niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 8

„Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch-
Z drogi – idzie poeta – niebieski wycieruch!
Zbój obłoczny, co z światem jest – wspak i na noże!
Baczność!- nic się przed takim uchronić nie może!”
                                       Bolesław Leśmian


- Jest jakaś przyczyna tego alarmu? – zapytał Shikamaru. Warknąłem na niego i natychmiast się zamknął. Siedzieliśmy w moim gabinecie, w stanie nieco nienadającym się do użytku. Sakura wytrzepywała szczątki szkła z włosów, Sasuke strzepywał kurz ze swojej białej bluzki. Byliśmy też wszyscy upaprani sadzą.
Bez żadnych zbędnych wstępów przeszedłem do opowiadania mojego snu. Słuchali mnie uważnie, patrząc trochę sceptycznie. Gdy skończyłem, Sasuke parsknął krótkim śmiechem.
- Nie przypuszczałem, że masz taką bujną wyobraźnię, Uzumaki? Może zaczniesz pisać książki, jak twój były mistrz?
- Zamknij się – zgasiłem go. Spojrzałem na resztę osób obecnych w gabinecie.
- Nie wiem, jak się do tego ustosunkować – szepnął Shikamaru. – To w końcu tylko sen. Te wszystkie obrazy mógł wyprodukować twój umysł. Martwiłeś się o Saia, myślałeś o tej małej…
- Mayi – wtrąciłem.
- No o niej… więc i sen miałeś dziwny.
- Sharono? – zwróciłem się do córki Uchihy. Spojrzała na mnie smutno, chyba ona mi uwierzyła i tak jak ja przejęła się losem Saia. Sasuke skrzywił się, nie podobała mu się przyjaźń moja i Sharony.
- Nie wiem, mistrzu Hokage – powiedziała. – Ale myślę, że trzeba ściągnąć stamtąd moich chłopców. Tak na wszelki wypadek.
- Zgadzam się. Leć do Naokiego, przydzieli ci jakichś ludzi. Powiedz, że to mój rozkaz.
- Tak jest! – zawołała i wybiegła z gabinetu. Spojrzałem na Shikamaru.
- Czy Kaju już przybył? – spytałem. Skinął głową.
- Widziałem się z nim z samego rana.
- Przyprowadź jego i jego drużynę. I drużynę jedenastą. Co do egzaminy na chuunina, niech przygotowania idą zgodnie z planem… Inne wioski nie powinny wiedzieć, że mamy kłopoty.
- Dobra, ale to strasznie upierdliwe…- mruknął Shikamaru, ale posłusznie wyszedł z gabinetu. Zostali tu tylko Sasuke i Sakura.
- Wy od teraz jesteście odpowiedzialni za pomoc przy dziewczynce. Sasuke wzmocnisz ochronę, wspomożesz oddziały ANBU, a Sakura wraz z medykami dokładnie jeszcze raz ją zbada. Powinniśmy wiedzieć o niej wszystko, tylko nie róbcie jej krzywdy – poprosiłem. Pokiwali głowami. – Możecie już odejść.
Sasuke wyszedł, ale Sakura zatrzymała się w drzwiach.
- Naruto.
- Tak? – spytałem niepewnie, słysząc swoje imię wypowiedziane nico dziwnym tonem.
- Powinieneś pamiętać o Hinacie.
- Nie zapominam…
- Chodzi mi o to, że termin porodu się zbliża, kretynie. Mały jest strasznie niecierpliwy, myślę, że można się go spodziewać przed czasem. Dlatego niech ktoś cały czas przy niej będzie…
- Moje dzieciaki…
- Są zajęte egzaminem – znowu mi przerwała. – Nie powiedzieli ci? Zgłosili się do pomocy. Mintao do służb medycznych, Mei i Shan pod jurysdykcję Anko.
- A więc jej drużyna. Są w Wiosce. Znajdź ich i wyślij do niej. I idź już, muszę pomyśleć!
Zostałem sam. Byłem trochę niemiły, ale tak to już bywa, że muszę czasem warknąć, by mnie zrozumieli. Westchnąłem. Co robić, co robić? Co z Saiem? Czy rzeczywiście to był tylko sen? Na to wyglądało, w końcu jakim cudem widziałbym te obrazy? Chyba Sasuke miał jednak rację, miałem zbyt bujną wyobraźnię. Sai wróci do Wioski za kilka dni i wszystko będzie w porządku.
Wrócił Shikamaru, prowadząc dwie drużyny, o które prosiłem. Moje dzieci i Shan uśmiechały się, drużyna z Wioski Piasku wyglądała na zaciekawioną. Gapili się na mnie zdziwieni. Jedyna Mei patrzyła na Kaju.
- Cześć – powitałem ich. – Muszę pogadać z waszą szóstką.
- Co tylko pan sobie życzy, Lordzie Hokage – powiedział Kaju, pochylając lekko głowę. Mój syn wykrzywił się. Jeżeli kiedykolwiek istnieliby dwaj tacy przeciwnicy jak ja i Sasuke, to byliby to właśnie Mintao i Kaju. Ci dwaj nie lubili się odkąd się poznali. Jeden starał się za wszelką cenę pokonać drugiego. Ale jeżeli już przyszło co do czego, to jeden za drugiego życie by oddał. Cóż, może to właśnie jest przyjaźń?
Uśmiechnąłem się do piaskowego shinobi, a chłopak uśmiechnął się do mnie. Był bardzo podobny do Gaary, zupełnie jak jego kopia, tylko oczy miał po swojej mamie, brązowe i wesołe. Ubrany był na jasno, w coś w rodzaju poncho sięgającego mu do połowy łydek. Dwójka dzieciaków z jego drużyny to byli Roppa, wysoki blondyn, oraz Sayoko, piaskowa piękność o miedzianych włosach, której Mei szczerze nienawidziła za to, że dziewczyna jest taka ładna i że jest w drużynie z Kaju.
- Słuchajcie, wasza szóstka będzie zajmować się egzaminem, prawda?
Skinęli głowami. Już kilka razy te dwie drużyny współpracowały ze sobą i szło im to świetnie. Nie przeszkadzała im nawet różnica wieku, Kaju i jego ludzie byli bowiem o dwa lata starsi od moich dzieci i Shana.
- Widzicie, potrzebuje ludzi, którym ufam bezgranicznie. W egzaminie wezmą udział dwadzieścia dwie drużyny z Wioski Słońca. Będziecie ich pilnować i składać mi szczegółowe raporty z tego, co będą robić. To ściśle tajne. A ja chcę wiedzieć wszystko, absolutnie wszystko, o tych drużynach. Chyba nie muszę wam niczego tłumaczyć?
- Nie – odpowiedzieli chórem.
- Świetnie. Kaju, wysłałem Rocka Lee do twojego ojca. Widziałeś go?
Chłopak pokręcił głową.
- Musieliśmy się minąć – rzekł spokojnym, głębokim głosem, zupełnie nie pasującym do czternastolatka.
- No nic, możecie iść. A, Kaju… gdyby ojciec się pytał o tę misję… to możesz mu powiedzieć – dodałem. Kaju skinął głową. Z resztą, i tak wszystko powtórzyłby Gaarze.
Zostawili mnie. Kiedy przyjmowałem stanowisko Hokage, nie przypuszczałem, że będę tak wiele czasu spędzał za biurkiem, przy papierach. A tu o… czekało na mnie kilka raportów do przeczytania, kilka nowych misji do przydzielenia… W duchu dziękowałem Banowi za to, że o tym pamięta. Złoto, nie chłopak! Wziąłem się za robotę.

W bunkrze było duszno i ciasno. Łaziłem po korytarzu, chwytając pytające spojrzenia członków ANBU. Sasuke siedział w kącie i grał w szachy z Shikamaru. Chyba tylko oni dwaj nie przejmowali się niczym. Zajrzałem do nowej sali, w której umieściliśmy Mayę. Zobaczyłem bandę medyków, miedzy nimi Sakurę, kupę migającego, brzęczącego, wibrującego sprzętu medycznego oraz Ino, dotykającą czoła nieprzytomnej dziewczynki, leżącej na łóżku. Nie wolno mi było tam wejść.
- Jak ja nienawidzę czekać! – zawołałem głośno. – Mogliby się pospieszyć!
- Cicho bądź, Naruto, nie dajesz mi się skupić! – warknął Sasuke.
- Po co ci skupienie, i tak przegrasz! – odwarknąłem, zatrzymując się obok nich. – W ogóle, to może byście skończyli tę grę i wzięli się do roboty, co?!
- I niby co mamy robić? Łazić po korytarzu jak ty? Wyglądasz wtedy jakbyś miał sraczkę i czekał aż łazienka się zwolni – powiedział spokojnie Sasuke, wpatrując się w planszę do gry.
- Ha ha ha, pękam ze śmiechu, takie celne było to porównanie.
- No oczywiście, ma się te zdolności… Cholera, jak ty to robisz, Shikamaru?! Siódmy raz z rzędu? – zawołał nagle, bo zorientował się, że znowu przegra. Pokręciłem głową i zostawiłem ich.
Nie minęło dziesięć minut i z sali wyszły Sakura i Ino. Ino była trochę blada po wysiłku i wyraźnie przygnębiona. Podbiegłem do nich.
- I co? – zapytałem.
- I nic – odpowiedziała Ino. – Jej pamięć zupełnie wykasowano. Nie pamięta nic, zupełnie, jakby jej życie zaczęło się w momencie, gdy biegła przez las. Wiem tylko, że przed kimś uciekała i że natknęła się na Mei i Mintao. Resztę znasz. Ma też jakieś koszmary senne, przebłyski wspomnień, ale były tak zamglone i niejasne, że nic nie udało mi się z nich wyciągnąć. Przykro mi, ale w tej sytuacji nie jestem w stanie pomóc.
- Rozumiem – powiedziałem. – No cóż, dziękuję ci.
Ino skinęła głową i skierowała się do wyjścia. Sakura otarła pot z czoła i oparła się na moim ramieniu. Sasuke zerknął na nas i zazgrzytał zębami. Zignorowaliśmy go.
- Mam już dosyć tej całej dziewczynki – powiedziała moja przyjaciółka.- Jest nieprzydatna i niebezpieczna. Musimy coś z nią zrobić.
- Na razie postaramy się nią zaopiekować – powiedziałem. – Może uzna…
-…że Uzumaki ma zbyt ładne oczy by go sfajczyć żywcem – wpadł mi w słowo Sasuke. – Tak, mamy na to duże szanse.
Już chciałem mu odpowiedzieć, ale nie dał mi dojść do głosu.
- Wynoście się stąd. Ja zostanę na nocną wartę, rano zmieni mnie Sakura, a potem Shikamaru – rzekł. – Ty, Uzumaki, też spadaj, podobno masz żonę i dzieci.
- Tak samo jak i ty.
- Tak samo, ale ja jestem mądrzejszy.
Znów otworzyłem usta do riposty, ale Sakura chrząknęła i przeczuwając kłótnię, popchnęła mnie w stronę schodów. Wspięliśmy się na górę i wyszliśmy na świeże powietrze. Gdy szliśmy w stronę wioski żadne z nas się nie odezwało.
W domu pojawiłem się zanim jeszcze zapadł zmrok. Nie miałem ochoty na nic, nawet na kolację. Od razu polazłem do sypialni i w ubraniach padłem na łóżko. Chwilę potem do pomieszczenia weszła Hinata.
- Ciężki dzień? – spytała.
- Jak cholera… - powiedziałem w poduszkę. Nie chciało mi się nawet przekręcić na plecy. Poczułem, jak uginają się sprężyny materaca, a potem coś ciężkiego zaczęło niezgrabnie się na mnie gramolić, po czym usiadło mi na tyłku. Uśmiechnąłem się.
-Co będziemy robić? – spytałem, ale mój głos ponownie stłumiła poduszka. Hinata jednak mnie zrozumiała.
- Odprężać się – powiedziała, ściągając ze mnie kurtkę i podkoszulek.
- A na czym będzie polegało to odprężanie się? – grałem niewiniątko.
- Na masażu – odpowiedziała i zaczęła mnie miętosić i ugniatać jak jakieś ciasto na kluski.
- Łeee… ale lipa, tylko masaż? – próbowałem żartować.
Hinata zachichotała i uniosła nieco biodra, a ja przekręciłem się na plecy. Usiadła mi na udach i spojrzała na mnie z uśmiechem. Ubrana była w koszulę nocną i miała wilgotne włosy. Uniosłem ręce, a ona położyła swoje dłonie na moich. Nasze palce splotły się.
- No to co mi pani ciekawego powie, pani Uzumaki? – zapytałem.
- Zastanawiałam się dziś nad imieniem dla małego – powiedziała wesoło.
- I jakie?
- No właśnie chcę to uzgodnić z tobą. Pytałam też bliźniaki. Mintao stwierdził, że decyzja należy do nas i że każdą zaakceptuje. Mei wymieniła mi chyba ze sto imion, a co dziesiąte to było Kaju.
Wywróciłem oczami. Cała Mei.
- No więc chcę wiedzieć, jakie jest twoje zdanie, panie Uzumaki.
- Hmm… Może Minato, w końcu? Albo Jiraiya? Lub Kakashi? – zaproponowałem. Skrzywiła się.
- A może być nie po kimś?
- Hmm… A twoje propozycje?
- Zastanawiałam się nad Akirą…
- Pospolite.
- A może… Junichi?
- Junichi? Hej, ładnie brzmi… Junichi, Junichi… Chyba mi się podoba. To jedno z pomysłów Mei?
- Chyba tak – odrzekła Hinata. Puściła moją lewą dłoń i pogłaskała się po brzuszku. Usiadłem, podwinąłem jej koszulę i pocałowałem ją w pępek.
- Nie obraź się, ale śmierdzisz – powiedziała, uśmiechając się krzywo.
- Wiem. Zaraz się wykąpię.
Złapałem ją z kostki i przyciągnąłem do siebie. Oplotła moje biodra nogami, a ja wychyliłem się tak, by nie napierać na jej brzuch i zaczęliśmy się całować. Po dłuższej chwili odsunęliśmy się od siebie, oddychając nieco nierówno. Hinata zsunęła się z moich kolan.
- Do łazienki! – rozkazała mi. Zlazłem z łóżka i idąc do łazienki rozebrałem się. Gdy przy drzwiach obejrzałem się na Hinatę, patrzyła na mnie przez palce, udając, że wcale nie patrzy na mój goły tyłek. Posłałem jej buziaka i poszedłem się kąpać.
Gdy wyszedłem z łazienki, moja żona spała. Wyglądała prześlicznie, choć trochę żałowałem, że tak szybko zasnęła. Wlazłem do łóżka i jeszcze przez chwilę rozmyślałem. Doszedłem też do pewnego wniosku: potrzebny był mi szpieg w Wiosce Słońca. I to jak najszybciej.

Niemal dwieście kilometrów od sypialni Naruto, pewien starszy, siwowłosy, wąsaty mężczyzna siedział sobie w łódce z wędką w dłoni i łowił ryby. Woda w jeziorze w którym łowił była czarna i cicha. Niepokojąco cicha. Księżyc odbijał się w jej toni. Pełnia zapewniała mu doskonałą widoczność, dlatego od razu zauważył trzech mężczyzn, którzy pojawili się nad brzegiem. Jeden z nich usiadł na deskach niewielkiego molo i również zarzucił wędkę. Dwóch innych stanęło po jego bokach, obserwując okolicę. Oni też od razu dostrzegli staruszka na łódce, ale uznali go z nieszkodliwego. Ot, mieszkaniec pobliskiej wiochy łowi sobie śniadanie. Ryby przecież najlepiej biorą nocą.
Po jakiejś godzinie mężczyzna w łódce wziął do ręki wiosło i zaczął płynąć w stronę molo. Dobił do brzegu, zacumował i niezgrabnie wyszedł z łódki, wyciągając za sobą wiadro z trzema rybami.
- Ładny połów – zagadnął dobrze odziany, nieco tłustawy wędkarz, pilnowany przez dwóch ochroniarzy.
- Ano ładny – zgodził się z nim wąsaty mężczyzna, wyciągając swoje rzeczy z łódki. Ledwo zerknął na bogacza, widać było, że się spieszy.- Ryby dobrze biorą nocą, będzie co rano do gęby włożyć. A i żona się ucieszy, dzieci nakarmim.
- Mam nadzieję, że i mi się poszczęści, choć ja to tylko dla sportu – powiedział bogacz, uśmiechając się do nowo poznanego wędkarza, kolegi po fachu.
Wąsacz wzruszył ramionami, spakował się i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Włożył jednego do ust, po czym wyciągnął paczkę w stronę bogacza.
- Papirosa? Pali pan?
- Nie, dziękuję – odrzekł bogacz.
Dwie strzałki nasączone trucizną przecięły powietrze. Dwaj ochroniarze padli na ziemię w drgawkach. Wąsacz wypluł z ust białą rurkę i jednym ruchem wyciągną zza pazuchy kunai, doskakując jednocześnie do bogacza. Nim wędkarz zorientował się, co się dzieje, miał już kunai wbity w brzuch. Z jego ust, razem ze stróżką krwi, uleciał cichy jęk. A potem osunął się na deski.
Buchnął biały dym. Nad trzema ciałami stał wysoki, przystojny, dziewiętnastoletni chłopak o jasnych włosach i jasnobłękitnych oczach.
- Wybacz, to nic osobistego – powiedział do trupa wędkarza.
Powiał chłodny wiatr. Chłopak wzdrygnął się i zabrał do roboty. Pochylił się nad ciałem wędkarza, rozpiął guzik koszuli przy jego szyi i zdjął z denata złoty medalion. Podniósł łup na wysokość oczu i dokładnie go obejrzał. Trzymał w ręku bardzo stary, złoty wisiorek z osadzonym w nim dużym i doskonale oszlifowanym diamentem. Chłopak schował medalion do kieszeni i zaczął przeszukiwać kieszenie wszystkich trzech trupów. Zabrał im portfele, pozdejmował zegarki, obrączki i wszystkie inne kosztowności.
- Widzisz… - przemówił do trupa wędkarza, przeliczając znalezione pieniądze. – Taki ważny człowiek jak ty powinien mieć rozsądne hobby. Znaczki zbierać albo coś, a nie, włóczyć się po odludziach i nocą ryby łowić. To aż wstyd zlecać komuś takiemu jak ja likwidację takiego łatwego celu. Ale cóż, twój brat sporo zapłaci za to cacko i za ciebie, no i premia… - pomachał przeliczonymi banknotami i schował je za pazuchę.
Rozejrzał się uważnie, po czym wziął na plecy wszystkie trzy trupy i wyszedł z nimi na środek jeziora. Chwilę stał, patrząc w wodę, a potem wrzucił trupy w głęboką toń. Patrzył, jak toną, a potem podniósł palec do ust, ugryzł się w niego i uczynił kilka znaków dłońmi.
- Kuchiyose no Jutsu!- powiedział od niechcenia, dotykając skaleczoną dłonią powierzchni wody. Tuz pod czarną taflą jeziora pojawiło się stado piranii, które zanurkowały w głąb wody, łakome trzech opadających ciał.
- Chciał rybek, no to je ma – parsknął chłopak, a potem zaśmiał się głośno z własnego dowcipu. Ruszył w stronę molo, pogwizdując sobie wesoło.


 w następnym rozdziale:

„…Opanowała się z wyraźnym trudem. Zerknęła na mnie brązowym okiem.
- Kim ja jestem? – spytała.
- Nie wiem, Mayu, ale przysięgam ci, dowiem się…”

4 komentarze:

  1. uu... no i kolejne zagadki xd zamęczysz mnie nimi ^^ kurcze Naruto trochę mnie wkurza.No niby rozumiem, że jest Hokage i ma swoje obowiązki no ale bez przesady! Co z Hinatą i Bliźniakami?! Niech się cieszy, że ma taką wspaniałą żonę, która mu to wybacza.
    "Wyglądasz wtedy jakbyś miał sraczkę i czekał aż łazienka się zwolni"- ten tekst mnie rozwalił xd muszę go zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    ciekawe czy to [prawda z tym snem, mam nadzieję, ze jednak nie, i kim był ten wędkarz, nie wędkarz?
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    swietny rozdział, ciekawe mnie bardzo czy to prawda z tym snem, mam jednak nadzieję, że nie, i kim był ten wędkarz, nie wędkarz?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    rozdzia mi się podobał, ciekawi mnie czy to prawda z tym snem, mam jednak nadzieję, że nie, i kim był ten wędkarz, nie wędkarz?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń