokątnego magazynu, więc ruszyłem ku nim bez wahania.
              Pierwszą pułapką była siatka, która miała na nas spać z góry. Wyczuliśmy ją jednak odskoczyliśmy. Zaśmiałem się cicho do siebie, zastanawiając się, co by zrobili, gdyby jednak ich pułapka by na złapała. Ogłuszyli i zabrali Piętkę? Bo co innego mogliby zrobić, oczywiście pod warunkiem, że ta siatka oczywiście stanowiłaby dla nas więzienie. Znów czułem się jak dziecko. energia wręcz mnie rozpierała, bo choć w życiu przeżyłem tyle przygód, to teraz czułem się wręcz wyjątkowo. Jakbym sam miał dziesięć lat i grał w podchody!
              - Tato, proszę cię! – syknął Mintao, a ja znów się zaśmiałem, tym razem może nieco za głośno. Mój śmiech odbił się echem od ścian magazynu.
              Następną pułapką był przykryty jakimś materiałem i zamaskowany kanał, w który mieliśmy zapewne wpaść. Obeszliśmy go; Sasuke wziął na ręce Piętkę, by dziewczynka w niego nie wpadła. Znów nie mogłem przestać chichotać.
              - Naruto bawi się jak dziecko – stwierdził Sasuke jakby nigdy nic, a ja przytaknąłem ochoczo. Żaden z nich tego nie skomentował, ale miałem wrażenie, że moje zachowani ich śmieszy. No cóż. Jakkolwiek by nie było, to moje dzieciństwo było najbardziej podobne do obecnego życia i Piętki, Gruszki i Faraona. Nie mogłem nie czuć sympatii do tej uroczej zgrai i nie wciągnąć się w ich grę.
              W końcu dotarliśmy na koniec magazynu i zatrzymaliśmy się przed ciemnym kształtem dość sporych rozmiarów. Błysnęło światło, gdy jeden z chłopców zapalił świeczkę i postawił ją na wywróconej do góry dnem skrzynce.
              Za stojącymi przed nami dzieciakami znajdowało się coś w rodzaju… bazy. Dzieciaki zgromadziły tu różne, zapewne wyrzucone przez innych meble. Starą, pokrytą łatami kanapę, rozkładany fotel bez jednego bocznego oparcia, kulawy stołek, starą szafę i jakieś koce. Wydawało mi się, że nie cały magazyn, a właśnie ten mały kącik, urządzony na kształt domu, był właśnie owym Fortem Nadzieja. Dzieciaki broniły przed nami jedynego miejsca, gdzie były bezpieczne.
              Gruszka celował w nas z łuku. Chłopak nie był mokry jak my, zmienił ubranie ze swojego płaszcza, w którym widzieliśmy go wcześniej, na czarna bluzę z kapturem. Na głowie wciąż miał melonik.
              Obok niego, odrobinę wysunięty do przodu, w lekkim rozkroku, stał Faraon. Czarne włosy sięgały jego podbródka, przymrużone, fioletowe oczy patrzyły na nas uważnie.  Był niższy od Gruszki, ubrany w brązowe spodnie na szelki i ciemnozieloną bluzkę. Na całość narzuconą miał kamizelkę, dodatkowo spiętą pasem, u którego wisiała pochwa na nóż. Nóż, który znajdował się w dłoni chłopaka.
              Wystąpił krok na przód.
              - Oddajcie Piętkę! – nakazał nam, spoglądając groźnie. W tym momencie również nie mogłem powstrzymać chichotu, i to chyba sprowokowało chłopaka, gdyż cała podłoga pod nami zaskrzyła się niebezpiecznie. 


trzymajcie się xD mam nadzieję, że mi wybaczyliście.
co w następnej notce wiem, ale nie mam napisanego nawet słowa. oby tym razem wena mi nie dokuczała, a moje kłopoty po prostu wyparowały.
pa!


  

23 komentarze:

  1. No wkońcu! Myślałam, że się juz niczego niedoczekam. Ale wybaczyłam ci gdy przeczytałam rozdział. Domyślałam się, że Faraon panuje nad elektrycznością. Zdziwił mnie jednak fakt, że przejął moc Sasuke i zaatakował go jego własną techniką. No i prawie nie oderwał mu.... Hihihi
    Plan, który wymyślił Naruto powiódł się. Ta Piętka jest strasznie niedowierzalska, ale w sumie nie dziwi mnie zbytnio ten fakt. Skoro ludzie tak źle ją traktowali.
    Czuję że w przyszłym rozdziale szykuje się niezła walka. Ciekawe, czy przekonają Faraona. Coś jednak czuję, że chłopak nie będzie chciał opuścić przyjaciół. Albo Gruszka i Piętka pójdą z nimi, albo Naruto nie ma co liczyć, ze go jeszcze zobaczy.
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że na następny nie będzie trzeba aż tak długo czekać;3 życzę i też dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku miałam ochotę Cię pogrzebać żywcem, żebyś przekonała się, jak fajnie żyje się pod ziemią, kiedy Twoje ciało gnije martwe, tak na próbę, żebyś wiedziała co Cię czeka, jak dalej będziesz robić takie długie przerwy. No ale koniec końców, zrezygnowałam z tego planu (tu masz sie cieszyć). W końcu pod ziemią ciężko byłby Ci pisać, a na to pozwolić nie mogłam. Tak więc, mam nadzieję, że w zamian te Twoje problemy się pójdą zakopać i umrą, i dadzą Ci spokój :D

    Faraon jest gówniarzem, prawda? Ech, a już myślałam, że będzie dobrą partią dla Mei! No ale przyznać mu trzeba, że silny jest xd Tak rozwalić Sasuke, ho ho, ma dzieciak potencjał i niestety nie wie z kim może zadzierać xd

    (A skoro już o Sasuke, to uwielbiam te momenty, kiedy Junichii traktuje go jak swoją niańkę i ulubionego fujka ^^ a Uchiha się na to godzi, no boskie :D)

    Ogólnie w tym rozdziale podobało mi sie nastawienie Naruto. Wspomnienia typu "Oooo, pamiętam jak sam kradłem" czy "Nie ufam ci, bo jesteś dorosły" i te teksty Mintao, żeby sobie darował, sprawiały, że uśmiechałam się od ucha do ucha :D Uzumaki ma podejście do dzieci ulicy, w końcu swój ziomek!

    Dobra, ostatnio mam jakiś spadek formy w komentowaniu, więc na tym skończę ^^" (dlatego też nie komentuje na Twoim drugim blogu, wybacz; ale czytam!)

    Pozdrawiam i WENY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaskakująco często ludzie grożą mi śmiercią xD
      rozwalić Sasuke... hm, byłabym ostrożna. mały po prostu go zaskoczył xD
      tak, dzieciak ma 11 lat, tam chyba gdzieś było, Mintao mówił, że to dzieci xD
      ja też lubię, jak Junichi pomiata Saskiem xD
      trzymaj się i to bardzo źle. jak czytelnik nie dodaje komentarza, to gdzieś tam na świecie umiera czyjaś wena, zapamiętaj to xD

      Usuń
  4. No i od czego to ja powinnam zacząć? Odzwyczaiłam się od komentowania Twojego opowiadania (taka aluzja, że była zbyt długa przerwa^^"), więc może wyjść krócej niż zwykle.

    Po pierwsze. Sasek jakiś taki... opiekuńczy w stosunku do Junichi'ego jest. Aż śmiesznie wygląda w mojej wyobraźni, jak taki ciemnowłosy gbur wyciera buziuchnę małemu dzieciaczkowi. Niemniej jednak, rozbrajający moment. Uwielbiam Twojego Sasuke xD

    Pan Hokage miał widze niezłą radochę. A co tam! Poszalej sobie, stary pryku, jak masz okazję xD Dzieciństwo mu się przypomniało. Słysząc chichot Naruto, na miejscu dzieciaków jeszcze bardziej bym im nie ufała.

    Co do dzieci ulicy. Od razu na myśl przychodzi mi Oliver Twist:) Przez ten melonik, Gruszka przypominał mi trochę wygląd Cwaniaka. Bardzo lubię motywy z sierotami. Gdy zobaczyłam ich imiona, pierwsze co z kolei przyszło mi do głowy, to Avatar. W sensie, że Piętka, Gruszka, takie przydomki. Tam też pamiętam, że jakaś Żądełko chyba była i Piącha xD
    Ogólnie, to bardzo fajna sprawa. 10, 11 lat? Chyba ciężko będzie zdobyć ich zaufanie. Faraon zapewne jest typem przemądrzałego przywódcy, który lubi popisywać się swoimi umiejętnościami. Z nim może najtrudniej być się dogadać. Taki mały buntownik.Mimo to, więzi między takimi dzieciakami zwykle są bardzo silne i nie zdziwiłby mnie fakt, gdyby tamta dwójka chciała podążać za Faraonem (gdyby ten z kolei zgodziła się na układ Naruto).

    Cóż no, to chyba tyle. Brakowało mi trochę Lali i jej teksów do Sasuke. Szczerze, to już nie mogę doczekać się ich powrotu do wioski. Spotkania Lali z Shanem i kolejnych psychotroników lub jakiegoś charyzmatycznego mena dla Mei ;*

    Liczę na to, że nie każesz nam nów tak długo czekać i że nic więcej nie przeszkodzi Ci już w pisaniu. Nie martw się, jak u mnie się coś wali, to zwykle też masowo, więc wiem jak to jest. Nie będę Ci dlatego robiła tu już żadnych wyrzutów, tylko jak już pisałam, mam nadzieję, że odstęp między kolejną notką a tą, nie będzie już tak wielki.

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że Sasuke zachowuje się tak a nie inaczej, bo jeśli by Junichiemu czegoś odmówił, to ten nie omieszkałby użyć na nim swojej mocy xD taki mały układzik się między nimi wywiązał xD uważam, że Sasek mądrze postępuje xD

      co do Naruciaka, to ten w ogóle wyruszył na tę wyprawę, by rozruszać stare dupsko xD coś jakby taki kryzys wieku średniego, dom, obowiązki i dzieci mu się znudziły, a przygody się zachciało xD

      skąd Piętka, Gruszka i Faraon? nie wiem, to pierwsze ksywki, jakie przyszły mi do głowy xD dawno temu napisałam fragment rozmowy między Faraonem i Naruto, ale zeszyt z nią chyba zostawiłam w domu (dobrze, że tam będę w nadchodzącym tygodniu, poszukam go, bo nie pamiętam za bardzo, o czym wtedy rozmawiali, a pewnie się ten fragment przyda xD) i takie ksywki im nadałam xD Faraon jest jasny, bo dowodzi, ale pozostała dwójka? to słodka tajemnica xD

      Usuń
  5. Heeeej. No faktycznie trochę cię nie było, i na początku miałam plan się gniewać, ale po pierwszym akapicie o tym kompletnie zapomniałam.

    Wiesz, strasznie poprawiłaś mi humor tym rozdziałem! On był dla mnie taki mega optymistyczny, przypomniały mi się te wszystkie czasy(wow, piszę jakby to tak bardzo dawno temu było) jak biegałam po podwórku z kredą i grałam w podchody. A Naruto cieszący się z tego wszystkiego jak mały chłopczyk tylko to wrażenie spotęgował. Przez cały rozdział uśmiechałam się jak głupia. Przyznam Ci się, że Junichi jest jedyną postacią na twoim blogu, która mnie czasem irytuje, a raczej stosunek Naruto i Hinaty do niego(chociaż oczywiście w ogóle im się nie dziwie, to jednak jest niemożliwie rozpieszczony), ale to jego znęcanie się nad Sasuke jest urocze. Piętka i Gruszka to chyba najsłodsze ksywki świata! Chociaż sam motyw dzieci ulicy jest smutny i jak zwykle przeraża mnie ta obojętność wszystkich względem nich. Rozwaliło mnie też to, ja Faraon załatwił Sasuke. Już sobie wyobrażam minę dumnego Uchihy "pokonanego" przez jedenastolatka.
    Strasznie też spodobała mi się ta rozmowa Sasuke i Naruto, niesamowite jest to jak przedstawiasz naszego ulubionego Hokage, który po tylu latach dalej aż przesadnie wierzy, że na świecie może panować idealny pokój. I Sasuke, który próbuje sprowadzić go na ziemię, jak oni się świetnie uzupełniają!

    Faktycznie trochę zabrakło Lali, wiesz, nie mogę uwierzyć, że ona dopiero od kilku rozdziałów, czuję się jakby była od zawsze!

    Oby Ci się wszystko poukładało jak najszybciej!
    Leniwej majówki życzę. (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuje i wzajemnie xD

      Junichi jest najbardziej rozpieszczoną postacią jaką kiedykolwiek stworzyłam, to nie ulega wątpliwości xD tym bardziej, że każdemu, kto mu coś odmówi, może zrobić krzywdę xD taki mały smarkacz, a jaki respekt wzbudza, nie? xD ale uwielbiam, jak się mały znęca nad Saskiem xD

      ja też lubię Piętkę i Gruszkę. no i Faraona.

      a Naruciak to Naruciak, i cieszę się, że uważasz, że się nie zmienił, bo kiedyś na jednej z ocenialni napisano mi, że w ogóle nie umiem kreować jego postaci xD

      trzymaj się xD

      Usuń
  6. najbardziej rozśmieszyły mnie imiona tej "słodkiej dwójki" i reakcje naruto... kk rozdział super, zwłaszcza że po tak długim czekaniu. mam nadzieję, że tym razem twoja wena nie nawali i szybko dowiemy się co narutek sprowokował... mam nadziję (znoowuu), że problemy odejdą w niepamięć i będziesz znów naszą wesołą ayanami... kocham twe opo, życzę weny i pozdrawiam.
    Shin~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze jestem wesołą ayanami xD tyle że ostatnio byłam wesołą ayanami z problemami, ech xD

      Usuń
  7. Wybacz, że komentuję dopiero teraz, ale tak sobie myślę, że skoro ja tyle czekałam, to Tobie też nie zaszkodzi ;P Rozdział super, ale niestety miał jedną straszną wadę: ZA KRÓTKOOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! No weź po takim czasie to powinien być 2częściowy, albo lepiej 3! ;D skoro mamy początek maja to może z racji wolnego nadrobisz i wrzucisz coś wcześniej ;>? Poszęę;)
    Nie no dobra, już kończę, rozdział świetny, ksywki tych dzieci mnie rozwaliły, pewnie jeśli pójdą to tylko wszyscy razem więc Naruto tam pokaźną zgraję prowadzi do Konohy, chyba już zaczną wracać, albo będzie cała wycieczka. Mam nadzieję że skoro wprowadziłaś tle postaci do których już się przwiązałam i którym Naruto obiecał duuużo rzeczy to nie okaże się nagle że ci źli wszystkich porwą? Od razu uprzedzam że wtedy będzie wielka obraza. Mam teorię że może ci źli(nie chcę mi się pisać całej nazwy) chcą napaść na Konohę i kogoś porwać? Mayę lub Mei? Coś ta Mei jest dla nich ważna, ale to już Ci wcześniej napisałam;)
    Pisz pisz i dodawaj, bo usycham. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm, wiem, że krótko, ale muszę jakoś te rozdziały dzielić, a najfajniej jest przerywać w kluczowym momencie xD jestem zła, już to kiedyś pisałam xD
      Gruszka, Piętka i Faraon xD ja także mam coś do tych dzieciaków, najbardziej lubię Gruszkę. zawsze powtarzam, że nie faworyzuję postaci, ale Gruszka ma to coś. zobaczycie w następnym rozdziale xD

      Usuń
    2. No jak zwykle o moich przewidywaniach ani słowa, ale chociaż część zgadłam? Może jakaś wskazówka? Hmm czyli to jest kluczowy moment? Czy pójdzie, czy nie? Pewnie tak, ale tylko z przyjaciółmi, przez co Sasuke się załamie, ile odpowiedzialności bierze na siebie Naruto. Tam się czepia patrząc na to pozytywnie to Hokage zwiększa populację i siły obronne Konohy ;D O czemu Gruszka? Właśnie On wydawał mi się najmniej istotny, no to czekamy czekamy :) Byle krótko xD
      Pozdrowienia =D

      Usuń
    3. bo Gruszka jest super xD reszta to tajemnica xD

      Usuń
  8. Chociaż Twoje rozdziały są bardzo długie, to nie ukrywam, że za szybko je czytam! Jak się wciągnę, cóż za rozczarowanie czeka mnie gdy notka się kończy! Piszesz niesamowicie, tak jakbyś po prostu oddychała. Mogłabyś wydać książkę, nie obraziłabym się. :D
    Co do Twoich postaci, każdą uwielbiam, a Shan... ach, chyba wiesz o co mi chodzi! :D
    Faraon- to taki boss. On i jego Kinder Mafia, no cóż, tylko się bronią przed złem tego świata. A ludzie? Oni ich nigdy nie zrozumieją, bowiem tylko zdziadziały Naruto (musiałam użyć tego zwrotu :D) może przygarnąć go, a najlepiej i jego ekipę, do swojej wioski. Uwielbiam SZANOWNEGO HOKAGE w tym rozdziale. Dał się porwać zabawie.:)

    Zostałaś nominowana na moim blogu do Liebster Award. Nie obrażę się, jeżeli zrezygnujesz,w celu zapoznania się zapraszam:
    http://po-prostu-dynka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za nominację, ale nie biorę w takich rzeczach udziału xD
      cieszę się, że rozdział Ci się podobał, Kinder Mafia to świetna nazwa xD co do Naruto, to on w końcu poszedł na tę misję, bo nie mógł wytrzymać w wiosce xD no to ma, niech się znów przez chwilę poczuje dzieckiem, zanim wróci i będzie musiał siedzieć przy biurku i zamiast co dzień toczyć boje za wioskę, czytać papiery xD

      Usuń
  9. Ej, wybacz mi!!! Taki wstyd… rozdział wydany w kwietniu, od razu „połknięty” przez moje oczy, ale skomentować, nie skomentował – no normalnie hańba mi xD nie no, na serio przepraszam za taki zastój, nie mam zbyt dobrej wymówki – bo lenistwo w najczystszej postaci :P
    Może zacznę od tego, że uwielbiam jak płynnie piszesz, chociaż ten rozdział to tak na wpół masło maślane, ale wiem że tymi powtórzeniami, reakcji Naruto na wciągnięcie w grę w coś a’la podchody tego gangu gówniarzy, chciałaś podkreślić jego tęsknotę za tamtymi czasami, jak i ukazanie jakie nudne teraz życie prowadzi xD Bo on zbyt energiczny, by trwać w podpisywaniu papierów xD
    Swoją drogę, razem z Kishimoto macie podobne toki myślenia – on sugeruje nam Uchihę na Hokage w mandze i ty chciałaś Shana UCHIHE na zastępcę Hokage… wy się jakoś porozumiewacie? Jesteście spokrewnieni? xD xD
    No prawie pozbawiłaś Sasuke męskości – wstydź się, to jedyne co o niej w jego przypadku świadczy xD – nie no joke, ale tyle blogów czytam, w których jest ukazany jak rasowa ciota, za przeproszeniem xD pościg trwał i znaleźli Gruszkę i Piętke (te ksywy rozwaliły system xD) fajnie, fajnie uprowadzili dziewczynkę – kawaicznie (nowe słowo xD) to teraz czeka ich walka z Faraonem xD
    No przemyślenie Naruto wprawiały mnie w uśmiech xD a politowany wzrok i komentarze Mintao dopiero mnie zabijały wręcz xD ogólnie, czytając twoje opowiadanie jest się jak w grze i ma się nieskończoną ilość żyć xD Ooo albo to jak Naru oddał Piętkę w ręce Sasuke, bo on wygląda groźnie hahaha xD No co ty bierzesz i gdzie to rośnie, ja się pytam ;D
    No i to jej uświadomienie w swoich czynach, ślicznie się broniła ;) To jest fajne, że nie wydawała swoich nawet za cenę swoich nieprzyjemności ;D I podoba mi się jak Naruto się ekscytował przy każdej zastawionej pułapce no cud miód i maliny, jakiż on rozkoszny :D Chociaż Faraon bez swojej bandy raczej się nie ruszy, i coś czuję, że ich nie przekonają, a wtedy wkroczą przeciwnicy i przekonają go do siebie, przez rozlew krwi jednego ze swoich xD Boziu, mam nadzieję, że masz inną koncepcję xD
    No to ja czekam z niecierpliwością na następny rozdział ^^
    Życzę weny i pozdrawiam ciepło :D
    [www.naruhina-lovestory.bloog.pl]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie rośnie? sama hoduję! xD
      a co do Kishimoto, to normalne, on mi cały czas podbiera pomysły xD
      dzięki za komentarz, pozdrawiam xD

      Usuń
  10. a nowy rozdział kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niebawem będzie xD mam w poniedziałek egzamin, wiec do poniedziałku nie mam czasu, ale po nim dopiero za półtora tygodnia będę miała kolejny egzamin, więc pewnie wtedy, w tej przerwie, dokończę nowy rozdział i wrzucę

      Usuń
  12. Cześć ;) Jak tam nowy rozdział? Duzo Ci jeszcze zostało do końca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sporo. nie mam teraz za grosz czasu, jutro mam kolokwium, w czwartek egzamin, w dodatku mam praktyki i od rana do trzynastej jestem zajęta, a potem jeszcze muszę wykonywać niektóre zadania w domu. kuuupa roboty i nie mam kiedy skończyć rozdziału! myślałam, że się wyrobię w weekend, ale zadali mi dużo papierkowej roboty na dziś, tak że nawet uczyć się za bardzo nie miałam kiedy. ech, ja chcę wakacje!

      Usuń