wtorek, 18 grudnia 2012

NG rozdział 23

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec…
J. Tuwim


- Tato! – wrzasnął Mintao.
              Zamarłem, porażony pięknem, gdy jej postać znalazła się tuż przede mną, tak blisko, że jej nagie piersi prawie dotykały mojego torsu. Dotknęła mojego policzka delikatną, wąską dłonią o długich, zadbanych paznokciach.
- Bez urazy – wyszeptała. – Też jesteś niczego sobie…
              Przysunęła się do mnie, szczerząc zęby, najwyraźniej z zamiarem przegryzienia mi gardła, lecz nim jej usta dotknęły mojej skóry, siedzący na moich ramionach Junichi wyciągnął rączkę.
- Jesteś brzydka! – zawołał i nim dziewczyna zdążyła zareagować, dotknął jej czoła swoją rączką.
              Dziewczyna wrzasnęła, wygięła się do tyłu, a oczy wyszły jej na wierzch z bólu, po czym padła na ziemię, a wraz z nią więżące nas rośliny. Las jęknął zbiorowo, jak zranione stworzenie, a wszystkie drzewa dookoła nas cofnęły się o kilka centymetrów.
              Kolana mi zmiękły i z jękiem osunąłem się na ziemię, obok nieprzytomnej, nagiej dziewczyny, czując jak lekko drżę. Junichi pisnął i złapał mnie za szyję.
- Tatusiu! – wykrzyknął.
- Tato, w porządku? – zawołał Mintao i rzucił się do mnie. Zaśmiałem się, rozładowując stres.
- Tak, tak… – odparłem, oddychając głęboko, jednocześnie ściągając małego z ramion. Przytuliłem synka, zerkając na stojących obok mnie Mintao i Sasuke. Wstałem i we trzech spojrzeliśmy na nagą dziewczynę, leżącą u naszych stóp. Lala wyglądała na niewiele starszą od Mintao.
- Mam brudne myśli – wyznał Sasuke, a ja i mój starszy syn, po krótkiej chwili zdumienia, jednocześnie ryknęliśmy śmiechem. Pokręciłem głową.
- Lala jest niezła – przyznałem, ściągając z siebie kurtkę. Zarzuciłem ją na ciało dziewczyny, a potem podrapałem się po czuprynie. – I co my z nią teraz zrobimy? – zapytałem.
- Poczekajmy, aż się ocknie – powiedział Sasuke, wzruszając ramionami.
- No tak, chodzi mi o to, co dalej… Hm, Mintao, co wyczytałeś z jej myśli?
- Że pragnie nas zabić… – odparł syn z lekkim zażenowaniem, stojąc bokiem do nieprzytomnej i najwyraźniej starając się nie patrzeć. Na jego policzki wpełzł zdradliwy rumieniec sugerujący, że nie mówi całej prawdy. Mintao zerknął na mnie. – Znaczy… nie chcę powtarzać wszystkiego – usprawiedliwił się. – Nie mogłem jej powstrzymać, ponieważ jej wola była jednocześnie wolą całego lasu. To zbyt duży obszar do ataku, nie dałem rady, nie spodziewałem się, przepraszam…
- My sami byliśmy… oszołomieni – powiedziałem z uśmiechem, a Uchiha zachichotał zupełnie, jakby nie był Uchihą. – Tak więc nikt cię nie wini.
- Kiedy tamten facet mówił o czarownicy – zaczął Sasuke, wskazując dziewczynę – nie spodziewałem się, że będzie… TAKA!
              Junichi pociągnął mnie za nogawkę od spodni.
- Tatusiu, ta pani jest brzydka! – zawołał, a Sasuke ponownie parsknął śmiechem.
- Cóż, synu, również i w tym wypadku tatuś ma odmienne zdanie…
- Tato! – ofuknął mnie Mintao.
- No co? – obruszyłem się. – Ja tylko stwierdzam oczywisty fakt, przecież widać!
              Sasuke znów się zaśmiał, a Mintao obrócił, obruszony i odszedł sobie kawałek. Mój młodszy syn podniósł z ziemi jakiś patyk i szturchnął dziewczynę w ramię. Jęknął zawiedziony.
- Kiedy się obudzi? – spytał, wlepiając we mnie oczy.
- Hm, pewnie wtedy, kiedy wstanie. Junichi, pobiegaj sobie za robaczkami…
- Mogę?! – ucieszył się mały, a gdy skinąłem głową, natychmiast odbiegł.
              Pochyliłem się nad naszą pięknością, ująłem jej ręce i na w razie co związałem je z przodu. Potem usiadłem w wydeptanym przeze mnie miejscu, patrząc na Lalę. Jej zielone włosy miały kolor trawy, gładka, opalona cera przypominała jedwab. Naprawdę była najpiękniejszą z istniejących kobiet, nawet moje Oiroke jej nie dorównywało.
              Sasuke usiadł obok mnie.
- Podejrzewam, że ci, którzy zginęli z jej ręki, nie mieli do niej aż tak strasznej pretensji – powiedział i teraz to ja parsknąłem śmiechem. Z Sasuke wyłaził mały zboczuszek…
              Siedzieliśmy tak jakiś czas, dowcipkując, a potem wraz z moimi synami zjedliśmy późny obiad. Dziewczyna wciąż była nieprzytomna i pomyślałem sobie, że Hinata nigdy by nie przewidziała, że już na wstępie Junichi uratuje nam życie.
              Powoli zbliżał się zachód i w końcu dziewczyna zaczęła się poruszać, mrucząc przez sen. Zbliżyliśmy się i stanęliśmy wokół niej, czekając, aż się obudzi. Niedługo potem dziewczyna jęknęła coś niezrozumiale, po czym uniosła się nieco, opierając o ziemię związanymi dłońmi. Moja kurtka osunęła się nieco niżej, odsłaniając duże, kształtne i opalone piersi dziewczyny. Mintao znów stanął bokiem, patrząc w ziemię.
              Fioletowe, wielkie oczy podniosły się na nas, a potem zaraz opadły spojrzeniem ku ziemi. Dziewczyna złapała skraj kurtki i zasłoniła się nim.
- No proszę – powiedziałem do zawstydzonej zielonowłosej – a więc to ty jesteś tą sławną czarownicą? – zapytałem.
- Nie próbuj tej sztuczki – odezwał się Mintao w stronę ziemi. – Nie masz póki co siły, by zawładnąć choćby źdźbłem trawy. Znów zemdlejesz.
- Zawładnąć? – zapytałem, a Mintao przytaknął.
- Jest psychotronikiem, tak jak podejrzewaliśmy. Mieszka w tym lesie, ale ma kłopoty…- Mintao zaśmiał się. – Ja i Mei wymieniamy się chakrą, kiedy musimy. Ona, by móc korzystać ze swojej mocy i móc kontrolować cały ten las, potrzebuje chakry. Dlatego atakuje ludzi, cały czas czuje niedobór, bo za dużo na siebie wzięła. Jeszcze trochę i pewnie by się zabiła.
              Dziewczyna spojrzała na niego.
- Skąd to wszystko wiesz?! – warknęła agresywnie. Przykucnąłem, by moje oczy znalazły się na równi z jej.
- Mój syn Mintao jest równie uzdolniony, co ty – powiedziałem. – Witaj.
              Jej niezwykłe oczy skupiły się na mnie, lecz zaraz przeniosły na Junichiego, który trzymał mnie za rękaw.
- To mój drugi syn, Junichi. Jeśli cię to zastanawia, on także jest niezwykle uzdolniony i miałaś okazję poczuć to na własnej skórze.
              Dziewczyna zadrżała. Zerknęła na mnie.
- Ja nazywam się Uzumaki Naruto, a ostatnio członek naszej drużyny to Uchiha Sasuke – fioletowe oczy skupiły się na czarnowłosym, a na jej usta wpełzł lekki uśmiech. Mintao zakrztusił się własną śliną. – Pochodzimy z Konohy.
- Czego chcecie?– zapytała, ponownie skupiając się na mnie. – Czemu nie uciekliście, gdy byłam nieprzytomna?!
- Ponieważ jesteśmy tu dla ciebie – odparłem, a ona zmarszczyła brwi. – Jesteśmy tu, ponieważ Konoha chciałaby objąć ochroną psychotroników, mieszkających na terenie Krainy Ognia.
              Dziewczyna roześmiała się kpiąco.
- Co to znaczy, objąć ochroną?! – zapytała ostro.
- Nie wiem czy wiesz, ale po kraju krąży organizacja zwana Cho-No-Ryoku-Sha – zacząłem wyjaśniać.– Siłą wciela ona w swoje szeregi osoby, które posiadając moce takie, jak twoja…
- Jest więcej takich osób? – Była zdumiona tą informacją.
- Tak, Mintao i Junichi są tacy. W Konosze mieszkają jeszcze dwie takie osoby. Na całym świecie może być ich całkiem sporo…
- I czego ta… ta organizacja chce?
- Tego jeszcze nie wiemy. Posługuje się ona nieuczciwymi metodami, przeważnie przemocą. Konoha pragnie nie dopuścić do tego, by Cho-No-Ryoku-Sha wykorzystywało osoby niewinne.
- Mam więc rozumieć, że Konoha chce mnie zwerbować prędzej, niż tamci? – zapytała, a ja skrzywiłem się.
- Konoha pragnie was chronić, nie werbować.
Dziewczyna zerknęła na Sasuke.
- Chcecie, bym… bym co, tak właściwie?
- Przyłączyła się do drużyny, którą kompletuje Konoha – odparłem szybko. – Dla własnego bezpieczeństwa.
              Dziewczyna zagryzła dolną wargę i znów zerknęła na Sasuke. Wydawało mi się, że to jej spojrzenie jest jakieś trochę podejrzane. Mintao chrząknął, rzucając mi szybkie spojrzenie i wszystko stało się jasne. Lala miała coś do Sasuke.
- Chcecie, bym z wami poszła do Konohy? – spytała.
- Nie od razu, na początek mamy zamiar się wybrać w podróż, aby odnaleźć innych psychotroników. Chcemy, być z nami wyruszyła – powiedziałem. Lala przyglądała mi się chwilę, zastanawiając się nad moimi słowami. Znów rzuciła krótkie spojrzenie stojącemu nad nami Sasuke.
- Dobrze – powiedziała, wzruszając wąskimi ramionami, po czym wyciągnęła ku mnie związane ręce, znów bez krępacji pokazując na swoje piersi. Wyjąłem kunai, starając się nie gapić, choć wzrok odruchowo uciekał mi w stronę jej klatki piersiowej. – I tak nie mam tu nic lepszego do roboty.
- Ostrzegam, że to nie będzie łatwe… – zauważyłem, uwalniając jej dłonie.
- Zawsze to jakaś przygoda – odparła, po czym wstała śmiało. Moja kurtka całkowicie opadła na ziemię, a my we trzech automatycznie obróciliśmy się tyłem do niej. Mintao rozkaszlał się i musiałem poklepać go po plecach.
- Eeem, Lala – powiedziałem, chrząkając cicho. Mój najmłodszy syn stał przodem do dziewczyny i gapił się na nią, przez co na policzkach mojego starszego syna pojawiał się coraz soczystszy rumieniec. W końcu umysłem Junichiego mógł widzieć wszystko tak wyraźnie, jak sam maluszek. – Czy mogłabyś się, em… ubrać?
- Nie mam żadnych ubrań – odparła śmiało. – A co, nie podobam wam się? – zapytała bezczelnie. Mintao znów się rozkaszlał.
- Słuchaj, em… jesteśmy trochę tak jakby… zakłopotani – powiedziałem i w tym samym momencie poczułem, jak szczupłe ramiona dziewczyny oplatają moją szyję. Jej nagie ciało przylgnęło do moich pleców.
- Bardzo lubię – szepnęła mi do ucha – kłopotać mężczyzn, a zwłaszcza tak przystojnych…
- Masz tu ubrania! – zawołał Mintao, wyszarpując coś ze swojego plecaka. Wcisnął jej w ręce zwitek swoich ciuchów, a potem natychmiast się obrócił. – Ubieraj się i zostaw mojego ojca!
- Ou… mamusia będzie zazdrosna?! – zapytała Lala, chichocząc pod nosem. Nie oglądałem się, czując, jak ja również zaczynam się rumienić. Wciąż czułem jej oddech na uchu.
              Mintao obrócił się ku niej gwałtownie, celując w nią palcem.
- Słuchaj, ty zielonowłosa wywłoko! – zawołał, a ja i Sasuke wytrzeszczyliśmy na niego oczy. – Ubieraj się i zamknij tę krzywą paszczę, albo przysięgam, powyrywam ci te twoje kudły jeden po drugim! A wy! – Mintao obrócił się ku nam i teraz to w nas wycelował oskarżycielski palec. – Jeszcze jedna głupia myśl na temat tej pindy, a po pierwsze, idę do mamy, po drugie, do cioci Sakury, a po trzecie, do Mayi!
- Mei! – wykrzyknąłem, wpatrując się w nieprzytomnie oczy mojego syna. – Miałaś tak nie robić!
- Mam was na oku – powiedziała moja córka złowieszczo i nagle Mintao drgnął, nabierając głośno powietrza. Na jego policzki i szyję wpełzła jeszcze głębsza czerwień.
- M-Mei nie polubiła koleżanki – szepnął, obracając się tyłem do nas. Nawet uszy miał czerwone, zasłonił sobie usta dłonią. Zerknąłem na Lalę, która stała, nareszcie ubrana, w granatowe rybaczki Mintao oraz jego czarną koszulkę.
- Właściwie, to jak masz na imię? – zapytałem, a ona uśmiechnęła się do mnie zalotnie.
- Jestem Cheko – powiedziała, składając usta w dziobek.
- No dobra – odezwał się nagle Sasuke. – Skoro Lala się ogarnęła, to chyba możemy stąd iść, prawda? – zapytał, patrząc na mnie ponuro. – Nie uśmiecha mi się spać na ziemi, wolę łóżko.
- I pewnie wolisz nie być w nim sam? – zagruchała dziewczyna, wieszając mu się na ramieniu. Sasuke spojrzał na nią jak na insekta, który na nim usiadł. – Mogę dotrzymać ci towarzystwa.
- Wybacz, mała… – Sasuke odczepił jej ręce od swojego ramienia i cofnął się – ale mam córkę starszą od ciebie.
- A więc jestem idealną kochanką! – zaszczebiotała, a ja zaśmiałem się głośno.
- Lepiej niech Lala da sobie spokój, Uchiha zawsze był obojętny na kobiece wdzięki.
- Lala? – Sasuke spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
- Sam piałeś „uuu la-la” – stwierdziłem, wzruszając ramionami. – Szkoda by było zapomnieć.
- Idiota – prychnął Uchiha, ale uśmiechnął się pod nosem.
              Lala przestąpiła z nogi na nogę, splatając ręce na obfitej piersi. Nawet w męskim stroju wyglądała po prostu uroczo, długie, proste włosy spływały na jej wąskie ramiona, sięgając połowy pleców. Rybaczki mojego syna opinały szerokie biodra i idealnych kształtów pośladki, a koszulka kryła wąską talię. Nagle przypomniała mi się Hinata, ubrana w moją koszulkę pewnego poranka w moim starym mieszkaniu…
- Jeśli teraz wyjdziemy, jeszcze przed zmrokiem dotrzemy do wioski za lasem… – odezwał się Uchiha.
- Gdzie? – zapytała ostro Lala, a Sasuke westchnął, jakby miał do czynienia z idiotką.
- Do wioski na wschód stąd – rzekł, ręką wskazując odpowiedni kierunek. – Tam przenocujemy.
- Nie chcę tam iść! – zawołała dziewczyna, patrząc na nas wściekle. – Ci wieśniacy są bandą zacofanych idiotów! Nie chcę ich widzieć!
- Lala, nie bądź dzieckiem, my tylko… – zacząłem, a dziewczyna pokręciła głową.
- Nie ma mowy, nie idę tam!
- Lala…
- Nie! Banda idiotów!
              Dziewczyna rzuciła się do ucieczki, a my za nią, lecz w tym samym momencie coś nas podcięło i we trzech runęliśmy na ziemię, twarzami w trawę. Zakląłem szpetnie i sięgnąłem do kostek, które oplotło jakieś zielsko. Próbowałem je zerwać, ale było zbyt mocne, wiec idąc za przykładem Sasuke, który klął na czym świat stoi, wyciągnąłem kunai i przeciąłem więzy. Junichi chichotał, widząc, jak próbujemy się uwolnić, a gdy nam się to udało, zaczął klaskać. Mój młodszy syn nie rzucił się w pogoń, więc nic go nie zaatakowało.
- I gdzie ta głupia pobiegła?! – warknął Sasuke w kierunku Mintao. – Czemu w ogóle musimy użerać się z taką kretynką?!
- No faktycznie, leci na ciebie, wiec naprawdę jest kretynką – stwierdziłem, chichocząc, a Sasuke cisnął we mnie kunai, przed którym się uchyliłem. Junichi zaklaskał jeszcze mocniej. – Mintao? – zwróciłem się do syna, wciąż osłaniając głowę.
- Ona się boi – odparł mój syn, szukając czegoś w plecaku. Wyjął wodę, napił się, po czym dał pić małemu. – Wieśniacy naprawdę nie byli dla niej zbyt mili, ona ich nienawidzi…
- Nie możemy jej zostawić – mruknąłem, przeciągając się. – Więc idziemy, złapiemy ją i powiemy, że nie pójdziemy do wioski. Chodźcie. Junichi, wskakuj tacie na barana! – zawołałem, kucając. Junichi wdrapał mi się na plecy i objął moją szyję. Zerknąłem na Sasuke i mojego starszego syna, którym jakoś się nie kwapiło, by odnaleźć Lalę.
- Co jest? – zapytałem, a oni obaj jednocześnie wzruszyli ramionami.
- Nie chcę słuchać jej myśli – rzekł Mintao.
- Nie cierpię takich kobiet – powiedział Sasuke w tym samym momencie.
- Doprawdy? To z jakimi kobietami ty się zadajesz, bo ja żadnej takiej nie znam – odpowiedziałem zgryźliwie, a Uchiha cisnął we mnie swoim butem, przed którym również się uchyliłem. – Mi tam Lala wydaje się całkiem sympatyczna – powiedziałem, patrząc jak Sasuke skacze na jednej nodze w stronę swojego buta.
- Tobie każda goła laska wydawałaby się sympatyczna – odparł Uchiha. – Twoje Oiroke no Jutsu też było sympatyczne. Cały świat… – Sasuke wciągnął na nogę swojego buta, śmiesznie podskakując – …jest sympatyczny!
              Ja i Mintao wymieniliśmy spojrzenia. Postukałem się w czoło.
- Wujkowi odbiło – wyjaśniłem dzieciom. – Miał za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Idziemy czy nie? – warknął Uchiha w naszą stronę.
- Idziemy, idziemy. Mintao, prowadź – wskazałem synowi kierunek, w którym uciekła dziewczyna, a on ruszył przodem z kunai w ręku.
              Teraz w ogóle nie mieliśmy ścieżki, musieliśmy przedzierać się przez krzaki i wkrótce potem to Sasuke wysunął się na przód ze swoją kataną, bo chaszcze rosły po prostu zbyt gęsto.
              Dziewczyna miała mało sił, ale wciąż była gotowa utrudnić nam pościg, podcinając nas korzeniami drzew lub sprawiając, że cienkie gałązki chlastały nas po gołych łydkach i ramionach. Podejrzewałem, że gdyby nie fakt, że mój młodszy syn potraktował ją swoją mocą, to najprawdopodobniej las Lali nie byłby wobec nas taki delikatny. Jej moc była potężna, nie dało się tego ukryć, w końcu panowała wcześniej nad każdą rośliną w tym lesie. A tych rośliny były miliony.
- W takim tempie nigdy jej nie znajdziemy! – zdenerwował się Sasuke, tnąc zastępujące nam drogę chaszcze.
- Wciąż ją słyszę. – Mintao popukał się palcem w czoło. – Teraz jest lepiej, ponieważ Junichi, pozbawiając ją chakry, zerwał jej więź z lasem. Teraz jest czymś w rodzaju dużej plamy, poruszającej się w morzu ciszy.
- No – mruknąłem, dotykając dłonią drzewa, które mijałem. – Więc sprawa prosta.
              Coś na tym drzewie poruszyło się, więc odskoczyłem gwałtownie, wyciągając kunai, a lewą ręką łapiąc Junichiego za nóżkę. Drzewo drgnęło, zafalowało i nagle otworzyło się, niczym dwuskrzydłowe drzwi, a z jego wnętrza wypadły… zwłoki. Junichi krzyknął, a ja szybko podniosłem rękę i zasłoniłem mu oczy dłonią.
- Co to jest?! – wykrzyknąłem zdumiony. Mintao podszedł do trupa i przekręcił go na plecy, ponieważ ten padł twarzą w ściółkę leśną.
              Był to mężczyzna, ubrany w ciemne ciuchy. Jego ciało doskonale się zachowało, ponieważ było zupełnie suche. Skóra ciasno opinała kości, przez co jego twarz przypominała czaszkę, a palce u dłoni miał cienkie jak patyki.
- Em… czy to ofiara Lali? – spytałem Mintao, a on spojrzał na mnie i wzruszył ramionami.
- Nieźle – stwierdził Sasuke. – To jakaś świrnięta wampirzyca.
- Co z nim robimy, wypada go pochować – zaproponował Mintao.
- Chodźmy stąd, chodźmy, boję się! – zawołał Junichi.
- Może włóżmy go w to drzewo… – mruknąłem. – To trochę jakby grób, nie?
- Boję się! – zawołał znów mój synek. Ściągnąłem go z ramion i mocno przytuliłem, po czym dałem znak Mintao i Sasuke, by sprzątnęli ciało, a sam oddaliłem się z Junichim. Tamci dwaj podnieśli wyschniętego trupa i wepchnęli go w szczelinę we wnętrzu drzewa, po czym wszyscy razem wyruszyliśmy za Lalą.
              Przedzieraliśmy się przez las, walcząc z nim, chyba z godzinę, aż w końcu ją znaleźliśmy. Leżała nieprzytomna przy jakimś drzewie, wyglądała na zmęczoną. Mintao ukucnął przy niej i sprawdził jej puls.
- Mówiłem, że jest zbyt słaba i że zemdleje, jak będzie próbować swoich sztuczek – powiedział, kręcąc głową. – Nic jej nie jest, musi się wyspać i najeść, zregenerować siły. Długi odpoczynek i porządny obiad, tego jej trzeba – zawyrokował nasz lekarz, podnosząc się na nogi.
- I pewnie jeszcze kogoś, w kogo mogłaby wbić kły – zażartował Sasuke, a ja rzuciłem mu karcące spojrzenie, bo synek przylgnął do mnie, drżąc.
- Sasuke, weź ją na ręce – powiedziałem do Uchihy, a on zmarszczył nos.
- Czemu ja?! – zapytał wściekle.
- Bo ja niosę Junichiego, a Mintao to dzieciak.
              Sasuke westchnął, chyba nie chcąc się ze mną sprzeczać, po czym podniósł dziewczynę z ziemi. Odnaleźliśmy właściwy kierunek i ruszyliśmy.
              Mintao co jakiś czas sprawdzał stan dziewczyny, ale ten był stabilny. Lala spała równo w ramionach niezadowolonego Uchihy, jej długie, zielone włosy falowały przy każdym ruchu. Jak na kogoś, kto za dom miał las, wyglądała na całkiem zadbaną i bardzo ładnie pachniała. Ubrana w męskie ciuchy ucieleśniała fantazje… I te jej wielkie cycki…
- Tato! – zawołał Mintao, a ja wywróciłem oczami.
- To tylko niewinne spostrzeżenia! – zawołałem. – Zapewne sam masz podobne.
- Ja mam Mei w głowie – warknął. – Przestańcie, bo zwariuję. Obaj! – zawołał do mnie i do Sasuke, a my zachichotaliśmy zgodnie.
- A tak w ogóle, jak ją oceniacie? Myślicie, że jest niebezpieczna? – zapytałem, zerkając na drobną dziewczynę w ramionach Uchihy. Ten wzruszył ramionami.
- Nie wydaje mi się – rzekł, patrząc na jej twarz.
- Piła krew, ponieważ cierpiała na brak chakry – powiedział Mintao. – Wyczytałem to z jej myśli, dlatego chciała nas zaatakować. Las zrobił się zbyt duży i brakowało jej energii, by kontrolować go w całości. Jeśli nie będzie kontrolować tylu roślin naraz, nie będzie odczuwać zmęczenia i nie będzie czuła „głodu”.
- Tatusiu, bądźcie cicho – wyszeptał mój syn sennym głosem. – Będę spał.
- Dobrze, kochanie – powiedziałem, głaszcząc go po kolanie. Junichi wtulił twarzyczkę w moje włosy. – Już będziemy cichutko.
              Junichi mruknął coś przytakująco i chwilę później zaczął pochrapywać. Szliśmy w milczeniu poprzez ciemny las, chcąc się z niego wydostać. Już nic nie stawiało nam oporu, więc przejście było łatwiejsze.
              Aż w końcu wydostaliśmy się na otwartą przestrzeń. Było już ciemno, niebo upstrzone było miliardami gwiazd. W oddali majaczyły światła wioski, do której nie chciała iść Lala.
- Cóż, nie zrobimy jej na umyślnie, prawda? – zwróciłem się szeptem do Sasuke i mojego syna. – Rozbijemy tu obóz?
- Niech będzie – westchnął Sasuke, kładąc dziewczynę na ziemi. – Ramiona mi ścierpły.
- Przecież to tylko z pięćdziesiąt kilo! – zawołałem, wskazując śpiącą Lalę. Uchiha olał mnie totalnie, tylko odszedł na bok i zaczął zbierać chrust na ognisko, podczas gdy ja położyłem śpiącego Junichiego na kocyku, który wyjął Mintao.
              Niedługo potem siedzieliśmy przy ogniu, a obóz był już całkowicie rozłożony. Mintao zdawał mi relację z tego, co działo się dziś w Konosze, a ja przekazywałem mu instrukcje dotyczące niektórych niedokończonych spraw, które zostawiłem w rękach Shikamaru, Bana i, niestety, Shana. Młody Uchiha podchodził do swoich obowiązków dość lekko i póki co, to tylko uciekał i trzeba go było siłą sprowadzać do biura. Mei zajmowała się Shimamurą, który miał trochę pomóc w dziale analiz, zanim ktokolwiek dopuści go do leżącej w szpitalu Shar. Maya miała się nawet dobrze, choć była cichsza i spokojniejsza niż wcześniej, o ile w ogóle to możliwe.
              Lala ocknęła się w sam raz na przygotowaną przez Sasuke kolację. Gdy zerwała się i zobaczyła, że znów ją złapaliśmy, chciała dać dyla, ale udało mi się ją powstrzymać, przewracając na ziemię i przygważdżając do niej. Dziewczyna zaczęła się drzeć.
- Gwałcą!!! – wydarła się, ku mojemu zdumieniu, w ogóle się nie szarpiąc. – Gwałcą? – zerknęła na mnie z nadzieją. Palnąłem się w czoło.
- Wybacz, nie mam zamiaru cię obrazić, ale nie – powiedziałem, wstając, po czym wyciągnąłem rękę i pomogłem jej podnieść się na nogi. Wstała, otrzepała ciuchy Mintao i spojrzała na mnie spod byka.
- Czego w ode mnie chcecie? – zapytała wrogo, odrzucając na plecy wachlarz swoich zielonych włosów.
              Nabrałem powietrza, by się uspokoić, a potem wypuściłem je z płuc.
- Już mówiłem, chcemy cię ochronić przed Cho-No-Ryoku-Sha – powiedziałem spokojnie. – Nie zdajesz sobie sprawy…
- Postaw sprawę jasno! – zawołał Uchiha, wciąż siedzący przy ogniu. – Albo lalka idzie, albo zostaje i czeka na świrów, którzy wezmą ją siłą, przy okazji pewnie paląc ten cały las! – zawołał zły. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Pański przyjaciel bardzo mi się podoba – szepnęła do mnie, trzepocząc długimi rzęsami.
- Sasuke jest żonaty – powiedziałem dla pewności. Uśmiechnęła się.
- A co to przeszkadza? Nie ma wagonika, którego nie można odczepić – powiedziała przekornie.
- No, żeby ci Sakura nie odczepiła głowy od tułowia – ostrzegłem ją, a potem potrząsnąłem głową. – To jak, idziesz z nami?
- Tak – odpowiedziała. – Nim minie ten spacerek, pani Sakura nie będzie już Uchiha.
- Nie uda ci się – szepnąłem, uśmiechając się kpiąco. – Już nie takie Uchiha spławiał.
- Zobaczymy – powiedziała, pewna siebie i wyciągnęła rękę. Uścisnąłem ją, pewien zwycięstwa w zakładzie.
              Wyminęła mnie i balansując biodrami, zbliżył się do Sasuke, który zmrużył oczy na jej widok. Nie słyszał, o czym rozmawialiśmy, wiec zerkając na Mintao przekazałem mu myśl, by potem uprzedził Uchihę, że nasza Lala wzięła go na celownik. Jeszcze tego brakowało, żeby przez moją misję Sasuke zaczął zdradzać Sakurkę. Różowowłosa urwałaby mi… coś.
              Z drugiej jednak strony, gdyby Sasuke zaszalał sobie z taką dziewczyną nie wiem, czy można by było mieć do niego pretensję. W końcu z Lali była TAKA laska, że nie pogada.
              Mintao rzucił mi mało przychylne spojrzenie, zapewne czytając moje mało szlachetne myśli, a potem wywrócił oczami i obrócił się tyłem do próbującej nawiązać rozmowę z Uchihą dziewczyny. Na szczęście Sasuke odpowiadał jej jak wszystkim – burczał sobie niemiło pod nosem, mając gdzieś, że jest nieuprzejmy. Uśmiechnąłem się do siebie i wróciłem do ognia. Mintao zaczął budzić Junichiego.
              Po kolacji przyszedł czas na sen. Sasuke z większą niż normalnie u niego złością pożyczył Lali śpiwór i wszyscy ułożyli się do snu. 

1 komentarz: