poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozdział 22

"Moja krew oszalała na Twoim punkcie"
Jacek Podsiadło


- Szybciej, Naruto, kretynie! – zganiłem samego siebie, pędząc w stronę Akademii. Nigdy nie lubiłem egzaminów, ale nie lubiłem też się spóźniać. Za bardzo mi się to kojarzyło z wiecznym oczekiwaniem na Kakashiego. Przypominało mi się zawsze, jak się złościłem, że sensei nie przychodzi na czas i od razu zawsze przyspieszałem. Teraz tez tak zrobiłem i już po chwili gmach Akademii Ninja wyrósł przede mną jak grzyb po deszczu.
            Przed budynkiem zebrała się już masa geninów, oczekujących na wejście do środka. Pilnowały ich małe oddziały chuuninów, dostrzegłem miedzy nimi Mei i Shana w szarych mundurach. Zwolniłem, bo uznałem,że nie przystoi mi przedzierać się biegiem przez tłu dzieciaków, nawet jeśli nie miałem na sobie tego śmiesznego, biało-czerwonego stroju, w którym, ku nieszczęściu, musiałem paradować podczas większości ważnych imprez. Zdecydowanie bardziej wolałem moje pomarańczowe portki i jakiś podkoszulek, najlepiej ciemny.
            Tak więc już powoli, zacząłem się przedzierać przez tłum dzieciaków ku drzwiom Akademii. W duchu zastanawiałem się, po co oni przyleźli tu tak rano? Przecież złożyć aplikacje mieli do jedenastej i wtedy też miała się rozpocząć pierwsza część egzaminu. Właśnie przepychałem się przez tłum jakichś dzieciaków stojących w zwartej grupce i skutecznie tarasujących przejście, gdy jeden z tych, których zostawiłem już za sobą, odezwał się nienaturalnie głośno:
- A co to za stary pryk się przepycha?! Mógłby uważać, jak lezie!
            Maiłem zamiar go zignorować, ale ku mojemu przerażeniu chłopak nagle krzyknął z bólu po czym zaklął. Obejrzałem się i zobaczyłem tego bezczelnego dzieciaka trzymającego się za głowę. Rozejrzałem się i spostrzegłem Shana, już bez śladów po wczorajszej szarpaninie z siostrą, podrzucającego w ręku dość spory kamień. Uchiha i chłopak który mnie obraził, patrzyli na siebie.
- To Lord Hokage, parszywa gębo! – zawołał Shan. – Zapamiętaj, albo dostaniesz następnym kamieniem w ten głupi łeb!
- Shan! – wydarłem się na Uchihę. – Nie znęcaj się nad gośćmi!
- Tak jest, chciałem go tylko nauczyć dobrych manier! No, a propos, Lordzie Hokage, dzięki za wczorajszą misję! – wyszczerzył zęby. – Dostałem szlaban!
            Zaśmiałem się i przecisnąłem do drzwi. Wlazłem do szkoły i ruszyłem od razu na trzecie piętro, gdzie w sali, w której miał odbyć się egzamin, zebrali się już pewnie wszyscy odpowiedzialni za niego nauczyciele. Gdy wparowałem do klasy, wszyscy spojrzeli na mnie ponuro. Shikamaru mruknął coś o „upierdliwości spóźnialskich” i odwrócił się do mnie tyłem.
- Spóźniłem się?! – zapytałem na wydechu.
- Nie… tylko jakieś pół godziny, Kakashiego nie przebiłeś – zakpiła Anko.
- No dobra, to jedziemy! Wszystko gotowe, tak?! – zawołałem uradowany, patrząc na tłumek ludzi. Wśród nich zobaczyłem swojego syna, w białym kitlu, stojącego w kącie wraz z dwoma medykami.
- Dobrze jest być takim, co przyłazi na gotowe, co? – zapytała Anko złośliwie. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem jej się. Na starość zrobiła się jeszcze bardziej zgryźliwa.
- Ja mam na głowie całą wioskę! A wy tylko egzamin! Dobra, nie ważne! Wszystko gotowe, Shikamaru? - zwróciłem się do swojej prawej ręki.
- No jasne – przytaknął. – Chłopaki właśnie kończą genjutsu na drugim piętrze, dzieciaki się już zeszły, zaraz zaczniemy przyjmować aplikacje, Mintao i medycy są tu w razie co, gdyby wynikła jakaś bijatyka… wszystko gra.
- Genialnie! – ucieszyłem się. – A ten nowy sposób eliminacji… Anko?
- Chuunini, w postaci twoich dzieci, Uchiha Shana oraz drużyny z Wioski Piasku ją przetestowali i stwierdzili, że jest odpowiednio trudna. Jedyne zastrzeżenia miał Shan, ale jemu nie podobał się kolor zwojów, twierdził, że ładniejszy byłby „czerwony jak jego oczęta”.
- Ale pomijając oczęta Shana Uchihy… wszystko jest dobrze?! Bo jeżeli tak, to ja was zostawiam i wy sobie tu pracujcie, a ja wieczorkiem wpadnę i pochwalę.
            Anko prychnęła, Iruka zaśmiał się, a Shikamaru pokręcił głową, wznosząc oczy do nieba. Wybiegłem z klasy i pognałem w stronę budynków administracyjnych.  Wpadłem do środka jak burza, a potem migiem wbiegłem do swojego gabinetu. Ban już tam na mnie czekał.
- Cała masa zaległości! – zawołałem, przerażony. Ban zachichotał.
- O tak, Lordzie Hokage, ostatnio się pan zaniedbał - i ręką wskazał mi dwie wysokie sterty papierów, leżące na biurku. Czasem mi się wydawało, że praca Hokage polega tylko i wyłącznie na przedzieraniu się przez raporty i zlecenia. A co z tymi walkami w obronie wioski? Co z byciem co dnia bohaterem? Gdybym miał do kogo, to złożyłbym reklamację.
- Nadrobimy, nadrobimy, Ban! Nadrobimy wszystko! A dla ciebie mam pracę, miłą i przyjemną, acz bardzo ważną! - pochyliłem się nad biurkiem, wyskrobałem na kartce pewne słowa, i podałem ja złożoną zaciekawionemu Banowi. – Skoczysz do kwiaciarni i zamówisz dla mnie tyle białych róż, ile tylko Ino będzie miała! Z dostawa do domu na dzisiejsze popołudnie! Niech rachunek mi przyśle tutaj, a napis na kartce niech zamieści w liściku!
- Oooo. Ma pan dziś bardzo dobry humor, Lordzie Hokage. Cóż, żona się na pewno ucieszy. A z jakiej to okazji, jakaś rocznica?
- Bez okazji, Ban. Ostatnio miała do mnie pretensję, i słusznie, tak więc chcę to jej jakoś wynagrodzić! A teraz wynoś się, nie mam czasu ci opowiadać o moim życiu prywatnym!
- Tak jest, Lordzie Hokage. – Ban zachichotał i wyszedł, by udać się do kwiaciarni, a ja usiadłem w swoim fotelu, zastanawiając się, co by było, gdybym nagle niechcący podpalił biurko i wszystkie te papiery poszłyby z dymem. W końcu stwierdziłem, że potem miałbym jeszcze więcej pracy, tak więc zabrałem się do roboty.

            Westchnęła, otwierając szafę. Miała ochotę płakać, patrząc na wiszące na wieszakach ubrania, w które na pewno już się nigdy nie zmieści. Obejrzała się na śpiącego na wielkim łóżku Junichiego. Maluszek jak zwykle spał grzecznie, zupełnie jak nie małe dziecko. Był za spokojny, zbyt ospały, a z dnia na dzień coraz mniej płakał. Czy to dobrze? A ona… ona też robiła się ospała. Rozleniwiła się przez ciążę, a teraz przez opiekę nad dzidziusiem… małym, ślicznym, pomarańczowookim szkrabem. Uśmiechnęła się do siebie. Wszystkie jej dzieci były takie podobne do ojca. Tylko oczy miały po niej, a cała reszta to był czysty Naruto. Nawet Mei.
            Ponownie spojrzała na szafę, a potem na kartony, które stały u jej stóp. Musi się w końcu za to zabrać i wyrzucić te ubrania, których już nigdy nie założy. Westchnęła i pogłaskała się po brzuchu. Druga ciąża zostawiła fałdki tu i tam. Trzeba się będzie ich jak najszybciej pozbyć. Naruto nic nie mówił, chyba mu nie przeszkadzały, ale ona i tak swoje wiedziała. Jej mąż jest Hokage, ona musi go reprezentować. No i było jeszcze coś… chciała być piękna, dla niego, żeby mógł mówić o niej z dumą. Naruto…
            Uśmiechnęła się do siebie i zabrała za wyjmowane ubrań z szafy. Tych do wyrzucenia nie było wiele, tylko te, które opinały ją już przed ciążą. Niektóre z nich były jednak ładne i żałowała, że nigdy ich już nie założy.
            Po jakimś czasie uporała się z szafą i zabrała za szuflady z bielizną. Przede wszystkim, musiała wyrzucić porwane przez Naruto rzeczy, których skrawki były pochowane po kątach każdej z szuflad. W tym punkcie miała ochotę nakrzyczeć na męża, jak tylko wróci do domu. Dlaczego on upycha je do szuflad, kiedy wstaje i znajduje je na podłodze? Jakby nie mógł ich wyrzucić! No i w ogóle to po co je rozrywa?! Taka ładna bielizna…
            Podniosła w górę swoje niedawno rozerwaną halkę. Tej akurat bardzo żałowała, nie była ładna, ale za to wygodna. Z westchnieniem wrzuciła ją do kartonu. W ostatniej szufladzie, między rzeczami Naruto, znalazła coś, co sprawiło, że zaczerwieniła się po same cebulki. Podniosła w górę zupełnie przezroczysty, przeraźliwie krótki, straszliwie kusy, koronkowy, pomarańczowy szlafroczek zawiązywany na sznureczki z puszystymi pomponami. Przyglądała mu się przez chwilę, a potem rzuciła go na podłogę i z przerażeniem zaczęła przewalać szufladę pełną rzeczy swojego męża, aż w końcu znalazła resztę kompletu, czyli pomarańczowe, również przeraźliwie kuse majtki oraz koronkowy stanik. Rany, on to zatrzymał?! Po co?! Na samo wspomnienie tamtego dnia miała ochotę zapaść się pod ziemię!

            Była ładna, rześka, letnia sobota. Cały piątek padało i teraz wszystko pachniało świeżością. Idąca obok niej Sakura rozglądała się uważnie w poszukiwaniu czegoś ładnego dla swojej córeczki, którą zostawiła pod opieką Sasuke.
- Sharona lubi czerwony kolor, ale Sasuke uparł się na niebieski, więc już nie wiem, jaką mam kupić sukienkę…- mówiła Sakura głośno, zatrzymując się przy każdej wystawie sklepów, które sprzedawały stroje dla dzieci.- Nie mamy czasu na krawca, ale i tak sukienkę trzeba będzie przerobić… Sasuke zawału by dostał, gdyby mała nie miała na sukieneczce herbu Uchiha… Co myślisz, Hinata, czerwona czy niebieska?
- Nie mam pojęcia - przyznała szczerze. - Choć… niebieski to piękny kolor…- szepnęła, bardziej do siebie, niż do Sakury. Różowowłosa przyjaciółka spojrzała na nią.
- Tak, jak oczy Naruto… A więc kupię czerwoną, bo to w końcu Sharona będzie chodzić w tej sukieneczce, a nie wy - stwierdziła w końcu Sakura, zatrzymując się przed wystawą jednego ze sklepów. – Chodź, wejdziemy do środka.
            Weszły. Sklep był duży i kolorowy. Zbliżyły się we dwie do wieszaków, na których wisiały sukieneczki dla małych dziewczynek i zaczęły oglądać stroje. Sakura cmokała na wszystkie i żadna jej się nie podobała.
- Cóż, myślę, że tu niczego nie wybierzemy…- stwierdziła w końcu. Hinata spojrzała na nią ze zdziwieniem.
- Ale niektóre były naprawdę ładne – powiedziała.
- Nie, idziemy dalej – zarządziła Sakura i wyciągnęła ją ze sklepu. – Ale ja gadam i gadam, a przecież widzę, że z tobą jest coś nie tak. Co się dzieje?
            Hinata poczerwieniała i odwróciła wzrok. Jak miała ująć w słowa swój problem? I czy w ogóle to był problem, że mąż przestał się nią interesować? Może tak już jest z mężczyznami, skąd miała to wiedzieć? Niby wrócili do siebie, niby nie miał pretensji, że poroniła, ale…ale odkąd wrócił do domu między nimi nic się nie wydarzyło. A ona… ona nie miała śmiałości niczego zacząć, wiedząc, że on może nie chcieć, że może odmówić… Sakura przyjrzała jej się uważnie.
- Chodzi o Naruto? - zapytała. Hinata pokiwała głową. - Pokłóciliście się czy jak?
- Nie, nie kłóciliśmy się… - szepnęła Hinata cicho, kręcąc głową. – Tylko on.. on jest taki… taki, jakby się już mną znudził – wyznała. Sakura zaśmiała się głośno.
- Bredzisz, Hinata! – zawołała. – Naruto ma na twoim punkcie świra!
- Chyba już nie…- powiedziała uparcie białooka. – Chyba mu się znudziło…
- Nieprawda. On jest po prostu mało bystry… No wiesz, poroniłaś i idiota myśli teraz, że jesteś krucha jak jajko. Jego trzeba czymś walnąć w łeb, żeby załapał. Musisz mu pokazać, czego chcesz!- zawołała uradowana i zatrzymała się, wskazując ręką wystawę jednego z mijanych przez nie sklepów. Hinata spojrzała w tamtym kierunku i zaczerwieniła się po same cebulki.
            Patrzyła na wystawę sklepu z bielizną, gdzie za witryną stał manekin ubrany w koronkowy komplet przerażająco skąpej, pomarańczowej bielizny oraz przezroczysty, kusy szlafroczek z pomponami przy sznureczkach! Sakura wyszczerzyła zęby.
- Pomarańczowy to ulubiony kolor Naruto – szepnęła. Hinata potrząsnęła głową.
- Nie, chodźmy stąd, nigdy czegoś takiego nie włożę…
- Hinata, zaskocz go choć raz! Naruto lubi takie rzeczy!
- Ale ja nie lubię… chodźmy… - jęknęła Hinata, robiąc krok w przeciwną stronę, ale Sakura złapała ją za nadgarstek.
- Mówię ci, Hinata, że coś takiego by mu się spodobało i jak nic zrozumiałby, o co ci chodzi! W końcu go znam tyle lat!
- Ale…
- No chodź. – Sakura pociągnęła ją za rękę i wciągnęła do sklepu.
            Hinata skuliła się, rozglądając się po wnętrzu. I co teraz? Jak się z tego wyplatać? Jak uciec? Sakura trzymała ją za nadgarstek i ciągnęła w stronę lady, za którą, ku nieszczęściu, stał mężczyzna!
- Dzień dobry! – przywitała się z nim radośnie Sakura, zbliżając się do lady i ciągnąc za sobą Hinatę.
- Dzień dobry! – odrzekł sprzedawca, kłaniając im się uprzejmie. – Czym mogę służyć?
- Poprosimy taki pomarańczowy komplet jak na wystawie dla Hinaty – powiedziała Sakura, a Hinata zaczerwieniła się jeszcze bardziej, niż zwykle. Sprzedawca uśmiechnął się szeroko i obrzucił ją spojrzeniem.
- Słuszny wybór, Lord Hokage lubi pomarańcz! - zawołał sprzedawca i zniknął za drzwiami na zaplecze, a Hinata skuliła się jeszcze bardziej.
- To koszmar… Sakura, proszę, chodźmy, zanim on stamtąd wyjdzie…
- Nigdzie nie idziemy - zarządziła Sakura. – Zostajemy, kupisz ten komplet, jest bardzo ładny.
- Ale… ale on jest… On jest straszny!
- Przecież nikt prócz Naruto cię w nim nie zobaczy!
- Ale ten sprzedawca… i ty… nie, ja tego nie założę.
- Założysz, założysz.
            Wrócił sprzedawca, niosąc białe, dość spore i płaskie pudełko. Położył je na ladzie i otworzył je, a Sakura zajrzała do środka.
- To będzie odpowiedni rozmiar – rzekł sprzedawca, patrząc na Hinatę. – A, i pozwoliłem sobie wybrać kolor, ten pomarańcz jest niemal identyczny jak ten, w jakim chodzi Lord Hokage. Bo ten na wystawie był jaśniejszy.
            Hinata jęknęła i schowała się za Sakurą, by sprzedawca nie widział jej czerwonej twarzy. Sakura zaśmiała się.
- Idealnie. Bierzemy!
            Hinata znowu jęknęła. Tę chwilę wykorzystała Sakura i wyciągnęła jej z torebki portfel, po czym natychmiast zapłaciła sprzedawcy, a potem wcisnęła jej zakupiony komplet bielizny w ręce. Hinata z przerażeniem spojrzała na białe pudełko.
- Teraz możemy stąd iść – powiedziała uradowana Sakura.
            Kobiety wyszły ze sklepu. Sakura szła raźnym krokiem, uśmiechając się z zadowoleniem, za to Hinata wlokła się za nią, patrząc na trzymane w dłoniach pudełko i myśląc gorączkowo. Założyć czynie założyć? Gdyby założyła, pewnie Naruto by zrozumiał, czego chce. I pewnie by mu się podobało. Ale jak założy, to jak ona będzie w tym wyglądać? Zbladła na samą myśl. Te koronki, i te pompony przy sznureczkach, i ten kolor… W co ona dała się wrobić?! Nie założy tego! Wrzuci to na dno szafy, tak. Ale z drugiej strony… Naruto…
- Nie myśl tyle, tylko idź do domu - powiedziała Sakura. - A ja sama rozejrzę się za sukienką dla Sharony.
            Hinata zgodziła się bez szemrania.
            Dom był pusty. Naruto był w pracy. Poszła od razu do łazienki i przebrała się w zakupiony komplet, po czy spojrzała na samą siebie. Wyglądała… strasznie! Ten koronkowy strój, nigdy czegoś takiego nie miała na sobie! Robiła się czerwona patrząc na samą siebie,więc mogła sobie wyobrazić reakcję swoich policzków, kiedy stanie tak ubrana przed Naruto! To chyba jeszcze gorsze, niż kiedy była naga. Bo widział ją nagą,a w takim stroju jeszcze nie. I nigdy nie zobaczy!
            Ściągnęła z siebie szmatki i szybko ubrała w swoje zwykłe ubrania. Wrzuciła koronki do pudełka, wróciła do sypialni i wrzuciła je na dno szafy.
            Poszła do kuchni i zajęła się przygotowywaniem kolacji dla męża. Trzeba będzie jakoś inaczej mu pokazać, czego chce. Nie założy tego, nigdy, a przy najbliższej okazji wyrzuci! Skończyła przygotowywać posiłek i wstawiła go do piekarnika, by nie wystygł. Wróciła do sypialni i spojrzała na drzwi szafy. Koronki… Naruto… Koronki…
            Zagryzła wargi. Sakura mówiła, że Naruto jest mało bystry. To nie była prawda, ale jednak… Jednak nie wiedział, o co jej chodzi… ona też nie wiedziała, o co jemu chodzi… otworzyła szafę i wyjęła pudełko. Ona też jest odważna… założy to. Poszła do łazienki.
            Kiedy podawała kolację swojemu uradowanemu mężowi, koronki, które miła pod swoim zwykłym strojem, strasznie ją gryzły. Co za przeklęta bielizna! Ale starała się o niej nie myśleć, żeby się nie zaczerwienić i żeby Naruto niczego nie zauważył. A jej mąż wcinał przygotowany przez nią ramen, opowiadając, co działo się w pracy. Słuchała go uważnie, kiwając głową. W końcu Naruto oświadczył, że cały się lepi i poszedł do łazienki. Gdy tylko usłyszała trzaśnięcie drzwi pobiegła cicho do sypialni. Pozasłaniał okna, czyniąc wewnątrz pomieszczenia romantyczny półmrok, zrzuciła z siebie spodnie i bluzkę, po czym wyciągnęła z szuflady ten koszmarny szlafroczek i założyła go na siebie. Starając się nie myśleć o tym, jak wygląda, położyła się na łóżku. Przeczesała włosy palcami. I co teraz? Jak się ułożyć? Coś przewróciło jej się w żołądku, nie, źle zrobiła… powinna zapomnieć o tym szalonym planie. Powinna się ubrać i w ogóle nie pokazywać się Naruto w takim stroju… I już chciała wyskoczyć z łóżka i z powrotem się ubrać, kiedy drzwi od łazienki się otworzyły i stanął w nich Naruto.
            Zamarła w bezruchu, zupełnie tak samo jak jej mąż. Naruto wytrzeszczył oczy i rozchylił wargi w najwyższym zdumieniu. Ta mina może i była śmieszna, ale jej wcale nie rozśmieszyła. Wręcz przeciwnie, miała ochotę płakać. Spojrzała z obawą na swojego półnagiego męża, który gapił się na nią oniemiały, trzymając w rękach zwitek ubrań, które zdjął z siebie. A potem Naruto odezwał się:
- Rany, co ty masz na sobie? – zapytał ze zdumieniem. Zaczerwieniła się. Czuła to.
- A-a co? - spytała cichutko. – Nie podoba ci się?
            Naruto ryknął śmiechem. Było to tak zaskakujące, że zupełnie zbiło ją z tropu. Spojrzała na niego smutno, a w oczach zakręciły jej się łzy. Wiedziała, że to był głupi pomysł. Strasznie głupi pomysł, dlaczego posłuchała się Sakury?
            Naruto tymczasem rzucił na podłogę trzymany przez siebie zwitek ubrań i zbliżył się do łóżka. Usiadł przy niej i spojrzał na nią radośnie, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
- Czy mi się podoba? – zapytał, pochylając się nad nią, po czym zaczął całować jej szyję. – Wyglądasz strasznie, strasznie, ale to strasznie seksownie - wyszeptał. Zdębiała, podczas gdy jej mąż zaczął rozsznurowywać ten przeklęty szlafroczek.
- I… I ty się mną nie znudziłeś? – zapytała. Spojrzał na jej twarz, a jego dłonie zamarły.
- Skąd taki głupi pomysł? – zapytał, jaszcze bardziej zdumiony niż wcześniej.
- No bo… no wiesz… - szepnęła zawstydzona. Naruto pokręcił głową.
- Ja myślałem… że ty… że nie będziesz chciała… przez stratę dziecka – rzekł i zaczął całować je dekolt. Po chwili jego dłonie ściągnęły z niej szlafroczek i cisnęły go na podłogę. Naruto zaśmiał się.
- Skąd w ogóle pomysł na takie wdzianko? – zapytał rozbawiony, sięgając do zapięcia jej stanika.
- Nie pytaj… - mruknęła i w końcu odnalazła jego usta.

            Wynurzyła się z tych wspomnień i wzdrygnęła. Przeklęte pomarańczowe koronki! Wrzuciła je do kartonu, mając nadzieje, że już nigdy ich nie ujrzy. Po co on to zatrzymał, przecież to ubranko było koszmarne! Miał je na sobie tylko ten jeden, jedyny raz. Poza tym, teraz już by się w nie nie zmieściła. Zagniewana, zasunęła szufladę i zakleiła karton taśmą. I właśnie miała udać się do śmietnika, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiona, poszła otworzyć i gdy tylko uchyliła drzwi, jej oczom ukazały się… Białe róże. Zamrugała, i dopiero po chwili ujrzała kuriera, z ledwością trzymającego na rękach wielki kosz białych róż.
- Dzień dobry! – zawołał kurier, uśmiechając się szeroko. - Obawiam się, że to się nie zmieści w drzwiach!
- Chyba… nie – przyznała zszokowana. Białe róże!
- Proszę podpisać! – kurier postawił kosz u jej stóp i podał jej plakietkę oraz długopis. Potwierdziła przyjęcie prezentu, po czym chłopak uśmiechnął się, skłonił przed nią i odszedł. Przyjrzała się gigantycznemu bukietowi i dostrzegła liścik wciśnięty między kwiaty. Wyjęła go ostrożnie i otworzyła. Wewnątrz wklejona była karteczka, nawet nie wycięta, tylko wyrwana z jakiegoś zeszytu, a na tej karteczce, koślawym charakterem pisma jej męża, napisane było: GDZIEKOLWIEK JESTEŚ, TAM I JA JESTEM. NIM DOTRZESZ DO MIEJSCA, DO KTÓREGO ZMIERZASZ, JA JUŻ TAM BĘDĘ NA CIEBIE CZEKAĆ. NARUTO. Uśmiechnęła się do siebie, zastanawiając się, jak wniesie bukiet do domu, skoro nie mieścił się w drzwiach.


w następnym rozdziale:

 "...Boże, nie, pomyślałem.
Maya."


2 komentarze:

  1. Biedna Hinata, do czego ta Sakura ją zmuszała! Wyrzuć to, wyrzuć! xD
    Naruto jednak potrafi być romantykiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    haha to wspomnienie Sakury, na ten koronkowybstrój :) Sasuke lubi niebieski kolor? jestem zdziwiona, myślałam, że jego ulubionym jest czarny...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń