poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozdział 31

"(...)starsza kobieta pyta o drogę młodszego
który sam wciąż jej szuka (...)"
Wojciech Brzoska


Sasuke, idący nieco z przodu i dźwigający mały plecak z najbardziej potrzebnymi rzeczami, obejrzał się na mnie, marszcząc brwi. Westchnąłem, przewracając oczami.
- Co znowu? - zapytałem.
- Jesteś Hokage, a jesteś taki głupi, że aż cię szkoda – wyjaśnił tonem zupełnie pozbawionym wyrazu. - Ten cały Shimamura…
- To ten, co się kocha w Sharonie – wyjaśniłem, a on drgnął i zatrzymał się. Zrównałem się z nim i spojrzałem na jego twarz. - Coś się stało?
- Mam wspaniały plan. Zabiję jego, potem zabiję ciebie, a potem zabiję jej obecnego chłopaka - powiedział, a oczy mu zalśniły jakimś fanatycznym blaskiem. Każdy normalny człowiek zwiałby na ten widok, aż się dziwiłem, jakim cudem Toei zdołał przeżyć wcześniejszy trening.
- A potem Shar zabije ciebie. Nie czepiaj się dziewczyny. Ma siedemnaście lat…
- Ja w jej wieku…- zaczął, a ja prychnąłem, ruszając dalej.
-… byłem durnym kretynem – dokończyłem za niego, chichocząc.
- Uzumaki, ostrzegam cię. Poza swoją wioską nie masz już takiej władzy – rzekł Sasuke, ruszając za mną. Pokręciłem głową, nadal się śmiejąc. Przez całą drogę tylko się sprzeczaliśmy, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało.
- Marzyciel, i to beznadziejny – powiedziałem. - Ale chyba chciałeś zapytać o Shimamurę?
- Tak. Skąd pewność, że nie robi nas w kant?
- Ufam mu – odpowiedziałem z pełnym przekonaniem, wyciągają z kieszonki w swoim plecaku jabłko. Wgryzłem się w nie, nie zwracając uwagi na Sasuke, który zaczął mamrotać sobie coś pod nosem.
            Byliśmy już wiele kilometrów za Konohą, niedaleko miejsca, które wyznaczyłem na postój. Jutro mieliśmy spotkać się z Cashem, pomocnikiem Shimamury. Nasi bliscy byli przekonani, że wybraliśmy się na spotkanie biznesowe z Lordem Feudalnym Krainy Ognia. Hinata wiedziała, w którym miejscu w domu, dawno temu, ukryłem swój testament. Nie, żebym uważał, że tak szybko będzie potrzebny. Po prostu chciałem mieć pewność, że nawet jakby co, to moi bliscy dowiedzą się, co chciałbym im przed śmiercią powiedzieć. W ogóle, to czemu zacząłem myśleć o takich rzeczach?
            Wyrzuciłem ogryzek po jabłku w najbliższe krzaki, po czym otarłem usta rękawem i wyciągnąłem mapkę, by sprawdzić, jak daleko do naszego miejsca postoju.
- Już blisko, dochodzimy…
- Może ty dochodzisz, bo mnie to jakoś nie kręci – odrzekł, ziewając, po czym wyrwał mi mapę z reki.
- Bardzo śmieszne, dowcip jak z baru „U cycatej Luśki” – warknąłem, kiedy przyglądał się mapie.
- Bywasz tam? Kto by pomyślał…- powiedział, kręcąc głową.
- Nie mam zamiaru się z tobą kłócić, Sasuke. Jestem Hokage, a to uwłacza…
- Ta, jasne…- prychnął, zatrzymując się nagle. Ja również przystanąłem i spojrzałem na to, w co wpatrywał się mój nieszczęsny towarzysz.
            Jedna brew Sasuke drgała, ściskał mapę obiema dłońmi i najwyraźniej miał ochotę warknąć złowrogo na uroczą istotkę, która stała naprzeciw niego, wpatrując się w niego dużymi, zielonymi oczami.
            Chłopiec wyglądał na nie więcej, niż siedem lat. Miał falowane, czarne włoski, nieco dłuższe niż się nosi, i ogromne, zielone oczy w których odbijały się nasze postaci. Ubrany był schludnie, w czarny mundurek. Pojawił się przed nami znikąd, jakby wyrósł z podłoża. Wyciągnął rączki w stronę Sasuke.
- Prooooooszę…- powiedział, a mi drgnęło serce. Tak ślicznego dziecka nie widziałem jeszcze nigdy w życiu. Brew Sasuke nie przestała drgać.
- O co… prosisz?- zapytał.
- Abyście nie przestawali być czujni – warknął nagle chłopiec, wyciągając kunai, którym cisnął w Sasuke. Ten odskoczył i sparował go swoją kataną w ostatniej chwili. Spojrzałem na chłopaczka.
- To był cios poniżej pasa – powiedziałem, a dzieciątko zachichotało uroczo. Sasuke spojrzał raz na mnie,raz na tego dzieciaka, po czym znowu na mnie.
- Co to za jeden? - zapytał, prostując się i chowając swoją katanę.
- To Cash – przedstawiłem dzieciątko, a on skłonił się przed Sasuke. Musiałem przyznać, zrobił na mnie wrażenie. W ogóle go nie wyczuliśmy, ani ja, ani Sasuke. Pojawił się znikąd i zaatakował najlepszego jounina mojej wioski jakby nigdy nic. Nie okazał przy tym strachu. W dodatku wyglądał zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy go widziałem. No i najważniejsze… gdybym go spotkał w innych okolicznościach, nigdy w życiu nie domyśliłbym się, że to on.
- Mówiłeś, że spotkamy się z nim jutro – wytknął mi Sasuke, a ja skinąłem głową i spojrzałem pytająco na Casha. Chłopaczek wzruszył ramionami.
- Chciałem panów poznać, skoro mamy współpracować – odrzekł. - Szef przypuszczał, że Sasuke-sama mi nie zaufa. Kazał mi się przedstawić.
            Przeniósł spojrzenie z Sasuke na mnie i zmarszczył czoło.Miał tak urzekającą twarzyczkę, że z trudem mogłem się do niej przyzwyczaić. Żaden normalny człowiek nie pomyślałby, że ów chłopiec może być niebezpieczny. Wyglądał jak aniołek, brakowało mu tylko skrzydeł i aureoli. Kamuflaż na najwyższym poziomie.
- Jak pan się domyślił? - zapytał. Zaśmiałem się.
- Pojawiłeś się tak, jak zniknąłeś w moim domu – odpowiedziałem, przeczesując włosy palcami. Uśmiechnął się.
- Tak – przyznał. - Wiedziałem, że dzięki temu pan się domyśli. Podoba się panu moje ciało? - zapytał i uśmiechnął się, przymykając oczka. Zrobił zgrabny piruet, po czym zatrzymał się z szeroko rozpostartymi ramionami.
- Wolałbym prawdziwą twarz – mruknąłem, a on zaśmiał się po raz kolejny. Jego śmiech przypominał dźwięk wydawany przez pęk dzwonków, budzący we mnie ojcowskie odruchy. Nie mogłem uwierzyć, że ten przebiegły szpieg rozłożył nas obu na łopatki za pomocą samego wyglądu.
- Jest brzydsza, proszę mi wierzyć – zażartował, po czym wskazał ręką kierunek w którym wraz z Sasuke zmierzaliśmy. - Idziemy? - zapytał.
- Za chwilę dotrzemy do miejsca, które wyznaczyłem na postój – poinformowałem go, gdy ruszyliśmy w dalszą drogę. Sasuke nie spuszczał oczu z chłopczyka, ale ten zdawał się tym nie przejmować. Szedł wolno, tak więc i my musieliśmy zwolnić. Ciekawiło mnie, kim tak naprawdę jest, ile ma lat, jak naprawdę wygląda? Kiedy go ostatnim razem widziałem, miał ciało szarowłosego trzynastolatka, a teraz siedmioletniego czarnuszka o tak słodkiej twarzy, jak u aniołka. Z całą pewnością jednak nie używał Henge no Jutsu, bo gdyby tak było, wyczułbym go. Poznał po tym samym rodzaju chakry. Ale… jego chakry w ogóle nie czułem, a byłem na to wrażliwy dzięki latom ćwiczeń w kumulowani energii natury, dzięki której mogłem bez problemu śledzić chakrę osób znajdujących się w najbliższej okolicy.
- Nad czym pan tak rozmyśla, Hokage-sama? - zapytał mnie chłopak, zerkając na mnie tymi swoimi niemożliwie zielonymi oczami.
- Nad niczym szczególnym – odpowiedziałem, zatrzymując się. - Jesteśmy na miejscu, to tu.
            Wskazałem ręką w stronę samotnego zajazdu stojącego w pewnym oddaleniu od traktu. Sasuke zmarszczył brwi i westchnął.
- Mogłem się domyślić, że będzie to miejsce z gorącymi źródłami – prychnął, ruszając w stronę budynku, a my we dwóch poszliśmy za nim. Cash wyszczerzył do mnie białe ząbki, przymykając jednocześnie swoje niesamowite oczka. Nie mogłem przestać myśleć o nim jako o bezbronnym dzieciątku. Wiedziałem, że nawet jakbym bardzo chciał, nie byłbym wstanie podnieść na niego ręki. Jego wygląd był faktycznie niczym cios poniżej pasa.
- Cash, a gdzie jest Shimamura? - zapytałem, ziewając. Czułem się zmęczony, bo wyruszyliśmy z samego rana, a ja przez całą drogę musiałem słuchać zrzędzenia Sasuke, któremu jak zwykle nic się nie podobało. W dodatku wieki pan Uchiha lubował się w krytykowaniu każdego mojego ruchu, twierdząc, że jak zawsze, do niczego się nie nadaję.
- Szef przygotowuje nam wejście. Wie pan, chce, żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Mi, na przykład, kazał reprezentować nas przed panem i panem Sasuke. Mam nie przynieść wstydu i pokazać, że jesteśmy profesjonalistami.
            Sasuke obejrzał się na niego, po czym zmarszczył brwi. Cash skłonił głowę w jego kierunku, a Sasuke prychnął i odwrócił się, ale on też nie był nawet w stanie warknąć na Casha. Zapewne przypomniał mu się Shan, który jako mały chłopiec również był uroczym dzieckiem i lubił to wykorzystywać. Wielokrotnie udawało mu się naciągnąć niewinnych ludzi na słodycze, a kiedy próbował swoich sztuczek razem z Mei, dzieciaki zawsze wracały do domów najedzone i z nowymi zabawkami, aż w końcu dałem im zakaz naciągania ludzi. Wtedy to Shan przerzucił się, ku mojemu nieszczęściu, na zakłady.
Doszliśmy na miejsce i weszliśmy do niewielkiej recepcji urządzonej w jasnych kolorach. Niska, grubawa recepcjonistka przywitała nas, zacierając ręce. Poprosiliśmy o trzy pokoje, a ona podała nam klucze. Sasuke od razu poszedł do swojego, mamrocząc coś o tym, że wreszcie znajdzie zasłużony święty spokój.  
- On tak zawsze? - zapytał mnie Cash, kiedy otwierałem drzwi swojego pokoju.
- Taa… - mruknąłem, oglądając się na drzwi, które Sasuke za sobą zatrzasnął. - Nie przejmuj się.
- Szef będzie miał z nim ciężkie życie – powiedział chłopczyk, uśmiechając się do mnie niczym aniołek z obrazka.
