sobota, 22 czerwca 2013

NG rozdział 29


 jestem! z nową notką i mam nadzieję, że nową werwą xD rzeczy, które miały mi się nie udać, się nie udały, problemy, które miały mnie dopaść, dopadły, a czas, który straciłam na jakże nudne praktyki i naukę, straciłam i on już nigdy nie wróci. i w końcu, nareszcie, moje życie wygląda w miarę normalnie. nie powiem, w pewnym sensie czuję się wolna. rozdział bez poprawek, zapewne będzie trochę błędów xD

południe - dusznym zapachem pomarańczy
zniża się ku nam
bierze nas w siebie
rozżarzone niebieskie słońce
nic nie mówimy nocy - noc jest głucha
                         Halina Poświatowska




              Sasuke spojrzał na mnie ostro i wzrokiem wręcz mi nakazał, bym przestał chichotać. Impuls elektryczny przeorał podłogę wokół nas i wysadził kilka okien dookoła. Zamknąłem się, a potem skupiłem na kipiącym złością Faraonie. Oczy chłopaka utkwione były w Piętce, którą za ramię trzymał Sasuke. Potem przeniosły się na mnie, na Mintao i wróciły do Sasuke. Widać było, że dzieciak boi się zrobić cokolwiek więcej prócz straszenia nas, by przypadkiem nie uszkodzić dziewczynki. O to mniej więcej mi chodziło, więc byłem zadowolony. Wiedziałem, że bez tej przewagi chłopak by nas zaatakował, a potem uciekł. Wychował się w końcu na ulicy, umiał o siebie zadbać.
              - Czego chcecie? – warknął chłopak agresywnie. – Ostrzegam was, jeśli zrobicie jej krzywdę…
              - Uspokój się, Faraonie – powiedziałem łagodnie, kucając, by nie patrzeć na chłopaka z góry. Na jego twarzy na sekundę odmalowało się zdziwienie, lecz zaraz pokrył je złością. – Przyszliśmy porozmawiać. Piętce nic nie jest.
              - Czego chcecie? – wycedził chłopak ponownie, zabarwiając swój ton groźbą. Westchnąłem.
              - Chcemy jedynie z tobą porozmawiać…
              - Oddajcie Piętkę! – przerwał mi.
              - Z szacunkiem do starszych, gnoju! – zawołał do niego Sasuke.
              - Nie kłóćcie się! – wrzasnąłem aż dzieciaki podskoczyły. – Nie przyszliśmy tu marnować czas, bo nawet go nie mamy! Faraonie, musisz wysłuchać tego, co chcemy ci powiedzieć. Sam zdecydujesz, co chcesz zrobić z tą wiedzą.
              - Piętka…
              - Piętka na chwilę zostanie z nami – powiedziałem możliwie najłagodniej. Gruszka drgnął i wycelował grot strzały prostu w moje czoło. Jego oczy płonęły złością i obawą.
              - Mów – nakazał mi mały przywódca. Skinąłem głową.
              - Widzisz, jak sam doskonale wiesz, masz niezwykłą moc. – Chłopak mocno zacisnął szczęki, ale nie odezwał się, by mi przerwać. Co chwila jego spojrzenie wędrowało ku milczącej Piętce. Dziewczynka obiecała nam, że nie będzie interweniować, że pozwoli, by Faraon sam podjął decyzję. – Moc, która dalece przekracza zdolności przeciętnego shinobi, która nie wymaga szkolenia, która jest „naturalna”. Nie jesteś z tym sam.
              Lekkie zdziwienie odbiło się na twarzy chłopca, a Gruszka na chwilę oderwał spojrzenie od mojego czoła, w które wciąż celował, by zerknąć na przywódcę.
              - Co… co masz na myśli? – spytał Faraon z pewnym wahaniem. Mintao odchrząknął.
              - Dokładnie to, co zostało powiedziane – rzekł i na chwilę wszyscy na niego spojrzeliśmy. – Ja również posiadam „moc”.
              - Ty też używasz błyskawic?! – zdumiał się Faraon, ale Mintao pokręcił głową i palcem postukał się w skroń.
              - Nie. Ja i moja siostra, że tak powiem dla uproszczenia, czytamy w myślach – powiedział, a zdumienie, jakie odbiło się na twarzach dzieci, było nawet zabawne.
              - To dlatego wiedziałeś – wyszeptał Gruszka, mając zapewne na myśli fakt, że Mintao znał wcześniej wszystkie miejsca, w których dzieci się chowały. Mój starszy syn skinął głową.
              - Owszem.
              - Ale nie tylko Mintao potrafi coś niezwykłego. Na świecie jest wiele takich osób. I część z nich utworzyła pewną organizację. Nie wiemy jeszcze o niej zbyt wiele, jednak na tyle dużo, by stwierdzić, że nie mają dobrych intencji i robią bardzo złe rzeczy. Nazywają siebie Cho-No-Ryoku-Sha. Werbują oni w swoje szeregi wszystkie niezwykłe dzieci. Czasem ich do tego zmuszają. Wręcz na nie polują. Rozumiesz?
              Faraon przyglądał mi się chwilę, a potem powoli skinął głową.
              - A wy? Coście za jedni? – spytał.
              - Ja nazywam się Naruto, to jest Sasuke… - wskazałem Uchihę, a następnie syna – a to Mintao. Jesteśmy z Konohy. Teraz we wszystkich krajach trwa poszukiwanie psychotroników, czyli osób obdarzonych niezwykłymi mocami, zanim znajdą ich ci z Cho-No-Ryoku-Sha.
              - Co Konoha chce z nami zrobić? – zapytał chłopak podejrzliwie.
              - Konoha jedynie pragnie nie dopuścić, by Cho-No-Ryoku-Sha wykorzystywali do własnych celów niewinne dzieci. To wszystko.
              - Zamkniecie nas gdzieś? – zapytał chłopak z obawą.
              - Skąd! – zawołałem. – Zaopiekujemy się wami!
              - Czemu porwaliście Piętkę?! – wtrącił się Gruszka ze złością. – Skoro macie takie dobre intencje, to dlaczego porwaliście naszą koleżankę?! – wykrzyknął, patrząc ze złością na Sasuke, którego dłoń spoczywała na ramieniu dziewczynki. Obejrzałem się na rudowłosą, a potem zerknąłem na jej przyjaciela w meloniku.
              - Ponieważ dowiedzieliśmy się kilku rzeczy o was i z tego, co udało nam się ustalić wywnioskowaliśmy, że nie posłuchalibyście nas, gdybyśmy chcieli porozmawiać. Piętce nic się nie stało, jest cała i zdrowa. Może usiądziemy? – spytałem, wskazując połataną kanapę. Faraon obejrzał się na nią.
              - Wiesz, że mogę cię sfajczyć żywcem? – zapytał, a ja poważnie skinąłem głową.
              - Wiem, Faraonie. Duża moc jak na takiego małego chłopca. I stanowczo zbyt duży ciężar na za małych ramionach.
              Chłopak nie odezwał się, obserwując mnie czujnie. W końcu kichnął głową i on i Gruszka (wciąż celujący z łuku, tym razem z Sasuke) wycofali się do tyłu. Faraon przysiadł na jednej ze skrzynek, a jego kolega stanął za nim z bronią w gotowości. Ja i Sasuke, a z nami Piętka, przysiedliśmy na wspomnianej kanapie. Widać czekały nas prawdziwe negocjacje.
              - Mintao? – zwróciłem się do syna, który nie ruszył się z miejsca, tylko rozglądał się dookoła. Syn skupił się na mnie, potem ściągnął z siebie plecak i podał mi go.
              - Przepraszam, ale muszę stąd wyjść – rzekł, a ja i Sasuke unieśliśmy brwi.
              - Wyjść? – zdziwiłem się.
              - Nie wytrzymam tu dłużej. Spotkamy się na zewnątrz, ja… muszę odetchnąć. Głowa mnie boli.
              To powiedziawszy, wręcz uciekł, a ja i Uchiha wymieniliśmy zdumione spojrzenia. Nie miałem zielonego pojęcia, co mu jest, ale też nie miałem czasu się nim przejmować. Był w końcu prawie dorosły i doskonale umiał sobie poradzić z własnymi problemami. Może znów miał napad swojej silnej migreny i potrzebował samotności. A może ktoś z najbliższej okolicy natrętnie myślał o czymś paskudnym i to mojego syna dręczyło?
              Potrząsnąłem głową, otworzyłem jego plecak i zacząłem z niego wyciągać spakowane wcześniej kanapki. Gdy układałem je na skrzynce, która robiła za stół, zarówno Faraon jak i Gruszka wpatrywali się we mnie ze zdumieniem.
              - Częstujcie się, będzie nam się lepiej rozmawiało, gdy wszyscy będziemy najedzeni i zadowoleni.
              Tak jak w przypadku Piętki, aby pokazać, że kanapki nie są zatrute, wybrałem sobie jedną i zacząłem jeść. Podobnie zrobił Sasuke, a także Piętka. Dwaj chłopcy, ośmieleni zachowaniem wciąż milczącej przyjaciółki, również się poczęstowali. Chyba zaczęliśmy się rozumieć, bo spojrzenie Faraona złagodniało, gdy patrzył, jak Piętka i Gruszka posilają się. Widać było jak na dłoni, że chłopak czuł się za nich odpowiedzialny.
              - To… - odezwał się w końcu Faraon, kiedy już był pewny, że dwójka jego przyjaciół się najadała – czego wy tak naprawdę ode mnie chcecie?
              Nabrałem głęboko powietrza.
              - Chcemy, byś zgodził się pójść z nami do Konohy, gdzie obejmiemy cię ochroną na czas, póki z Cho-No-Ryoku-Sha się wszystko nie wyjaśni. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, czekają na nas jeszcze dwie psychotroniczki, oraz mój młodszy syn, również obdarzony mocą. Chcemy zebrać was tylu, ilu uda nam się znaleźć. Zapewnić wam bezpieczeństwo, i, jeśli się nam uda, opracować szkolenie, byście wiedzieli, jak korzystać z mocy – wytłumaczyłem spokojnie.
              - Szkolenie? – zdziwił się chłopak. – Ja umiem posługiwać się swoją mocą! – zawołał, a włosy na głowie nieco mu się uniosły pod wpływem impulsu, jaki przebiegł przez jego ciało. Gdzieś niedaleko uderzyła błyskawica, rozświetlając całe niebo, a nad nami przetoczył się potężny grzmot. Uśmiechnąłem się lekko.
              - Oczywiście. Jak każdemu psychotronikowi, przychodzi ci to naturalnie. My jednak gromadzimy informacje, dotyczące waszych mocy. Z każdym dniem wiemy coraz więcej, a to pozwala nam ustalić wasze możliwości i ograniczenia, ułożyć odpowiedni program treningowy, dzięki któremu zarówno zwiększymy stopień waszej kontroli, jak i powiększymy umiejętności. Nawet jeśli wydaje ci się, że w tej chwili wiesz i umiesz wszystko, nie oznacza to, iż faktycznie tak jest. Mintao, gdy był w twoim wieku, również władał swoją mocą i wydawało mu się, że umie wszystko. Lecz w miarę jak dorastał, jego moc rozwijała się razem z nim. W twoim przypadku też tak będzie. Współpraca z nami pozwoliłaby ci nie tylko władać tą mocą, ale i ją zrozumieć.
              - A wy ją rozumiecie, tak? – warknął chłopak. Pokręciłem głową.
              - Nie do końca. Musisz zrozumieć, że ta moc jest indywidualna dla każdego. Wymaga odrębnego zrozumienia dla każdego przypadku – wyjaśniłem. – W Konosze po prostu będą ludzie, którzy ci pomogą. Koledzy i koleżanki, którzy mają te same zdolności, co ty, którzy już przeszli przez etap dorastania, gdy wszystko się zmieniało. Którzy mogliby odpowiadać na twoje pytania i mówić z doświadczenia, a nie z domysłów.
              - I co? Ta wasza Konoha tak po prostu chce pomóc?
              - My również mamy z tego korzyści. Gdy się do nas przyłączysz, nie zasilisz szeregów Cho-No-Ryoku-Sha. Bo oni nie pytaliby cię o zgodę, zmusiliby cię, byś się do nich przyłączył. W tym celu mogliby zrobić krzywdę twoim przyjaciołom.
              Spojrzenie Faraona powędrowało najpierw do Piętki, a potem do Gruszki. Przełknął ślinę.
              - Czego oni od nas chcą? – spytał chłopak z obawą. Pokręciłem głową.
              - Nie wiem – odparłem. – Czy zgodzisz się z nami iść?
              Chłopak myślał przez chwilę.
              - Ja… muszę się nad tym zastanowić – odparł w końcu. Wiedziałem, że nie podejmie tej decyzji od razu, więc skinąłem głową i wstałem z kanapy.
              - Myślę, że to wszystko – powiedziałem. – Czy zgodzicie się iść z nami? Będę miał pewność, że jesteście bezpieczni. Wrócimy do tej rozmowy jutro.
              - Dobrze – odparł Faraon. W tym samym momencie Piętka zerwała się z kanapy i rzuciła, ku mojemu zdumieniu, nie na Faraona, a w rozwarte ramiona Gruszki. Chłopak przytulił ją mocno, a potem ponad jej głową obrzucił nas groźnym spojrzeniem, jakby się spodziewał, że wyśmiejemy go za okazywaną dziewczynce czułość. Potem znów skupił się na koleżance.
              - Nic mi nie jest – wymamrotała śmiejąca się Piętka, gdy chłopak odsunął ją od siebie na odległość wyciągniętych ramion i uważnie jej się przyjrzał. – Naprawdę. Obiecałam, że nie będę się w trącać, by Faraon mógł samodzielnie podejmować decyzje.
              - Pozwól, że ja ocenię, czy nic ci nie jest – odparł Gruszka, lekko pobladły. Jeszcze raz obejrzał dziewczynkę, a potem wziął ją za rękę. Piętka była lekko rumiana, gdy spojrzała na nas speszona. Gruszka miał zawzięta, wyzywającą minę, która nie złagodniała nawet wtedy, gdy oględziny wypadły pozytywnie. Chyba nie był w stanie naw wybaczyć tego porwania i godzin zamartwiania się o przyjaciółkę. Wcale mu się nie dziwiłem.
              - Chodźmy – powiedziałem.
              Ruszyliśmy do wyjścia, ja pierwszy, za mną trójka dzieci, a Sasuke na końcu. Gdy opuściliśmy magazyn, rozejrzałem się po okolicy i w małym kącie za śmietnikiem dostrzegłem skulonego Mintao. Spojrzałem na Sasuke, a on bez słowa skinął głową i zgarnął dzieciaki, nakazując im iść za sobą. Ja skierowałem się w stronę syna.
              - Mintao? – odezwałem się cicho, gdy do niego podszedłem. Syn wyglądał żałośnie, był cały mokry, w końcu siedział tyle czasu w ulewnym deszczu. Mógł się przed nim schować, ale miałem wrażenie, że specjalnie usiadł tak, by padała na niego chłodna woda. Być może zimno przynosiło ukojenie jego zbolałej głowie.
              Syn zwinięty był w ciasny kłębek, głowę wcisnął sobie między kolana i do tego obejmował ją ramionami. Ukucnąłem przy nim i dotknąłem jego ramienia.
              - Mintao? – powtórzyłem. Drgnął.
              - Nie mogłem – jęknął. – W tym smrodzie… te dzieci… On ją zabił! Dwie przecznice stąd jest burdel… Juji, dwa kufla piwa do siódemki!... Pierdolony oszust, już ja mu pokażę…
              Mój syn bredził. Złapałem go mocno za oba ramiona i mocno nim potrząsnąłem.
              - Mintao!!! – wydarłem się. Uniósł głowę i zaczerwienionymi oczyma spojrzał na mnie, ale wcale mnie nie widział. Przysunąłem się i zetknąłem nasze czoła. – Synu, słyszysz mnie. Chodź, zaśpiewamy piosenkę. Mintao!
              Zacząłem śpiewać kołysankę, którą zawsze śpiewała dzieciakom Hinata. Niedługo potem syn do mnie dołączył, patrząc mi w oczy. czułem lekki ból, gdy jego świadomość wlewała się do mojego umysłu, jednak mogłem to znieść. Oczy Mintao z chwili na chwilę stawały się coraz bardziej przytomne, aż w końcu zamrugał i ostrożnie się ode mnie odsunął.
              - Tata? – zdziwił się. Skinąłem głową.
              - Odleciałeś – wytłumaczyłem. Chwilę patrzył na mnie zdziwiony, a potem skrzywił się.
              - Och, o Boże… To nie jest najlepsza okolica… O Boże…
              Zakrył twarz dłońmi i przez chwilę oddychał głęboko.
              - Nie mogłem siedzieć z tymi dzieciakami – zaczął się tłumaczyć. – Nie rozumiem, czemu ten obrzydliwy, śmierdzący garaż zasłużył na nazwę Fort Nadzieja? Jak ktokolwiek mógłby chcieć tam mieszkać? Czemu te dzieci… ja nie rozumiem ich postępowania! Przecież o wiele lepiej miałyby w Domu Dziecka! A one wybrały śmietnik, głód i ubóstwo! W tym okropnym, plugawym miejscu! One powinny być rozpieszczone i kochane, tato! A same z tego zrezygnowały na rzecz… właśnie! Dlaczego?!
              Patrzyłem na niego, nie bardzo wiedząc, co mu powiedzieć. Ja rozumiałem doskonale, Sasuke zapewne też. I z jednej strony cieszyłem się, że wychowałem moje dzieci w miłości, tak, że nie znały głodu, cierpienia, że nie umiały sobie nawet wyobrazić życia na ulicy. Z drugiej jednak strony poczułem zawód. Wybór, którego dokonał Faraon i jego przyjaciele był przecież prosty. Ja sam dokonałbym identycznego. Czy mogłem oczekiwać od syna, że zrozumie różnicę między życiem na ulicy, ale życiem według własnych zasad, ich trójka przeciw całemu światu, przyjaźń nade wszystko i walka o każdy dzień zamiast życie w Domu Dziecka niczym w więzieniu, pod kontrolą „złych” dorosłych. Wiedziałem, jak ciężko tacy dorośli musieli pracować na zaufanie niechcianego dziecka. Ja sam pozwoliłem się do siebie zbliżyć jedynie Iruce. Miałem wtedy wrażenie, że wszyscy są źli i wcale nie chcą mi pomóc. Jak miałem wytłumaczyć Mintao punkt widzenia dziecka z ulicy?
              - Chodźmy już – szepnął nagle mój syn, nim znalazłem rozwiązanie dylematu. Z trudem podniósł się z ziemi, po czym odgarnął z twarzy mokre włosy. – Chcę sam zrozumieć.

              Shimamura zapukał cicho do drzwi szpitalnej izolatki, ale nie doczekał się odpowiedzi. Westchnął, a potem pchnął drzwi.
              Sharony nie było w łóżku. Siedziała na parapecie okna i patrzyła na budzącą się do życia Konohę, ubrana w jasne piżamy, włosy, sięgające jej zaledwie trochę za podbródek, spięte miała z tyłu jasną spinką. Nawet nie drgnęła, gdy przeszedł przez salę i włożył do pustego wazonu na stoliku bukiet czerwonych róż. Wiedział, że to strasznie sentymentalne, ale gdy myślał o swoim uczuciu do dziewczyny i o kwiatach, którymi mógłby to uczycie odzwierciedlić, na myśl przychodziły mu tylko czerwone róże.
              Spojrzał na nieruchomą, szczupłą postać w oknie, wciąż się nie odzywając. W końcu Sharona pociągnęła nosem.
              - Nie jestem w stanie pojąć, czemu to mi się dzieje? – szepnęła przez zdławione gardło. – Myślę i myślę i nic nie przychodzi mi do głowy. Czy to klątwa która ponoć wciąż wisi nad naszym klanem wciąż zabija tych, których pokocham? Czy to tylko ślepy los? Czy cos jeszcze innego sprawia, że wciąż odbierane mi jest wszystko, co mam. Czy mogę powiedzieć, że to przypadek sprawia, że oni zginęli? Powiedz mi, Shimamuro.
              - Nie wiem, skarbie. Wbrew pozorom wcale nie jestem wszechwiedzący.
              - NIE KPIJ!!!- wrzasnęła, w końcu na niego spoglądając. Miała przeraźliwie smutne oczy osoby, która przeszła więcej, niż może znieść przeciętny człowiek. Shimamura pokręcił głową i podszedł do niej.
              - Wiesz, że nie kpię, prawda? – powiedział, a ona prychnęła. – Nie z ciebie. Po prostu nie umiem odpowiedzieć na twoje pytania. I chyba nikt tego nie potrafi. Mogę ci opowiadać o tym, co znaczy być shinobi, że straty i poświęcenie wiążą się z naszym życiem, że każdy z nas raz zyskuje, a raz traci, ale uznasz to za puste słowa.
              - Wiec po co tu przyszedłeś? – warknęła.
              - By być z tobą, rzecz jasna. Czy nie tego uczył nas sensei Kakashi? – zapytał, siadając na parapecie obok niej. Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał ją po ramieniu. Uznał za dobry znak fakt, że nie odtrąciła jego ręki.
              - Kakashi nie zawsze miał rację. Strata najbliższych wcale nas nie wzmacnia, nic nie dzieje się tak, jak mówił. Czuję się tak, jakbym w każdej chwili miała się rozsypać – wyszeptała.
              - Ponieważ nie pozwalasz im tak naprawdę odejść, Sharono – mruknął Shimamura.
              - Mówisz jak Shan – odpowiedziała skrzywiona.
              - Być może Shan czasami ma rację.
              - Więc twoim zdaniem powinnam zapomnieć?! To nie jest sposób! Nie umiem zapomnieć! Nie umiem!
              Pokręcił głową i ujął jej dłoń, tak chudą i kruchą. Za każdym razem gdy ją widział, wyglądała coraz gorzej. Jednocześnie miał świadomość, że to jedna z najbardziej uzdolnionych przedstawicielek klanu Uchiha w historii. Tak silna i zarazem tak słaba. Ale chyba wszyscy Uchiha posiadali tę cechę. Tak wielka moc w tak kruchym i niepewnym opakowaniu. Nic dziwnego, że historia jej rodziny wyglądała właśnie tak.
              - Nie każę ci zapominać o Daisuke czy twoim narzeczonym. Nikt by ci tego nie kazał. Musisz jednak zrozumieć, jak ważne jest, by iść naprzód, zamiast się cofać, Shar. Oni nie chcieliby, byś się cofała, wiesz? Chcieliby zawsze widzieć na twojej twarzy szczęśliwy uśmiech.
              Rozpłakała się i wtuliła w niego, a on przygarnął ją do siebie, pocieszająco głaszcząc po plecach. Wiedział, że nigdy już jej nie zostawi, choćby musiał być uwięziony w Konosze do końca życia i wieść nudne, ograniczone życie, jakiego nienawidził. Długo to trwało, ale w końcu udało mu się odkryć, co tak naprawdę się liczy, co jest najważniejsze. Może i nie mógł jej mieć, może i nigdy go nie chciała. Tyle że to nie on był tu najważniejszy, a ta krucha, załamana dziewczyna w jego ramionach. Był gotów zrezygnować ze wszystkiego nawet dla samej jej przyjaźni. Tak naprawdę, mimo tylu butnych słów, nie liczył na więcej.

              Dzieciaki siedziały przy stole, jedząc śniadanie. Cała trójka była już czysta i ubrana w nowe rzeczy. Sasuke stał oparty o ścianę przy oknie z rękami splecionymi na piersi. Mintao czytał jakąś książkę, siedząc na łóżku. Posłałem mu myśl, że idę obudzić dziewczyny i wyszedłem z naszego pokoju.
              Stanąłem pod drzwiami pokoju dziewczyny i już chciałem pukać, gdy nagle usłyszałem wrzask mojego syna. Bez zastanowienia wpadłem do środka, w sam raz zobaczyć, jak mój młodszy synek, cały w pianie, wypada z łazienki.
              Gdy tylko Junichi mnie spostrzegł, zawył jeszcze głośniej i rzucił się na mnie.
              - Tatusiu! – zawołał, łapiąc mnie za nogawkę spodni. – Umyły mnie! Tatusiu, zostałem umyty!
              - Właśnie widzę… - powiedziałem, patrząc na pianę, którą miał wszędzie i którą właśnie wcierał w moje spodnie, mocząc je doszczętnie. – Mogłeś dać się i wytrzeć, skoro dałeś się umyć.
              - Nie dałem, tatusiu! – zawył, rycząc i smarkając mi w spodnie. – One same mnie umyły! Jestem czysty!
              I rozpłakał się na dobre. Kątem oka zauważyłem doszczętnie mokrą i wściekłą Lalę, która wyjrzała na mnie z łazienki. Ona też cała była w pianie, z tą różnicą, że w przeciwieństwie do mojego synka, nie była naga. Westchnąłem, podrapałem się po głowie i ukucnąłem, czochrając główkę synka.
              - Młody, to bardzo ważne, by być czystym. Dziewczyny lubią czystych facetów.
              - Ale ja nie lubię dziefcyn! – zawołał Junichi jeszcze głośniej, tupiąc nogą. – San powiedział, ze są z kosmosu i nie mają siusiaków!
              Westchnąłem zrezygnowany. Po raz kolejny. Brak siusiaków u dziewczyn był bardzo poważnym argumentem, przemawiającym za tym, by ich nie lubić. Byłem niemal pewien, że nie zdołam go przebić.
              - A Mei? Ją chyba lubisz, co nie? I mama? Mamusię też lubisz?
              - Nie! – zawołał ze złością. – Ja kocham mamusię!
              - No widzisz, dziewczyny nie są takie złe. Mama jest kochana.
              - Bo to mama! – krzyknął. Miałem wrażenie, że zaraz pękną mi bębenki. – A one nie! One są złe, są z kosmosu i nie mają siusiaków! Nienawidzę dziefcyn!
              To oświadczywszy, wpadł mi w ramiona i rozpłakał się na dobre. Pogłaskałem go po głowie.
              - Jakiś dziś płaczliwy dzień – powiedziałem do niego, wciąż go przytulając. – Tęskniłeś za tatą, co? A wiesz, znalazłem ci kolegę. Właściwie, to nawet dwóch. Nazywają się Faraon i Gruszka.
              - A mają siusiaki? – zapytał cichutko, piąstkami wycierając załzawione oczy. zaśmiałem się.
              - Oczywiście. To dwóch facetów!
              - To super – odparł, pociągając nosem. Odsunąłem go od siebie.
              - Lala, rzuć mi ręcznik! – zawołałem do dziewczyn, ukrywających się w łazience. Chwilę potem dziewczyna cisnęła nim we mnie i na powrót zatrzasnęła drzwi łazienki. Nie maiłem pojęcia, o co się tak wkurzyła. Wytarłem syna, ubrałem go, a potem jeszcze krzyknąłem do psychotrniczek. – W naszym pokoju mamy gości! Przyjdźcie poznać Faraona!
              - Jak naprawię fryzurę, którą zniszczył mi twój syn! – wydarła się Lala, a ja odkryłem, co ją rozzłościło. Włosy. Oczywiście.
              Wziąłem syna na ręce i zaniosłem go do naszego pokoju, gdzie zapoznał się z chłopcami i z Piętką. Jak się okazało, mój syn, bardziej niż kolegami, zafascynowany był…
              - Mam łuk! – krzyczał Junichi, biegając wokół stołu z łukiem Gruszki w dłoniach. – Mam łuk! Tato, zobacz, mam łuk! Fujku Sasuke, mam łuk! Ale fajny ten łuk!
              - Junichi… - odezwałem się, kiedy przebiegł obok mnie.
              - Mam łuk! Łuk!
              - Junichi! – złapałem go przy kolejnym okrążeniu, zatrzymując. – Uspokój się.
              - Ale łuk!
              - Widzę. Nie musisz biegać i wrzeszczeć! – zawołałem.
              - Ale tatusiu, to łuk Gruszki! – odparł mój syn na swoją obronę, ręką wskazując starszego kolegę w meloniku. Gruszka uśmiechnął się do Junichiego, a ten mu odmachał.
              - Wiem. Kochanie, usiądź na kanapie obok brata, my tu mamy trochę do porozmawiania.
              Junichi wspiął się na kanapę obok Mintao, z zafascynowaniem oglądając swoją zdobycz, a ja skupiłem się na Faraonie, który nadal pałaszował śniadanie. Chłopak siedział u szczytu stołu, umyty i czysty wyglądał zupełnie inaczej. Piętka okazała się całkiem ładną dziewczynką o długich, falowanych włoskach. Gruszka miał włosy brązowe, proste i ładną oliwkową karnację.
              Zbliżyłem się do stojącego przy oknie Sasuke.
              - Strasznie dużo jedzą – szepnął do mnie mój przyjaciel. Pokręciłem głową.
              - Niech jedzą. Faraon musi z nami iść. Jeśli pojawi się tu po niego Asuka…
              Sasuke skinął głową. W tej samej chwili podniósł rękę i złapał strzałę, która śmignęła w jego kierunku. Obaj spojrzeliśmy na Junichiego, który cały rozradowany skakał po kanapie.
              - Umiem strzelać z łuku! Umiem strzelać z łuku! A fujek złapał stsałę!
              - Junichi! – krzyknąłem na niego. – Kiedyś przez ciebie komuś stanie się krzywda! Nie wolno strzelać do ludzi!
              Mintao zabrał mu łuk, a mój młodszy synek oklapł na kanapę, by po chwili zacząć płakać. Pomasowałem sobie skronie.
              - Twój syn to najdziwniejszy dzieciak, jakiego kiedykolwiek widziałem – stwierdził Sasuke, bawiąc się strzałą.
              - I mówi to ojciec Shana – odpowiedziałem zgryźliwie.
              Poczekaliśmy, aż dzieciaki zjedzą, po czym obaj przysiedliśmy przy stole obok nich. Faraon, z o wiele łagodniejszą niż ubiegłego dnia miną, skupił na mnie wzrok. Jego niezwykłe, fioletowe oczy oczywiście nie straciły na czujności, wiedziałem, że zanim mi zaufa minie trochę czasu.
              - Podjąłeś już decyzję? – zapytałem. Chłopak zerknął na swoich przyjaciół.
              - Co z Gruszką i Piętką? – odparł pytaniem.
              - W nocy, gdy spaliście, wysłałem do Konohy wiadomość, że mam tu dwójkę dzieci, którymi trzeba się zająć. Ktoś przyjdzie, by zabrać ich do Wioski, jeśli zechcesz wyruszyć ze mną.
              - My? Też mamy stąd iść? – zapytała zdumiona Pikętka.
              - Najlepiej będzie, jeśli odejdziecie. Faraon powinien jak najprędzej wyruszyć z nami. Będzie miał odpowiednią ochronę i opiekę, idące ze mną, Sasuke i Mintao. Natomiast zostawianie tu was… gdyby Cho-No-Ryoku-Sha się o was dowiedziało, prawdopodobnie zapragnęłoby was użyć, żeby zmusić do czegoś Faraona. W Konosze będziecie bezpieczni. Spotkalibyśmy się tam za jakiś czas.
              - A czy… co się tam z nami stanie? Co będziemy tam robić? – pytała dalej dziewczynka, spoglądając na swoich przyjaciół.
              - Cóż, najprawdopodobniej ktoś się wami zaopiekuje. Pójdziecie do szkoły. Z całą pewnością nie spotka was nic złego.
              - Czemu Faraon nie może iść z nami? – zapytał Gruszka rzeczowo.
              - Wolałbym go osobiście przyprowadzić do Wioski. Konoha zna psychotroników, nie oznacza to jednak, że się ich nie obawia. Mieszka tam taka dziewczynka, moja uczennica, która włada ogniem. Czasem zdarzało jej się coś spalić. Mieszkańcy Konohy są trochę… nieufni. Wolałbym, żebyś trzymał się nas. Żebyśmy wszyscy wrócili do wioski.
              - Skoro mnie tam nie chcą… - rzekł Faraon powoli – to może nie powinienem tam iść…
              Pokręciłem głową.
              - To nie tak, że cię nie chcą. Nie myśl tak. Musimy im pokazać, że nad tą mocą da się panować.  To wszystko.
              - I gdy dotrzemy do Konohy, Gruszka i Piętka już tam będą czekać, tak? – upewnił się. skinąłem głową.
              - Tak.
              - Co wy na to? – Faraon zwrócił się do przyjaciół, a gdy pokiwali głowami, wyciągnął ku mnie rękę. – Wchodzę w to.
              Mi pozostało jedynie uścisnąć jego dłoń.

              Asuka siedziała na zielonej trawie nad urwiskiem, obserwując, jak fale rozbijają się o klif. Dzień był ładny, słoneczny, dookoła siebie czuła zapach oceanu i przyrody. Asuka lubiła spokój, głównie dlatego, że podczas misji z Takako nie sposób go było zaznać. Ten mężczyzna doprowadzał ją do szału, ale wiedziała, że to ona musi być jego partnerką. Tylko jej się bał. Poświęciła w końcu lata u boku Hikariego, by doprowadzić swoją zdolność do perfekcji. On nie potrafił w jej metalu odnaleźć składników ziemi, które z nim były. Ona umiała znaleźć metal wszędzie. Jego techniki były wobec niej bezużyteczne. Sprowadzała go do parteru, musiał się jej słuchać i mimo, że wiedziała, iż mu się to nie podoba, to wykorzystywała to gdy tylko mogła. Gdyby nie jej opanowanie, ten idiota krzywdziłby wszystkich dookoła, sadysta. Nie obchodziły jej ludzkie ścierwa, którymi się zabawiał. Ale Takako nie miał prawa do żadnej psychotroniczki prócz Oksu i powinien znać swoje miejsce.
              Drgnęła, wyczuwając za sobą znajomą chakrę, po czym obejrzała się.
              Mistrz Hikari szedł w jej stronę. Ubrany był w białą szatę, długie, złote, falowane włosy opadały mu na silne, szerokie ramiona. Wiatr delikatnie nimi szarpał, tak, że przypominały złote fale. Jego pokryte bielmem oczy wpatrywały się w jeden punkt. W dłoni trzymał białą laskę, którą ostrożnie przesuwał przed sobą, by nie potknąć się o kamień.
              Przełknęła ślinę. Zawsze uważała, że mistrz jest przystojny. Był tylko kilka lat od niej starszy, wysoki i smukły, całym sobą informował, jak potężnym jest bogiem. Drżała w jego obecności i nie śmiała spoglądać mu w twarz.
              - Mistrzu – szepnęła, podnosząc się z miejsca. – Myślałam, że będziesz ze wszystkimi.
              - Nie na wiele się zdam, gdy mają czas na naukę – zaśmiał się mistrz Hikari, gestem nakazując jej, by usiadła. Zrobiła to, a mistrz przysiadł na trawie obok niej.
              - Co cię do mnie sprowadza, mój mistrzu? – zapytała nieśmiało, a jasnowłosy sięgnął do wewnętrznej kieszeni w swej szacie i wyjął papierową teczkę. Podał ją jej, a Asuka czym prędzej ją otworzyła i zajrzała do środka. Przez chwilę czytała informacje spisane przez Mizune. Zakryła dłonią usta.
              - Czy… czy to jest możliwe? – wysapała w końcu, bezmyślnie patrząc w przestrzeń. – Taka moc…
              - Wiesz, moja droga, że w naszym przypadku wszystko jest możliwe – wyjaśnił mistrz. – To tego jednego chłopaka Uzumaki Naruto nie może dotrzeć. Nie możemy pozwolić, by tak potężna moc wpadła w łapska zachłannego Hokage. Żaden człowiek nie może zniewolić moich kochanych Cho-No-Ryoku-Sha. Dlatego ty i Takako nie dopuścicie, by ci obrzydliwi ludzie go znaleźli.
              - Tak, mistrzu – odparła, wstając. Gdy spojrzał na niego z góry, mistrz przymknął ślepe oczy i wystawił twarz ku słońcu, uśmiechając się lekko. Wyglądał na tak spokojnego, jakby niczym się nie martwił i Asuka od razu poczuła się lepiej. Skoro mistrz niczym się nie martwił oznaczało to, że wszystko szło zgodnie z planem. – Chciałabym ci przy okazji wspomnieć…
              - Tak, Asuko? – zachęcił ją mistrz łagodnie.
              - O pewnym człowieku – szepnęła cicho.
              - Jak mu na imię? – głos mistrza stężał nieco.
              - Uchiha Shan. M-myślę, że jest godny
              - Och! Cóż, zastanowię się nad tym – odparł mistrz, a ona uśmiechnęła się lekko i skłoniła.
              - Dziękuję ci, mój mistrzu – powiedziała. – Ja i Takako czym prędzej wyruszymy na stały ląd – zapewniła i odbiegła.


w następnym rozdziale:
"...- Nic nie widzę – rzekł w odpowiedzi na moje nieme pytanie – ale czuję to, co czuje Junichi. Sam nie wiem… tam nic nie ma.

            Zaledwie to powiedział, ruszył pod górę z wciąż aktywowanym byakuganem. Podążyłem za nim, skinąwszy na Sasuke..."

błagam, nie bijcie mnie zbyt mocno, miałam po prostu paskudne dni ostatnio...

32 komentarze:

  1. No dobra, nie pobiję, ale to tylko dlatego że na wstępie wzięłaś mnie na litość! Normalnie byłoby więcej pretensji! Rozdział cudo, oczywiście powinien być o wiele wcześniej, naprawdę martwię się o tę misję, z jednej strony skoro Naruto chce przyprowadzić ich wszystkich razem to większa szansa na poznanie wszystkich psychotroników no i dodatkowo, co raz lepiej się to czyta tyle postaci dodaje opowiadaniu jeszcze więcej uroku :) z drugiej strony ponieważ będą jeszcze szukać moment powrotu i spotkania ich wszystkich oddala się, a ja chcę się już przekonać jak to będzie, no i oprócz tego co raz bardziej prawdopodobne wydaje mi się że spotkają Cho-No-Ryoku-Sha chociaż skoro tyle ich jest to powinni ich pokonać.
    Cieszę się, że dzieciaki tak szybko dały się przekonać, a Naruto troszczy się o nich wszystkich, Junichi ma nowych kolegów i ogólnie sielanka, no właśnie scena kąpieli Junichiego była świetna xD nie sposób się nie śmiać i co najciekawsze nie sam tekst o braku siusiaków mnie tak rozbawił co cała otoczka, choćby myśl Naruto, ze tego argumentu nie przebije xD
    Biedny Mintao, mam nadzieję że będzie z nim wszystko dobrze, a nie że będzie co raz bardziej odpływał, nie do końca rozumiem dlaczego kiedyś nie bliźniaki nie mogły czytać w myślach innym i musiały wymieniać się czakrą, a teraz już nie? Szkoda że Mintao nie potrafi zrozumieć tych dzieci, Junichi chyba jeszcze bardziej skoro jest taki rozpieszczony! To jest lekka przesada... aha, krótka rozmowa Sasuke z Naruto, a propos kto ma dziwniejszego syna też świetna :D
    Scena z Asuką i Hikarim mnie zaniepokoiła, skoro o nich piszesz to pewnie zaczną działać. Nie tak wyobrażałam sobie ich mistrza ale nie szkodzi, teraz jawi mi się jako taki obłąkany, który uzależnia dzieci od siebie i wmawia im że reszta świata jest zła, a oni są wybrańcami, normalnie jakiś przywódca sekty!
    A no i mam teorię, a w sumie rozwinięcie zeszłej, gdy Asuka myślała że Takako nie może dotknąć żadnej z psychotroniczek z wyjątkiem Oksu, od razu pomyślałam a dlaczego jej wolno?! No i tu pasuje moja teoria, jakby chcieli ich łączyć w pary żeby otrzymywać nowe moce, dlatego sobie postanowili że Takako będzie z Oksu, a dla Mei wybrali kogoś innego i dlatego ma status nietykalnej, tak sobie właśnie wykombinowałam, pasuje mi też to co powiedziała Asuka, że Shan byłby godny, może właśnie jej? w końcu go chyba nawet polubiła, skoro dała mu się pocałować, a ma ludzi za robactwo. To tyle z moich przemyśleć (od razu uprzedzam że nie zaakceptuję związku Shana i Asuki, moim zdaniem on by świetnie się spasował z Oksu, jej pomógłby o wszystkim zapomnieć, a ona byłaby zawsze przy nim, żeby dał sobie radę ze wszystkimi problemami. To taka moja uwaga i sugestia :)
    Wiem, że nie zdradzisz mi co będzie dalej ale proszę nie ignoruj też moich teorii, napisz po prostu tak jak kiedyś, że albo cię przerażam że tak zgaduję, albo że mi się pokręciło... no wiesz tak ogólnie :):) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skojarzenie z sektą jest świetne xD ja też sobie ich wyobrażam jako taką ześwirowaną sektę.
      co do drugiej teorii, hmm, zawsze mnie świetnie rozkminiasz, ale i tak nie do końca xD masz jednak, hmm, sporo racji i z bólem to przyznaję xD Boże, jesteś niesamowita!
      co do tego, że kiedyś bliźniaki nie mogły tak sprawnie posługiwać się mocą. to dlatego, że tak, jak mówił Naruto, moc się rozwija wraz z osobą. poza tym dzieciaki są pierwszymi przedstawicielami nowej generacji, więc ich moc nie jest idealna.
      zaczynam bać się twojego analitycznego umysłu xD
      trzymaj się xD

      Usuń
    2. Haha, dzięki :)
      Cieszę się, że nie zgadłam do końca, bo lubię niespodzianki, z drugiej strony podoba mi się to co wymyśliłaś(jeśli zgadłam) więc za każdym razem jestem zadowolona :D ale najbardziej mi zależy na tym żeby Shan był z Oksu, nie wiem czemu tak to sobie wbiłam do łba, ale się zaparłam, co prawda przywykłam do rozczarowań związanych z jego osobą, skoro nie będzie ShanxMei no ale wiesz jak jest, po prostu potrafię sobie tak realnie wyobrazić, jakby to mogło wyglądać, że aż się zachwycam xD To wszystko dlatego, że tworzysz tak realne postacie!
      W następnym rozdziale pewnie znowu znajdą następnego psychotronika, ale mam nadzieję że nie zaniedbasz innych, chciałabym więcej się o nich dowiedzieć; historia Faraona, Lali i Oksu, w sumie mało o nich było. no i ciekawi mnie co tam w Konsze, cieszy mnie że dodałaś fragment z Shimamurą i Sharoną, biedna... niech wreszcie znajdzie szczęście bo Shimamura nie da się tak łatwo zabić, ani jej nie zostawi :D
      Hmm skoro one są pierwszą generacją, to może będzie coś o następnej, no wiesz dzieci Mintao i Mayi itd, chociaż niestety nie zobaczę byakugana i sharingana razem, no trudno... trzeba przeboleć xD
      Nie mogę się doczekać następnej notki :D

      Usuń
    3. co to by było, byakugan i sharingan razem? o rany, jaka moc by z tego wyszła xD
      co do dzieciaków, to na wszystko przyjdzie czas, więc i na rozwinięcie każdej historii xD nikogo nie zaniedbamy xD większość wydarzeń nakręci się dopiero w Konosze, ale będzie się działo xD
      obiecuję, że nikogo nie zaniedbam xD

      Usuń
    4. No właśnie! Co by to było? Jest tyle możliwości :D:D:D
      O to się strasznie cieszę, no i powoli zyskuję pewność, że Cho-No-Ryoku-Sha ich nie ukradną, chociaż to dziwne że nic nie robią, żeby powstrzymać Naruto, chcą tylko jedną moc, ja chcę wiedzieć kogo! Co to za moc?! Tu mnie zaciekawiłaś, bo nie potrafię sobie wyobrazić, jeszcze dziwniejszej niż ma Junichi, moi zdaniem on będzie miał później ważną rolę, chociaż to jest takie nadpobudliwe dziecko, że trudno mi sobie wyobrazić, jak ma zrozumieć to wszystko.
      Chcę, żeby wrócili już do Konochy, chcę żeby znaleźli jeszcze więcej psychotroników! Mam sprzeczność!! No i co z Kazuo, skoro go porwali to chyba nie przejdzie na stronę Cho-No-Ryoku-Sha tylko będzie czekał na Mintao i resztę prawda? Ja chcę już wiedzieć!!!!!

      Usuń
    5. niestety, wszystko w swoim czasie xD to, ze Cho-No-Ryoku-Sha (CNRS xD) nic nie robią również ma swoje wytłumaczenie, w końcu mistrz Hikari jest spokojny, bo wszystko idzie zgodnie z planem. jeśli chodzi o najpotężniejszą moc, no to Junichi owszem, ma moc niezwykłą i potężną, ale... no właśnie, czy tylko on jeden może być tak niesamowicie potężny? nie, na świecie jest całkiem sporo potężnych psychotroników, zobaczcie w najbliższych rozdziałach xD

      i pamiętaj! NIC NIE JEST TAKIM, JAKIM SIĘ WYDAJE xD

      Usuń
    6. No dobra -.- tylko kiedy ten czas przyjdzie? może w ramach wakacji będzie taki bonus, więcej rozdziałów na miesiąc? ;D przepraszam że tak nalegam, ty tu masz problemy, studia itp a ja tylko o jednym, obiecuję się poprawić, ale zachłanna i tak będę, notki notki notki :D

      Usuń
    7. spokojnie, właśnie piszę następny rozdział i jestem już na dziewiątej stronie xD to dobrze rokuje, ponieważ trochę podgonię ze wszystkim i gdy przyjdzie czas na nową notkę, będę miała kilka rozdziałów xD jak mam zapas, to zawsze jest szybciej, jeden dodaję, inny dopisuję, a następny już czeka... gorzej, jak mi się zapasy kończą, bo wolno piszę (nie w sensie wolnego klikania, a wymyślania - to sprawdzić, to przepisać, to dodać, ująć, a bo ten wątek nie może wyjść za wcześnie, bo ktoś się za wiele domyśli xD), a jak do tego mam mało czau, to potem trzeba miesiącami czekać, aż coś złożę do kupy xD

      Usuń
    8. Ojeju! Już 9 stron? No to super :D to może się uda jakoś uczcić początek wakacji ;D chyba że Ty już swoje zaczęłaś? Życzę ciągłej weny :D

      Usuń
  2. Nareszcie! xD Pochłonęłam cały rozdział bardzo, bardzo szybko i już poprawiłaś mi humor i choć na chwilę (na okres czytania i pisania) zapomniałam o tym nieznośnym skwarze, który to panuję nawet tu na południu wśród gór xD Oczywiście problemami się nie przejmuj, jak to się mawia „jutro będzie gorzej” xD Przysłowie, które zarazem rozwesela i dołuję człowieka xD
    No to tak – błędy się zdarzyły, ale to zaledwie pięć i takich niewartych wypominania xD Bo, jak zapewne wiesz, piszesz niesamowicie i u ciebie czekam na nową notkę z największym utęsknieniem :) Wybacz, nie mogę się powstrzymać od niekomplementowania cię xD ach… napisz jakąś książkę xD może w końcu zacznę je czytać xD
    Do rzeczy, Jednak Faraon to nie taki rozdrażniony gówniarz, jak mi się wydawało :D Fajnie, że bez jakiś wrzasków i nawoływań wysłuchał Naruto – jakież to było dorosłe ;D Gruszka to taki nerwus, pewnie też dlatego nie został liderem tejże grupki bo w sumie Faraon jakoś wydaję się strasznie skromnym osobnikiem, dla którego ważne jest dobro przyjaciół – a tacy z góry są skazani na miano słabszych (przynajmniej psychicznie), czyż nie? xD Jeszcze apropos tej zapaści Mintao, hm to jest jakieś niepokojące, czyżby jego moc wkraczała na jakiś wyższy poziom i na nowo musi uczyć się jej kontrolować? Ciekawe co wtedy czuła Mei? Tak z innej beczki, ciekawe jak teraz wyglądają jej relację z Shanem ^^ To pytanie bardzo mnie trapi xD
    Shimamura jest taki fajny xD ach, tacy faceci tylko w opowiadaniach xD To jak ją pocieszał było takie pełne „ochów” i „achów” xD No i kolejne wyłonienie się kwestii klątwy na rodzie Uchiha, czuję, że to coś głębszego, znaczeniowego xD W końcu u ciebie wszystko ma później jakieś większe znaczenie, więc się go nawet doszukuję w pewnie zbędnych zdaniach xD
    Wracając do Naruto – ja uwielbiam twoje poczucie humoru, jest takie wyszukane ;D Junichi biegający na golasa po pokoju mnie rozbawił, biedna Lala, ale cóż, ona od początku dla niego była brzydka, co się przed taką będzie rozbierał i pokazywał coś czego sama nie ma xD jeszcze mu ukradnie (tak moja ciocia mówiła małemu kuzynowi, jak nie chciał się ubierać xD) :P no, ale argumentu nie lubię dziewczyn, bo nie mają siusiaków, wieki nie słyszałam xD więc rozbawiło mnie, jak cholera xD no i proszę Junichi ma nowych kolegów :D fajnie przynajmniej będzie miał w Konosze z kim broić i godnie zastąpią Shana, gdy postanowi udać się na emeryturę… dobra, nadzieja matką głupich, pewnie będzie ich szkolił xD – normalnie ci gratuluję, tak go wykreowałaś, że takie śmiałe wnioski mu wysuwam xD Sasuke to gbur, nawet to, że dzieciaki jedzą go irytuję xD a Junichi go chciał zestrzelić xD xD To by było nawet śmieszne xD ale propos, z tym jego chwaleniem się na temat łuku to to było rozkoszne xD ale i tak zgryźliwość Naruto „I mówi to ojciec Shana” mnie rozwaliła na łopatki xD Szkoda, że nie widziałam miny Sasuke na to xD Jak już mówiłam Faraon jest troskliwym liderem, ale jakoś tak myślałam, że nie będzie chciał zostawić przyjaciół – a jednak xD ale fajnie, z nim pewnie będzie zabawnie, razem z Junichim będą dokuczać Sasuke xD
    No i zaciekawiłaś mnie tym „godnym” w nawiązaniu do Shana :D Co oni planują, przecież Shan nie ma żadnych specjalnych mocy… kurde no, pisz szybko! Chcę wiedzieć! ;D
    Ilu jeszcze psychotroników planujesz tak w ogóle? xD
    Ja w każdym razie z niecierpliwością czekam na następny rozdział :D
    Pozdrawiam i życzę ogromu weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm, argument o braku siusiaków rozwala, wiem (ach ta skromność) xD
      Faraon będzie... hm, właściwie, to poznacie go bardziej za jakiś czas, póki co to tak niewiele można wywnioskować. Gruszka jest moim idolem, uwielbiam chłopaka i nie mogę się go doczekać w Konosze xD
      cóż, jeśli chodzi o Shana, to wcale bym się nie zdziwiła, jakby wziął tę bandę pod swoje skrzydła xD jeszcze do końca nie połatałam wszystkich relacji między psychotronikami, więc się zobaczy, jak to będzie. na razie wiem tylko, kto kogo nie bedzie lubił, ha ha xD oraz szczególnie lubił <3 reszta będzie się tworzyć w trakcie pisania xD
      pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nie masz pojęcia jak się cieszę, że w końcu dodałaś ten rozdział! Chciałabym napisać wszystko ładnie, po kolei, al enie mogę bo...

    SHARONA I SHIMAMURA! TAAAAAK! Boże w końcu się doczekałam, moja biedna zagubiona Sharonka z fatum Uchiha nad głową i ten zakochany w niej bez pamięci Shimamura. Oni musza być razem, no muszą! Już kolejnego faceta jej chyba nie zabijesz. xd

    A te dzieciaki są naprawdę genialne. I podobała mi się scena z Mintao, bo niby taki ułożony i inteligentny, ale jednak ktoś kto jest wychowany w praktycznie idealnym domu nie jest w stanie zrozumieć pewnych rzeczy. Nie mniej jednak współczuję mu strasznie, nie wyobrażam sobie co musi czuć osoba, która ma dostęp do myśli wszystkich osób dookoła. Tak w ogóle to Faraon kojarzy mi się z Konohamaru. (;

    Wiesz co, Junichi to tak rozpieszczony smrodek, ale jego teksty miażdżą. Chociaż szkoda, że w tym rozdziale nie znęcał się nad fujkiem.

    I teraz tak... Ja już nic nie rozumiem. Więc Cho-No-Ryoku-Sha myśli, że robi dobrze, doskonale wie, że Naruto im sprząta psychotroników i nic z tym nie robią bo... co? |Uważają, że Lala, Oksu i Faraon są im niepotrzebni? W przeciwieństwie do tego, o którym Suka rozmawia z mistrzem... I przy nim spotkają się te dwie grupy? Ja już nic nie wiem... Poza tym, że przez cały czas, od prologu NG zastanawiałam się jak chcesz połączyć wątek psychotroników z przepowiednią o Shanie. I nie mów mi, ze chcesz go przyłączyć do Cho-No-Ryoku-Sha! I w ogóle tak w pierwszej chwili sobie pomyślałam, że Shan się przecież nie zwróci przeciwko Mei, a potem do mnie dotarło, że Mei ma nietykalność. I teraz to ja już nic nie wiem, mózg mi jakoś tydzień temu wyparował i nic nie złączę w logiczną całość.

    Ech, no nic, pozdrawiam i życzę udanych wakacji! (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm, a jednak ta logiczna całość istnieje, ale obawiam się, że złoży się do kupy dopiero na końcu opowiadania xD to wszystko ładnie się nam ze sobą połączy xD

      ja tam uwielbiam to rozbestwienie Junichiego, w końcu ktoś musi być rozpieszczony, a on jest taki słodki, że nie sposób nie spełniać jego zachcianek. osobiście bałabym się mu sprzeciwić xD mały potworek xD

      ciszę się, że lubisz wątek Sharony i Shimamury xD ja też ich lubię,w ogóle, mam taką teorię, że facet to może skakać z kwiatka na kwiatek, ale jak już się porządnie zakocha, to koniec. wpadł na amen xD no więc Shimamura tak wpadł i koniec xD

      wątek z Mintao jest ważny, będzie miał znaczenie w dalszych rozdziałach.

      dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie xD

      Usuń
  4. Kurde, wczoraj nie miałam głowy, żeby przeczytać ten rozdział i dopiero teraz się zebrała do tego i... żałuję, że nie zrobiłam tego wczoraj >.< Bo moje poprzedniczki napisały już niemal wszystko to, co ja chciałam, no! A to jest smutne...

    Ogólnie Faraon to dla mnie takie trochę zmiksowanie Sasuke i Naruto. Bo jest dumny, rozsądny i świadomy swojej siły jak Uchiha, a zarazem trochę porywczy, niesamowicie oddany przyjaciołom i wychowany przez ulicę jak Uzumaki. I ogólnie rzecz ujmując, chyba go lubię :D

    I zaintrygowała mnie strasznie scena z Mintao i zaczęłam się nad nią intensywnie zastanawiać i... oczywiście nie doszłam do żadnych dobrych wniosków, bo Ciebie chyba nie da się przewidzieć >.< Ale tak sobie pomyślałam, że może on wchodzi na jakiś next level, hmm? I się też trochę przestraszyłam, bo jak na razie Mintao sobie z tym nie radzi i cicha myśl się pojawiła "i może sobie nie poradzi?" No chyba nam nie zeświruje, co? xd

    Junichi <3 Kocham tego rozpieszczonego bachora, niemal tak mocno jak Shana xd I jak Sasuke powiedział, że jest on najdziwniejszym dzieciakiem, jakiego kiedykolwiek widział, to normalnie jeszcze zanim przeczytałam odpowiedź Naruto, to dokładnie to samo pomyślałam. Shan jest boski! <3 Dlatego wspomnienie o nim przez Asuke było interesujące. Godny? Ale czego? Jak ja nie potrafię Cię rozgryźć... ale mam przeczucie, że to wyjaśnisz dopiero w tej trzeciej serii, o której wspomniałaś w wywiadzie, bo podobnież w niej Shan będzie głównym bohaterem :D (już się nie mogę doczekać!!!). No i na wspomnienie o kolejnym psychotroniku, tym najpotężniejszym, od razu do głowy mi wpadło, że to on będzie wybrankiem Mei, ha! Tak to sobie wymyśliłam :D Bo ona zasługuje na kogoś zajebistego, a Shan będzie z Oksu... proszę :)

    No, to życzę duuuuuużo weny na to opowiadanie i licze, że następna notka będzie nieco szybciej :)
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, co wy tą Mei swatacie z każdym, o kim się wspomni xD no ja wiem, że ona zasługuje na kogoś zajebistego, ale żaby tak się wszędzie jej chłopaka doszukiwać? xD

      co do trzeciej serii, będzie ona miała bardzo mało wspólnego z dwiema poprzednimi. w każdym razie większość wątków zakończy się w tej serii, a trzecia będzie... czymś zupełnie innym, w końcu już sam tytuł, "Pałac Możliwości" sugeruje, że trochę rozwiniemy możliwości i trochę się pobawimy xD

      Faraon jest spoko, ale i tak moim idolem jest Gruszka xD

      pozdrawiam!

      Usuń
  5. No w końcu. ja na prawdę tego nie rozumiem czemu ty robisz takie długie przerwy pomiędzy rozdziałami.nie powinnaś trzymać swoich czytelników w takiej niepewności. ale ty to ty i pewnie zawsze będziesz to robił.
    A więc, nie wie czemu, ale w pewien sposób polubiłam Faraona i jego ekipę. takie słodkie dzieci, i choć małe przeżyły więcej niż niektórzy dorośli. nie zazdroszczę im, ale podziwiam. Oczywiście Juunich powala. ten jego dialog o dziewczynach był po prostu bajeczny. chciałabym mieć takiego brata. wiedziałabym przynajmniej do kogo iść gdy będę miała zły humor.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Weszłam na Twojego bloga i zagadka pt. skąd te like'i pod postem sprzed dokładnie 4 miesięcy (aż musiałam sprawdzić;P Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to było tak dawno:o) została rozwiązana. xD Dziękuję za reklamę, ja polecam Twoje opowiadanie wszystkim zainteresowanym, bo uważam, że jest naprawdę genialne!^^ Jeśli robisz coś bezinteresownie, to po jakimś czasie to do Ciebie wróci ze zdwojoną siłą. Taka myśl dzięki Tobie zagościła w moim nie do końca zrównoważonym móżdżku. Być może troszkę przesadzam, ale już tak mam, że cieszę się małymi rzeczami. xD

    Co do rozdziału...doczekałam się! xD Nawet nie wiesz, jaki miałam rogal na twarzy, kiedy weszłam na Twojego bloga i pierwszym, co zauważyłam, był napis "sobota, 22 czerwca 2013" Notka jak zwykle boska!xD Jest tylko jeden problem, poczułam się gorsza, bo nie mam siusiaka...nie wspominając o tym, że Junichi oprócz siusiaka ma jeszcze łuk, którym może sobie bezkarnie atakować fujka Sasuke. Wprowadzasz czytelników w kompleksy, jak możesz?! ;P
    Biedna Lala...też się wkurzam, jak ktoś mi rozwala włosy:(
    Waleczny team Faraona <3 Miałaś świetny pomysł z ukazaniem ich podobieństwa do Naruto i Sasuke z dzieciństwa. Mintao, który nie rozumie ich wyborów i wspomnienia jego ojca.
    Koniec rozdziału mnie zaintrygował. Czego oni chcą od Shana?:o

    Czekam na kolejną notkę! xD
    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam,
    Tsubaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja dziękuję za polecenie mojego bloga, to była miła niespodzianka, kiedy przez przypadek znalazłam Twoją stronkę xD
      cieszę się, że rozdział Ci się podobał xD również pozdrawiam xD

      Usuń
    2. Dzięki Tobie wpadłam na pomysł, żeby zrobić na stronce spis blogów o Naruto, głównie o NH i SS. Parę osób poprało ideę, więc w najbliższym czasie muszę to jakoś ogarnąć. Oczywiście chciałabym zamieścić tam link do Twojego bloga, jeśli nie masz nic przeciwko. A nie masz, prawda? xD
      Tsubaki

      Usuń
  7. Kuurcze, rodzial byl taki swietny i w sumie nie ma co już pisac, bo wszystko co mialo być napisane zostalo powiedziane przez moje poprzedniczki ; ) Super, że umiescilas tutaj fragment z Sharona i Shimmamura, poza tym strasznie zaintygowala mnie ta rozmowa Asuki i jej mistrza-zwlaszcza ten fragment o Shanie...Swoja droga jak już mowimy o nim to nadal troche nie mogę przebolec tego że nie chcesz Shan x Mei...Coz to by było za polaczenie : D
    Pozdrawiam i zycze weny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, że się czepiam, ale dopiero teraz zwróciłam uwagę. Podczas rozmowy Shimamury i Sharony Shimamura mówi: "zamiast cofać się do tyłu" no więc chciałabym zwrócić uwagę, że do przodu się nie da xP Przepraszam za moją upierdliwość. A tak poza tym to podoba mi się nowy obrazek na blogu, no i przeczytałam wywiad z autorką :D Taaa na pewno byś powiedziała z kim będzie Shan gdyby ci nie przerwał xD A właśnie, ale powstanie Pałac Marzeń? Proszę, proszę, proszę :)
    Obiecuję że już się nie doczepię do żadnego błędu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, miał być Pałac Możliwości, sorry xD

      Usuń
    2. taaak... a fachowo się to nazywa pleonazm xD
      i teraz co my tu mamy z nim zrobić, czy go zostawić, bo błąd to rzecz ludzka i Shimamura mógł tak powiedzieć, czy z racji, że jest "geniuszem", takie błędy językowe mu nie przystoją... hmmm... xD

      co do Pałacu, to nie wiem. serio, nie wiem, jak to będzie z moim czasem na takie głupotki w przyszłości. ja chciałabym, by powstał. baaardzo xD

      upierdliwość to pozytywna cecha xD

      Usuń
    3. myślę, że wygrał status geniusza xD w końcu Sasuke by tak nie powiedział, prawda? w przeciwieństwie do Naruciaka xD ale Naruciak to Naruciak xD

      Usuń
  9. Jej, dzięki xD obiecuję że to był pierwszy i ostatni raz :D
    No wiesz "dla chcącego nic trudnego" więc mam nadzieję że ci zapał nie przejdzie. To jest jedyny blog o Naruto w przyszłości który czytam, było kilka innych ale wszystkie były tak sentymentalne, stawały się coraz nudniejsze, a do tego postacie były mało realne. Tutaj tak nie ma, pasuje mi dosłownie wszystko: fabuła, każdy wątek, bohaterowie i przebieg wydarzeń, dlatego nie chcę żeby to się skończyło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też byłoby jakoś pusto, gdyby nagle się skończyło xD tyle lat z bohaterami, wolałabym, żeby to trwało jak najdłużej xD pamiętam jak na onecie pod którymś z pierwszych rozdziałów rozmawiałam z jedną z czytelniczek, że fajnie by było dotrwać do Nowej Generacji, bo to w sumie o tę część chodzi w całym blogu, a tu o, przekroczyliśmy połowę NG xD

      Usuń
  10. Tylko pytam... czy planujesz że Mei spotka tego jedynego?

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,
    tak, tak masz rację... kurcze nic się nie ukryje ;D
    przyznam się bez bicia ;] jeszcze kilka rozdziałów mi brakuje do wyrównania.... (ale ostatnio mam strasznie bardzo mało czasu na czytanie i ledwo wyrabiam się, a czasami nawet nie, tam gdzie nie musze nadrabiać zaległości...)
    ale podtrzymuję zdanie, opowiadanie jest fantastyczne, cała historia bardzo mnie wciągnęła...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam na Krytyczną Biel po dobiór zamówionego szablonu. Znajdziesz go w poście nr 166.
    Pozdrawiam, Shayen.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na Krytycznej Bieli pojawiła się poprawa szablonu, zapraszam.
    Pozdrawiam, Shayen.

    OdpowiedzUsuń