- Shimamura ma bardzo dalekosiężne plany – zmarszczyłem brwi, zaglądając do swojego pokoju. Było to małe pomieszczenie z łóżkiem, szafką, dwoma krzesłami i drzwiami do łazienki.-A Sharona ma teraz chłopaka…
- Mały problem – odrzekł Cash, machając mi rączką, po czym skierował się do siebie. Wzruszyłem ramionami i zamknąłem się w pokoju.
            Łóżko stojące w kącie było zbyt kuszące, by je zignorować. Rzuciłem swój plecak oraz zwój na jedno z krzeseł i walnąłem się poleżeć, nie mogąc się doczekać, kiedy przyjdzie wieczór i pójdziemy do gorących źródeł. Dawno nie relaksowałem się w takim miejscu, a przecież od zawsze to uwielbiałem. Wiedziałem też, że Sasuke też tylko tak narzeka, a w gruncie rzeczy podoba mu się, że nie będziemy musieli spać w namiotach.
            Zamknąłem oczy, myśląc o Saiu. Tyle rzeczy zaplanowałem sobie na jutro… uwolnić Saia, dowiedzieć się, kim naprawdę jest Maya, zniszczyć podziemia znajdujące się w Wiosce Słońca i przede wszystkim, zabić Hiroetsu.Ten drań nie mógł żyć, nie miał prawa do życia, nie zasługiwał na nie. Jako Lord Hokage ślubowałem, że zadbam o pokój i bezpieczeństwo tej krainy. Nie mogłem zawieść jej mieszkańców.
            Przekręciłem się na drugi bok, rozchylając powieki. Sai…czułem się podle. Czułem się tak, jakbym go zostawił. Od tak dawna o nim nie myślałem, pochłonięty śledztwem. A przecież on czekał na mnie gdzieś pod Wioską Słońca, kto wie, czy jeszcze żywy… Sai…
            Sam nie zauważyłem, w którym momencie zasnąłem.

            Gorące źródła po krótkiej drzemce to było to. Wyciągnąłem się, ziewając, po czym spojrzałem na mojego towarzysza.
            Cash siedział w wodzie, zanurzony po samą brodę i patrzył na mnie oczami wielkimi jak spodki i zielonymi jak młoda trawa po deszczu. Minkę miał zamyśloną, a gdy tylko spostrzegł, że i ja na niego patrzę, wynurzył się nieco, uśmiechnął, po czym zaczął pływać dookoła basenu.
- Cash…- odezwałem się, a chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Tak?
- Jak długo znasz Shimamurę? - zapytałem, bo trochę mnie to ciekawiło. Ogólnie, cały ten dzieciak strasznie mnie ciekawił, chciałem się dowiedzieć, ile ma lat, skąd pochodzi no i oczywiście, jak naprawdę wygląda?
- Poznałem go, kiedy jeszcze nosił na czole opaskę Wioski Liścia – odrzekł, nadal się uśmiechając. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że ta jego serdeczność… była sztuczna! On grał niczym najlepszy aktor! - Można powiedzieć, że szef mnie przygarnął, nie miałem najlepszego dzieciństwa.
- Dzieciństwa? Ile więc masz lat? – miałem nadzieję, że uda mi się nieco pociągnąć go za język. Cash po raz kolejny uśmiechnął się serdecznie, ale teraz już wiedziałem, że uśmiech ten jest sztuczny. Cash zachowywał się zupełnie tak samo, jak Sai dawno temu, z tą różnicą, że lepiej od niego grał. Mimo to, nadal czułem się jak dobry wujaszek rozmawiający z ukochanym chrześniakiem.
- Niestety, Lordzie Hokage, ale nie wolno mi zdradzać takich szczegółów – odpowiedział, nadal uśmiechnięty. – Jestem tylko pionkiem. Robię, co mi każą.
            Kolejny uśmiech, jeszcze szerszy tym razem. Gdyby nie wyglądał tak uroczo i bezbronnie, dostałby w gębę, przebiegły. Byłem pewien, że jest o wiele starszy niż na to wygląda.
- Więc Shimamura zakazał ci mówić mi cokolwiek o sobie?
- Nie – odpowiedział, podpływając do mnie. – Moja twarz i wiek… tego nie mogę zdradzać, ale możemy porozmawiać, jeżeli pan chce.
- Gdzie się urodziłeś? - zapytałem od razu.
- Na terenach byłej Wioski Dźwięku – odpowiedział bez wahania, lekko wzruszając ramionami. – Krótko mieszkałem z rodzicami, dom... pamiętam bardzo słabo. Właściwie, to nie ma o czym mówić. Potem pojawił się szef Shimamura i od tamtej pory moje życie się poprawiło.
- A co z twoimi rodzicami? Zmarli? – spytałem. Cieszyłem się, że nareszcie przestał uśmiechać się w ten plastikowy sposób. Zaczynało mi to porządnie działać na nerwy, choć teraz, z tą smutną twarzyczką, wyglądał jeszcze bardziej uroczo i znów poczułem się niczym jego wujaszek.
- Nie, to znaczy… po części. Mój ojciec zmarł. A reszta mojej rodziny… Myślę, że nadal mieszkają tam, gdzie wtedy. Ale ja już od wielu lat uważam się za sierotę.
- Dlacze...? – zacząłem, ale przerwał mi dźwięk rozsuwanych ze złością drzwi. Obaj odwróciliśmy głowy i ujrzeliśmy Sasuke, który zmierzał w naszym kierunku w samym ręczniku, zawiązanym wokół bioder i z okropnym grymasem niezadowolenia na twarzy.
- Jak Sakura z tobą wytrzymuje? – zapytałem przyjaciela, gdy ten, pozbywszy się ręcznika, wszedł do wody, głośno przy tym wzdychając. Sasuke obdarzył mnie pobłażliwym spojrzeniem.
- To samo pytanie mógłbym zadać Hinacie – odgryzł się, przymykając oczy. – Dajcie mi święty spokój, nie prosiłem się o tę misję, chcę się zrelaksować.
            Nie miałem pojęcia, co go ugryzło, ale byłem pewien, że mocno wbiło zęby. Sasuke rozwalił się w basenie i ziewając, zapatrzył w niebo. Cash znowu się do mnie uśmiechnął, tym razem bardziej szczerze, po czym podpłynął do Sasuke i spojrzał na niego. Ponieważ Uchiha patrzył w górę, z początku go nie zauważył. Potem jednak wyczuł, że jest obserwowany i opuścił głowę. On i Cash znajdowali się naprzeciw siebie. Zielonooki chłopaczek patrzył na Sasuke z serdecznym uśmiechem na twarzy, natomiast mojemu przyjacielowi znów zaczęła nerwowo drgać jedna brew.
- Czego? – warknął w końcu na Casha.
- Jest pan spięty. Może masaż? – zapytał uprzejmie maluch, a na czole Sasuke wystąpiła żyła.
- Nie, dziękuję… - odparł, ledwo panując nad swoim głosem. – Lepiej idź się wyspać, czeka nas jutro długa droga.
- O mnie proszę się nie martwić. Szef kazał mi zadbać o panów samopoczucie, byście podróż odczuli jak wycieczkę. Lord Hokage wynajął profesjonalistów. Proszę się więc nie martwić, póki panom towarzyszę, to ja zajmuję się wszystkim.
            Ja i Sasuke wymieniliśmy spojrzenia.
- Wycieczkę? – powtórzyłem, a Cash przytaknął.
- Tak, dokładnie – miałem już dość tego jego uśmiechu. Kiedy rozmawiałem z nim w moim domu, wydawał mi się o wiele bardziej sympatyczny i naturalny. Teraz, każdy jego ruch i gest był tylko grą. Miał się nam spodobać, ale przesadził. A może specjalnie nie chciał, byśmy się z nim nie zaprzyjaźnili? W każdym razie, teraz był człowiekiem nie do polubienia. – Więc skoro zeszliśmy na tematy dotyczące naszej misji, to zapraszam…
            Podpłynął do skraju basenu i uniósł w górę swoją małą rączkę, po czym wyciągnął z powietrza, i to dosłownie, bez żadnej przenośni, jakiś zwitek papieru. Ja i Sasuke po raz kolejny wymieniliśmy spojrzenia, po czym zbliżyliśmy się do chłopaka. Ten rozwinął przed nami plan jakiegoś budynku, po czym postukał palcem w miejsce, gdzie na planie zaznaczony był jakiś właz.
- To plan podziemi Wioski Słońca – wyjaśnił nam.- A tu jest wejście. Najniebezpieczniejszy jest ten korytarz…- przesunął palcem wzdłuż narysowanego na planie, długiego korytarza bez żadnych drzwi.- Tu będzie najłatwiej nas odkryć, ale proszę się nie martwić, ja się tym zajmę. Dalej korytarz się rozgałęzia. Sai trzymany jest w tym pomieszczeniu… - wskazał odpowiednie miejsce. – Tu jest gabinet Hiroetsu, tu kostnica, a tu laboratoria. Pozostałe pomieszczenia to cele, ale głównie puste. Podejrzewam, że Maya trzymana była w tej części podziemi… - przesunął palec tak daleko od gabinetu Hiroetsu, jak to tylko było możliwe. – Jest tam pełno śladów po podpaleniach.
- Jak dokładne są te plany? - zapytał Sasuke, oglądając  je uważnie.
- W stu procentach – odrzekł. Sasuke pochylił się na planem, chcąc go dokładnie zapamiętać. Ja też mu się przyjrzałem, po czym zwróciłem się do Casha.
- Jednak, prócz śladów podpalenia, nie ma w tamtych korytarzach żadnych innych śladów po Mayi? Jej kartoteki lub czegoś…? – zapytałem.
- Nie – Cash pokręcił głową.
- Tak myślałem – mruknąłem, odsuwając się od nich. Zanurzyłem się w wodzie i zacząłem puszczać bąbelki. Sasuke zerknął na mnie po czym wzniósł oczy do nieba, niemal usłyszałem jego kpiące myśli. W tym samym czasie Cash zgniótł rozłożony przed nami plan i wyrzucił go za siebie, jak ostatniego śmiecia. Sasuke zaczął coś mówić, ale chłopak zbył go gestem.
- Nie będzie już potrzebny! – powiedział, zamykając oczka i uśmiechając się.
- Ale ktoś może go znaleźć! – wykrzyknął mój przyjaciel, a Cash tylko wzruszył ramionami.
- Myślę, że on już nie istnieje…- powiedział tajemniczo, po czym zanurkował, zostawiając nas zmieszanych.

            Słońce prażyło, ponieważ zbliżaliśmy się do granicy z pustynną Krainą Wiatru i tym samym do tej części Krainy Ognia, którą zarządzał Hiroetsu. Prowadził nas Cash, ubrany tym razem w krótkie, czerwone spodenki i zielony podkoszulek. Nie mieliśmy z Sasuke pojęcia, skąd wytrzasnął te ubranka? Nie miał przy sobie żadnego bagażu, a w jego czarnym mundurku który nosił na sobie ubiegłego dnia, nie było nawet kieszeni. W dodatku, kiedy dziś z samego rana zeszliśmy z Sasuke do recepcji, dzieciak już tam na nas czekał z informacją, że zapłacił za nasz nocleg, za gorące źródła oraz za kolację i kazał nam się cieszyć wycieczką. Jego słowa rozdrażniły Sasuke do tego stopnia, że myślałem, że się na chłopaka rzuci. Ale Cash nawet się tym nie przejął. Nadal się uśmiechając, kazał nam iść za sobą, cały czas jednak odnosząc się do nas niemal z nabożnym szacunkiem.
            Droga dłużyła nam się niemiłosiernie. Po pierwsze przez upał, po drugie przez nieustanne narzekanie Sasuke oraz przede wszystkim przez Casha, który szedł bardzo wolno z powodu swoich krótkich nóg. Żaden z nas nie miał pojęcia, czy komuś tak małemu wypada zaproponować bieg, głupio też byłoby nieść go na barana, więc musieliśmy się dostosować.
- Jesteśmy w okolicy, w której powinni się znajdować owi wyławiacze… - odezwał się w pewnym momencie Cash, przystając. Znajdowaliśmy się w rzadkim lesie, w którym raczej nie dało się ukryć. Cash rozejrzał się, przykładając palec do ust. – Tak… są niedaleko, jakieś trzy i pół kilometra na południowy zachód. Idą wolno, tak więc minie kilkanaście minut, zanim tu dotrą. Idą do pobliskiej wioski, ja i szef uznaliśmy ten lasek za najlepsze miejsce na zaatakowanie ich. Co panowie na to?
            Nie zdążyłem się odezwać, bo pierwszy zaczął Sasuke.
- Och, doskonały plan – warknął z ironią. – Po co nas pytasz, jesteśmy przecież na wycieczce.
            Cash wpatrywał się w niego przez chwilę, a potem, ku mojemu zdumieniu, zmieszał się.
- Przepraszam… - mruknął, ale wiedziałem, że to nieszczere. – Szef kazał mi wszystkim się zająć i panów nie fatygować. Obiecałem mu, że będą panowie oszczędzać chakrę i kiedy do niego dotrzemy, będą panowie zadowoleni z naszych usług.
- Taaa… - powiedział Sasuke, albo raczej zapiał Sasuke, kierując się w stronę większej kępki krzaków. – Zaatakujemy z zaskoczenia – zarządził.
- Nie – zaprotestował Cash. – Nie mogę pozwolić, by panowie marnowali chakrę. Szef by mi nie wybaczył. Ja tu zostanę, a panowie się ukryją. Przepraszam, ale kiedy już dotrzemy do Wioski Słońca dam panom spokój.
            Sasuke przewrócił oczami i odszedł bez słowa. Wiedziałem, wściekł się nieprzeciętnie i odszedł, by nikomu nie zrobić krzywdy. Zerknąłem na zielonookiego chłopaczka, który znowu uśmiechał się plastikowo. Westchnąłem i poszedłem za Sasuke. Kiedy do niego dołączyłem, rzucił mi złowrogie spojrzenie.
- Radzę ci się nie odzywać – warknął. – Bo zginiesz.
- Nic nie mówię… - odezwałem się szybko, bo jakoś nie miałem ochoty udowadniać mu, że nie dałby rady mnie zabić. Sasuke jak to miał w zwyczaju, kiedy coś mu się nie podobało, zaczął sobie coś tam mamrotać pod nosem. Mógłbym przysiąc, że co najmniej z pięć razy słyszałem słowo „zabić”, a także „za młoda na chłopaka” oraz „przeklęty smród”. Udawałem jednak, że tego nie słyszę, nie chciałem się z nim kłócić tuż przed dotarciem do Wioski Słońca, mogłoby to zaszkodzić naszej misji. Sasuke bowiem na pewno nie chciałby mnie słuchać tuż po drace, którą miałem ochotę mu zrobić. To było doprawdy irytujące, to jego nieustanne gadanie do siebie. Nie miałem pojęcia, kiedy nabawił się tego skrzywienia, ale momentami było ono nie do wytrzymania.
- Co ten dzieciak wyprawia? – zapytał w pewnym momencie mój przyjaciel, obserwujący chłopaka za pomocą sharingan, a ja zerknąłem na Casha, który stał pośrodku dróżki i wpatrywał się wielkimi oczami w dwóch ninja, którzy pojawili się na horyzoncie. – Zmiażdżą go!
            Wyławiacze z Wioski Słońca dostrzegli Casha dopiero po chwili. Zaciekawieni, zbliżyli się do niego, zadając mu jakieś pytania. Dzieciak odpowiadał im uprzejmie, cały czas się uśmiechając. Aż w pewnym momencie wyciągnął w ich stronę małe rączki, jakby chciał, by któryś z nich go podniósł. Jeden z nich otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie zdążył. Nagle obaj osunęli się na ziemię nieprzytomni, a Cash spojrzał na nas i uniósł w górę rękę.
- Gotowe, zapraszam! – krzyknął, a Sasuke jak oparzony wyskoczył z krzaków i rzucił się do nieprzytomnych wyławiaczy. Ja natomiast wyszedłem wolno, bo nie mogłem zrozumieć, co się stało? Cash znowu nie użył żadnego jutsu, stał i patrzył na nich, a oni osunęli się na ziemię. Co zrobił? Zahipnotyzował ich czy jak? A może użył jakiegoś genjutsu?
- Nie żyją! – wykrzyknął Sasuke po sprawdzeniu tętna shinobi Słońca. Wyprostował się i spojrzał na mnie.
- Zabiłeś ich? – zapytałem zielonookiego, a ten wzruszył ramionami.
- Nie byli potrzebni. Gdybyśmy ich związali, a oni się oswobodzili, moglibyśmy mieć kłopoty. Eliminuję kłopoty najtańszym kosztem.
- Najtańszym kosztem?! – niemal wykrzyknąłem. – To byli ludzie! Dziecku takiemu jak ty nie wolno decydować ożyciu czy śmierci!
- Skąd pomysł, że jestem dzieckiem? – zapytał. – Z resztą, nie mamy czasu na tego typu sprzeczki, szef na nas czeka, a panom się przecież spieszy.
            Sasuke zazgrzytał zębami, po czym złożył ręce w geście skupiającym chakrę.
- Henge no Jutsu.
            Zamienił się w jednego z wyławiaczy, wyższego i lepiej zbudowanego, o czarnych, długich włosach spiętych w kitkę. Mi został ten drugi, niższy i nieco grubszy, o szarych włosach i z zarostem. Spojrzałem na niego z jedną uniesioną brwią, a on skwitował to odwróceniem głowy. Wykonałem pieczęć i również wcieliłem się w kogoś innego.
- Okropne ciało – mruknąłem, dotykając swojego brzucha. Sasuke jak zawsze musiał być tym lepiej wyglądającym. Chyba obniżę mu pensję…
- Nie marudź – warknął Sasuke, bo zły humor nadal mu się nie poprawił.
- Dobra, dobra, Cash… - obróciłem się w stronę dzieciaka, ale go nie dostrzegłem. Za to obok nas stała niska, długowłosa blondyna w krótkiej spódniczce i obcisłej koszulce uwydatniającej duże, kształtne piersi. Ja i Sasuke zamarliśmy, nie bardzo wiedząc, co to za zjawisko i skąd się wzięło. Kątem oka jednak spostrzegłem, że leżące na drodze ciała dwóch shinobi Słońca również zniknęły.
- Może być? – zapytała kobieta, jedną ręką dotykając głowy, drugą biodra i wypinając swoje obfite piersi w naszą stronę.
- Cash! – wydarłem się, a on zachichotał. – Gdzie tamci dwaj?
- Nie ma – odpowiedział(a?), uśmiechając się zalotnie i mrugając niebieskimi oczętami. – To ulubiona twarz szefa. Prawda, że seksowna?
- To nie jest śmieszne, jesteśmy na misji – fuknął na niego Sasuke.
- Tak więc chodźmy! – zawołał radośnie Cash i ruszył przodem. – To ciało jest po to, by panowie mogli wejść do wioski udając, że schwytali kolejną osobę.
- Domyśliliśmy się – warknął Sasuke, upinając swoje długie, czarne włosy nieco wyżej.
- Nie kłóćcie się, zachowujecie się jak dzieci – powiedziałem, obejmując prowadzenie. –Za mną i bez dyskusji. Ale to już!
            W końcu ja też miałem prawo stracić cierpliwość. Ruszyłem przodem, a oni za mną, pogrążeni w milczeniu. No, nareszcie zapanował spokój, od początku mogłem się za nich wziąć, ale oczywiście wolałem się przypatrywać, jak się Sasuke wkurza.
            Wkrótce potem przyszedł czas, by związać Casha, ponieważ zbliżaliśmy się do Wioski Słońca. Nie obyło się też od durnych podtekstów chłopaka i o mało co nie skończyło się to bójką między nim a Sasuke. Pomyślałem, że jeżeli Cash miał przygotować pole dla Shimamury, to głęboko rozczarował swojego szefa. Sasuke zdawał się nienawidzić zielonookiego szczerze i zajadle. Zauważyłem też również, że charakter chłopaka ulegał zmianie z każdą jego przemianą. Oczywiście, posiadał pewne niezmienne cech, ale będąc pod postacią kobiety stał się nagle skory do przekomarzań i flirtu. Było to po części denerwujące, a po części sprawiło, że zaczęliśmy go postrzegać w zupełnie inny sposób. Stał się nagle osobą, wobec której ja i Sasuke zachowywaliśmy się nieco kulturalniej, a Uchiha nawet przestał mamrotać sobie pod nosem. Było tak, jakby Cash naprawdę był kobietą! Nie mogłem się połapać, na czym polega jego jutsu, bo zdawało się ono wszechmogące. Nie mogłem zrozumieć, jakim cudem był w stanie niezauważalnie zmieniać postać, dematerializować przedmioty, a nawet ludzkie ciała oraz zabijać, bez najmniejszego ruchu czy mrugnięcia. No i oczywiście, bez wyczuwalnego przepływu chakry! Przyłapałem nawet Sasuke na tym, jak przygląda mu się ukradkiem za pomocą swojego sharingana. Kiedy Uchiha zobaczył, że to widzę, tylko pokręcił głową, dając mi znać, że nic nie zobaczył. Wobec tego… kim był Cash? Czy w ogóle był człowiekiem? I czy to dobrze, że kontrolę nad kimś tak potężnym jak ten dzieciak miał Shimamura, szpieg i morderca? Cały czas o tym myślałem, a tymczasem Wioska Słońca wyrosła przed nami jak grzyb po deszczu.
            Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego. Mimo, iż czytałem liczne raporty na temat tej wioski, to nie potrafiłem jej sobie wyobrazić. Z resztą, moja wyobraźnia nigdy nie była zbyt bujna. Raporty jednak nie myliły się. Wioska Słońca nie była zbyt duża, otaczał ją mur zbudowany z piaskowca. Tkwiła w nim brama, w tej chwili szeroko otwarta, przy której stało dwóch strażników. Kiedy się zbliżyliśmy, jeden z nich zaśmiała się, machając do nas ręką.
- Co za piękny połów!
- Na pomoc! – wydarł się niemalże w tym samym czasie Cash. – Porwali mnie ze szlaku, ratu…!
- Mówiłem ci, zamknij się! – przerwał mu Sasuke rozdrażnionym tonem, wznosząc rękę. Cash skulił się, szlochając. I to jak! Naprawdę się rozpłakał!
- Przechodźcie, niech nie robi tu scen – pospieszył nas drugi strażnik, a my przeszliśmy przez bramę i ruszyliśmy w kierunku dyskretnie wskazanym nam przez Casha.
- I tylko tyle? – zapytał Sasuke, patrząc na mnie ze wściekłością. – Po co ciągniemy tu tego bachora, skoro…
- Była bariera… - szepnąłem mu. – Ale Shimamura mówił mi, że dzieciak potrafi ją przełamać… Mamy mu zaufać…
            Cash skinął głową.
- Nikt nie podważa pańskich umiejętności… - mruknął chłopak, gdy szliśmy ulicą pełną ludzi. Nikt nie zwracał na nas uwagi, jakby normalnym było, że dwóch facetów prowadzi związaną kobietę. – Ale Lord Hokage zwrócił się do nas z prośbą o pomoc, więc pomagamy. Miałem was tylko doprowadzić do podziemi i wesprzeć. Za tyle mi zapłacono, więc tyle zrobię. Proszę się nie martwić, nie wykonam nic ponadto, za co zapłatę otrzymałem.
- Gdybyśmy chcieli, abyś zbił Hiroetsu jak tamtych dwóch…? – zacząłem, a on zaśmiał się.
- Nie zrobiłbym tego. Moim światem rządzą reguły, których zawsze przestrzegam. Nie obchodzi mnie, czy to, co robię jest dobre, czy złe. Szef mówi, za co zapłacono, a ja wykonuję zadanie. Lord Hokage zapłacił za szpiegowanie i pomoc w dotarciu do celu i tylko w tym panom pomogę. Nie stać was na opłacenie śmierci Hiroetsu, zabijajcie go sami.
- Miałeś okazję go zabić? – zapytał Sasuke, a ten skinął głową.
- Nie jedną. Ale zabicie kogoś takiego kosztuje. Jest różnica między kimś bezwartościowym, jak tamte dwa osły, a kimś takim, jak Lord Ukrytej Wioski. Różnicą jest cena. Pieniądz jest moją regułą. W przeciwieństwie do szefa, ja nie patrzę, kto płaci. Niestety, szef często kieruje się uczuciami. To przez to Lord Hokage ma taką zniżkę. Więc kiedy was tam doprowadzę, odejdę i nie będę wam już pomagał.
            Kiedy skończył, ja i Sasuke wymieniliśmy spojrzenia. Czego jeszcze się dowiem, ile jeszcze miał twarzy? Do tej pory byłem przekonany, że jego świat jest skomplikowany, teraz jednak uznałem go za w gruncie rzeczy prosty. Wyjaśniła się jego upierdliwość oraz chęć imponowania. Był chodzącą reklamą swoich własnych usług, a zależało mu tylko na pieniądzach. Był jak firma, klient płaci, klient dostaje. Zapłaciłem za to, by doprowadził mnie do podziemi, i to dla mnie teraz robił. Nic więcej go nie obchodziło. Był trochę jak zaprogramowana maszyna, jak automat, gotowy zatrzymać się, kiedy zabraknie monetek do wrzucania w otworek. Cash… że też od razu się nie domyśliłem.
- W prawo… - mruknął nagle chłopak, a my skręciliśmy w jakąś wąską, długą alejkę. Sasuke rozwiązał Casha, a chłopak poprowadził nas do końca alejki. Kiedy tam dotarliśmy, Cash podszedł do muru, którym kończyła się ta uliczka i zaczął go obmacywać, by po chwili odnaleźć cegłę, która podobno miała uruchomić ukryty trap. Wcisnął ją, a pośrodku chodnika rozsunęło się przejście. Skinąłem na Sasuke, a ten przewrócił oczami i zeskoczy pierwszy. Zerknąłem na Casha, a ten skinął głową. Faza pierwsza mojego planu została zakończona. Czas na fazę drugą… Chyba powinienem nadać im tytuły…
            Zeskoczyłem za Sasuke, a trap nad moją głową zasunął się z takim samym zgrzytem. Znaleźliśmy się w zupełnych ciemnościach.
- Gdzieś tu miał być kontakt… - szepnąłem, macając ścianę.
- Chcesz zapalić światło? – zapytał Sasuke.
- A nie? – odnalazłem kontakt i wcisnąłem go. Korytarz zapłonął nagle bladym światłem. Był o wiele dłuższy, niż go sobie wyobrażałem. Spojrzałem na mojego towarzysza, który przybrał już swoją normalną postać. Zrobiłem to samo i ruszyliśmy w stronę przeciwległego końca korytarza.
- Jak myślisz, ile z tego, co nam powiedział, było prawdą? – zapytał mnie w pewnym momencie Sasuke, a ja wzruszyłem ramionami.
- Nie mam pojęcia, nie potrafię odróżnić.
- Sześćdziesiąt procent? Siedemdziesiąt?
- Skąd w ogóle pomysł, że cokolwiek było prawdą? Nie zauważyłeś tego? Jest jak kameleon, kiedy zmienia ciało, zmienia się nawet jego charakter. Jestem pewien, że nawet moje dzieciaki nie wykryłyby, że kłamie. Kiedy się w kogoś wciela, staje się tym kimś. Dla niego przestaje to być kłamstwem. Taką mam teorię.
- A ja uważam, że wszystkie te teorie nadają się do kosza. Najpierw trzeba by było się dowiedzieć, jak to robi. Nie mogłem go zobaczyć…
- Wcale?
- Wcale. Rozmazywał się, obraz przeskakiwał… nie wiem, czy to jakieś jutsu zwodzące czy co… były momenty, kiedy w ogóle znikał, jakby z trudem trzymał się tego świata… moja teoria jest taka, że przenika między wymiarami…
- To nie wyjaśnia jednak, jakim cudem zmienia ciała? Wygląda jak Henge no Jutsu ale nim nie jest. No i jak zabił tamtych dwóch… Obserwowałeś go wtedy?
- Tak, i to samo… ale u tych gości… była taka chwila, że… nawet nie wiem, jak to opisać, ale ich serca… zniknęły. A kiedy się pojawiły, to oni byli już martwi.
- Inny wymiar, mówisz… jak Kakashi, który urwał rękę Deidarze, dawno temu…
- Nie wiem, o co chodzi, ale przypuszczam, że o to chodzi…
            Skinąłem głową, ale nie odpowiedziałem, ponieważ zbliżaliśmy się już do wyjścia z korytarza. Pierwszy ruszył Sasuke i obaj ustawiliśmy się po obu stronach drzwi. Uchiha wyciągnął rękę, nacisnął klamkę i pchnął, a one uchyliły się bezdźwięcznie. Ostrożnie wychyliliśmy się, by spojrzeć w korytarz, a potem jednocześnie odskoczyliśmy do tyłu, gdy w naszym kierunku śmignęły dwa kunaie, opatrzone notkami wybuchowymi.
            Eksplozja wstrząsnęła podziemiami. Sasuke wyciągnął katanę, bacznie obserwując opadający dym za pomocą swojego sharingana. Ja natomiast stałem spokojnie, trzymając kunai w dłoni i czekałem. Kiedy pył i dym opadł, naszym oczom ukazał się zasmolony sadzą korytarz. Drzwi, które wcześniej otworzyliśmy, leżały na podłodze. A dalej, w drugim korytarzu, stał uśmiechnięty Hiroetsu, ubrany w czarny garnitur, a wokół niego blisko trzydziestu uzbrojonych facetów w białych fartuchach i jedna kobieta w skąpym, czerwonym stroju, z masą kolczyków w jednym uchu i kataną w reku. Rozpoznałem ją od razu, głównie z powodu kociego wyglądu. Śniłem o niej wielokrotnie, a także Cash mi o niej pisał w swoich raportach. On nazywał ją "Kocicą". Było to zaskakująco trafne określenie.
-Witam – odezwał się uprzejmie lider Wioski Słońca.
-Witam – odpowiedziałem, patrząc na niego z nienawiścią. – Coś obiło mi się o uszy, że przetrzymujesz tu mojego przyjaciela…
-Ach, tak… - przytaknął, uśmiechając się wrednie, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakim niebezpieczeństwie się znajduje. – Sai, tak? Twarda sztuka, nie dał się złamać.
-Pożałujesz tego, co zrobiłeś –powiedziałem, patrząc mu w oczy. – Przyszedłem tu, by wymierzyć ci sprawiedliwość…
-Och, proszę – przerwał mi błagalnie, skinąwszy na swoich ludzi, a oni jednocześnie rzucili się na nas. Hiroetsu cofnął się, podczas gdy my stanęliśmy jak żywy mur, gotowy odeprzeć atak. Dziewczyna z kolczykami zaatakowała Sasuke, najwyraźniej pragnąc odciągnąć go ode mnie. Nie zwracałem uwagi na mojego przyjaciela, zajęty odpieraniem ataków pozostałych ludzi. Byli jak mrówki, ciężko się było od nich opędzić.
-Kage Bunshin no Jutsu! – zawołałem, bo sam jeden miałem problem z odpieraniem ich nieudolnych ataków. Byli kiepskimi shinobi, ale rzucili się na mnie jak rój pszczół.
            Rozgorzała walka. Gdzieś z boku coś wybuchło,podejrzewałem, że to sprawka Sasuke. Nie miałem jednak czasu mu się przyglądać,gdyż próbowałem przedostać się do obserwującego mnie Hiroetsu. Moje klony wygrywały, a kiedy powaliłem na ziemię ostatniego z shinobi słońca, spojrzałem na Hiroetsu.
- A teraz… - zacząłem, gdy nagle poczułem, że coś wbija mi się w łydkę. Spojrzałem w dół, na jednego z powalonych przeze mnie shinobi, który wbił mi w nogę strzykawkę i właśnie naciskał tłok.
- Nar… Naruto… - usłyszałem za swoimi plecami. Obróciłem się, widząc jak przez mgłę.
            Sasuke stał pośrodku korytarza, z ust ciekła mu krew. Czerwone oczy patrzyły nieprzytomnie w przestrzeń, ale chyba widział równie niewyraźnie, jak ja. A w jego brzuchu tkwiła katana, której rękojeść ściskała walcząca z nim dziewczyna.
- Sasukeeeeee!!! – wrzasnąłem, próbując się do niego rzucić, ale w głowie mi się zakręciło. Padłem na kolana, dotykając skroni. Nie czułem swoich nóg, a wszystko dookoła mnie wirowało jak na karuzeli. Ktoś złapał mnie za włosy i pociągnął moją głowę w górę. W polu widzenia pojawiła się rozmazana twarz Hiroetsu.
- Zabiłem twojego przyjaciela, a teraz ty jesteś mój – wyszeptał, ale ledwo go słyszałem, bo w uszach mi dzwoniło. Obraz całkowicie się rozmazał, widziałem tylko jasne i ciemne plamy. – Zabierzcie mi stąd tego trupa!
- Ja się tym zajmę… - odezwał się jakiś męski głos gdzieś z okolic, w których powinien znajdować się Sasuke. Poczułem, że moje ciało odmawia mi posłuszeństwa, a moja świadomość rozpływa się niczym woda wyciekająca przez palce. Sasuke… faza druga… nie zdążyłem dokończyć myśli, bo zapadłem się w ciemność.


w następnym rozdziale:
 
"...- Hiroetsu… - wysyczałem. Nagle moją twarz ochlapał strumień wody. Wyplułem tą, która trafiła mi do ust, po czym ponownie zamrugałem. Obraz natychmiast zyskał ostrość. Przede mną stał Lider Wioski Słońca, trzymający w dłoni szklankę. Na jego paskudnej mordzie widniał uśmiech, jakby dupek myślał, że wygrał. – Ty draniu! Ty szmato! Ty obleśny degeneracie, obrzydły, podły…!"


1 komentarz:

  1. Hej,
    rozdział świetny, Sasuke został zaskoczonyprzez Casha... kim on tak naprwadę jest? wyglądało trochę tak jakby się ich spodziewał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń